Jechać, czy nie jechać? Zorganizować, czy nie? Oto są pytania. Sprawa anulowanego wyścigu w Bahrajnie jest nadal aktualna.
W marcu FIA anulowała wyścig w Bahrajnie ze względu na niestabilną sytuację polityczną. Sezon rozpoczął się dwa tygodnie później, niż pierwotnie zakładano. Rolę gospodarza, który zainaugurował sezon, była jak za starych, dobrych czasów - Australia. Pojawiło się pytanie - co dalej z Bahrajnem?
Początkowo wyścig wypadł z tegorocznego kalendarza na czas nieokreślony. Po kilku miesiącach FIA ogłosiła, iż Grand Prix dojdzie do skutku i będzie miało miejsce 30 października. Decyzja ta wywołała lawinę krytyki zarówno ze strony kierowców, jak i ich zespołów. Bernie Ecclestone już nie wie, co robić.
FIA w oparciu o raport przygotowany przez Carlosa Garcia, który będąc w Bahrajnie przez zaledwie jeden dzień, uznał, że wszystko jest w porządku i można organizować wyścig, po przeprowadzeniu głosowania doszła do wniosku, iż wyścig się odbędzie.
Zawodnicy jechać nie chcą, a ich ekipy również się do tego nie palą. Dlaczego? Boją się o własne życie. I słusznie, ponieważ jednego dnia w Bahrajnie może być spokojnie, a drugiego już wybucha prawdziwe piekło.
Po co zawracać sobie głowę tym wyścigiem? Na miejscu Berniego bym go całkowicie odwołała. Co z tego, że w grę wchodzą grube miliony? A życie ludzkie już nie jest warte nic? Zespoły z radością i wielką ulgą przyjęłyby informację o tym, iż nie muszą jechać. Moje zdanie jest jasne - odwołać całkowicie i przestać czarować z datami. Kilka dni po ogłoszeniu decyzji Bernie nagle chce zmienić datę i przenieść wyścig na koniec sezonu. Ludzie, pomyślcie również o kibicach, którzy czasem miesiącami załatwiają hotele, rezerwują bilety lotnicze i wywalają na to kupę kasy! Tu nie chodzi tylko o Bahrajn. W grę wchodzą też Indie, bo gdyby wyścig w Bahrajnie miał miejsce w październiku, Indie przesunęłyby się na grudzień i tu znowu pojawia się kwestia sporna, ponieważ ekipy nie chcą, by sezon kończył się tak późno. Chcą mieć czas na odpoczynek, zimowe testy i budowę nowych samochodów. Jedno wielkie zamieszanie.
FOTA na nowy termin Grand Prix nie wyraziła zgody, a bez niej niemożna wprowadzać zmian w kalendarzu.
Kibice mają powoli dość, o zespołach już nawet nie wspomnę. Najlepiej odwołać ten wyścig. Nic się nie stanie, jeśli skrócimy tegoroczny kalendarz o jedno Grand Prix. Zespoły będą mogły spać spokojnie, a zawodnicy skupią się na tym, co ważne. Pieniądze nie są najważniejszą rzeczą na świecie. Tu chodzi o bezpieczeństwo i życie ludzi.