W historii królowej sportów motorowych wielu kierowców było o krok od tytułu lub czekało na niego wiele lat. Serię swoich artykułów chciałbym zacząć od jednego z moich ulubionych kierowców w obecnej stawce. Mowa tu o najbardziej doświadczonym kierowcy, a mianowicie o Rubensie Barrichello.
Barrichello w Formule 1 zadebiutował podczas Grand Prix Afryki Południowej w 1993 roku startując w barwach Jordan Grand Prix. Niestety, nie był to wymarzony debiut, bowiem w jego bolidzie awarii doznała skrzynia biegów, co wyeliminowało go z dalszej jazdy na trzydziestym pierwszym okrążeniu. Tego wyścigu w sezonie nie zapamiętało pozytywnie wielu kierowców, gdyż do mety dojechało ich zaledwie pięciu. W swoim pierwszym sezonie Barrichello nie pojawił się na mecie jeszcze siedem razy, głównie z powodu problemów technicznych w swoim bolidzie. Pierwsze punkty zdobył za to w przedostatnim wyścigu sezonu podczas Grand Prix Japonii.
Następny sezon był dla niego dużo bardziej udany. Mimo nieukończenia ośmiu z szesnastu wyścigów uplasował się w klasyfikacji generalnej na szóstej pozycji. Stało się tak dzięki pięciu wyścigom ukończonym na czwartych miejscach oraz pierwszemu podium podczas Grand Prix Pacyfiku. W 1994 roku wywalczył również swoje pierwsze pole position, a miało to miejsce w Belgii. Mimo świetnego wyniku w klasyfikacjach nie udało mu się ukończyć wyścigu. W barwach Jordana zdobył jeszcze jedno podium dojeżdżając jako drugi do mety na Circuit Gilles Villeneuve, przegrywając jedynie z Jaenem Aleisem.
Gdy w 1997 roku przeniósł się do Stewart Grand Prix, ukończył zaledwie trzy z siedemnastu wyścigów. Pośród tych szczęśliwie zakończonych Barrichello wywalczył kolejne podium. Tym razem miało to miejsce na torze w Monako, gdzie lepszy okazał się Michael Schumacher. Na następne podium fani Rubensa musieli czekać do 1999 roku, kiedy to kierowca trzykrotnie stawał na podium odbierając brązowy puchar podczas Grand Prix San Marino, Francji oraz Europy.
Godny swojego talentu bolid Brazylijczyk otrzymał dopiero w 2000 roku, gdy przeniósł się do Scuderii Ferrari. W parze z Schumacherem stanął aż dziewięć razy na podium oraz wywalczył pierwsze zwycięstwo. Było to na torze Hockenheimring podczas Grand Prix Niemiec. Rubens, startując z odległej osiemnastej pozycji, wygrał w pięknym stylu z byłym mistrzem świata, Miką Hakkinenem. W następnym sezonie mimo braku zwycięstw, ukończył sezon na trzeciej pozycji, a to za sprawą dziesięciu podium.
W 2002 roku powróciły problemy techniczne w bolidzie Rubensa. Nie wystartował w dwóch wyścigach i dodatkowo nie ukończył jeszcze trzech, jednak jego znakomita postawa na torach, gdzie omijały go problemy techniczne, zaowocowała czterema zwycięstwami, pięcioma drugimi miejscami, którymi ustępował tylko swojemu zespołowemu partnerowi oraz jednym brązem, co dało mu wicemistrzostwo. Kolejne dwa sezony to cztery zwycięstwa, sześć wywalczonych pole position oraz szesnaście dodatkowych miejsc na podium.
To jednak 2005 rok był punktem zwrotnym w karierze Barrichello. Udało mu się wówczas stanąć zaledwie cztery razy na podium, nie zwyciężając żadnego z wyścigów. Dodatkowo, nie spełniał oczekiwań zespołu. Ukończył ten sezon na ósmej pozycji.
I wtedy kierowca podpisał kontrakt z Hondą, gdzie jego partnerem zostaje przyszły mistrz świata, Jenson Button. Honda Racing nie była jednak najlepszym zespołem. Trzecie miejsce na Silverstone Circuit to największy sukces podczas trwania trzyletniego kontraktu. Jesienią 2008 roku zarząd Hondy postanowił wycofać się z rozgrywek Formuły 1 i sprzedać zespół. Jego nowym właścicielem został dotychczasowy dyrektor, Ross Brawn.
Bolid przygotowany przez Brawn GP był znakomity i pozwalał się ścigać na dawnym, świetnym poziomie. W sezonie 2009 Barrichello stanął jak dotąd ostatni raz na podium. Udało mu się to sześć razy, wywalczając dwa zwycięstwa. Na koniec tego sezonu odebrał kolejny raz brązowy wieniec laurowy.
Od dwóch sezonów ten fantastyczny kierowca ściga się dla kolejnego legendarnego zespołu w swojej karierze, a mianowicie dla Williams F1. Mimo słabych silników, którymi dysponował Williams, Rubensowi wyszło dobrze kilka wyścigów, jednak bolid nie pozwalał na nawiązanie walki z najlepszymi zespołami. Obecny sezon jest jednym z gorszych dla 39-letniego kierowcy. Problemy z aerodynamiką skłoniły Brazylijczyka do rozważań na temat zmiany barw, jednak doszedł do porozumienia z właścicielem teamu, Frankiem Williamsem.
Rubens Barrichello miał kilka szans na zdobycie mistrzowskiego tytułu, jednak nigdy go nie zdobył. Możecie mówić, co chcecie o tym wielkim „fajterze”, lecz to nie do końca jego wina. Chciałbym Wam przypomnieć, że w latach swojej największej formy jeździł dla Ferrari. Ten zespół faworyzował Michaela Schumachera, wielokrotnie stosował team orders. Gdy Barrichello jechał przed Schumacherem, dostawał polecenie, by go przepuścić. Schumacher to wspaniały wielokrotny mistrz świata, ale nie możemy zapominać, dzięki komu zdobył aż pięć tytułów startując w barwach Scuderii. To właśnie Brazylijczyk był tajną bronią Niemca w walce o mistrzostwa. Schumacher nie musiał się bać, że ktoś go wyprzedzi, ponieważ miał za plecami zespołowego kolegę, który miał pilnować jego pozycji. Mówi się w Formule 1 o tak zwanym „kontrakcie Barrichello”, który polega na tym, że dostaje się najlepszy bolid, jaki można w danej chwili dostać, robi się dla kierowcy wszystko, ale nie może on być wyżej niż swój partner. Niestety, takie zachowanie zostało w tym zespole do dzisiaj. Moim zdaniem ten wielki kierowca stracił swoją szanse na tytuł trochę nie ze swojej winy. Mógł podążyć inną drogą, jednak wybrał Ferrari, co dało mu kilka sukcesów: dwa wicemistrzostwa i jeden brąz. Pokazał przez lata, że nie zawsze trzeba stawiać własne cele na pierwszym planie. Pokazał również jak walczyć dla zespołu. Poświęcił swoją szansę dla Scuderii.
Barrichello wystartował w trzystu piętnastu wyścigach, ukończył dwieście dwadzieścia jeden, zdobył sześćset pięćdziesiąt osiem punktów, pole position wywalczył czternaście razy, wygrywał jedenaście, dwadzieścia dziewięć razy zdobywał srebrne trofeum, a brąz na podium odbierał dwudziestodziewięciokrotnie.