Ostatnio po raz kolejny rozgorzały dyskusje na temat zamkniętych kokpitów. Sprawa ta wraca do Formuły 1 jak bumerang - nie dziw, bo nie jest to sport należący do bezpiecznych. Właściwie nie może nim być choćby ze względu na średnie prędkości, a otwarty kokpit aż kusi los i nie raz mieliśmy z tego powodu problemy. Czy F1 może zostać zadaszona?
Powody do zastanowienia się nad opcją zamkniętych kokpitów są. Pojawiają się co jakiś czas, ale ten najbliższy nam, czyli bezpośrednia przyczyna testów FIA, to okropny wypadek Felipe Massy z 2009 roku. Na Hungaroringu z samochodu Rubensa Barrichello urwała się cześć zawieszenia - sprężyna, która z ogromną prędkością uderzyła zmierzającego nań Brazylijczyka w głowę. Kask nie wytrzymał siły uderzenia i ówczesny wicemistrz świata przeżył trudne chwile - musiał opuścić zespół oraz całą „jedynkę” do końca sezonu. Takiego szczęścia w tym samym roku nie było na zapleczu Formuły 1. Syn mistrza świata z 1964 roku, Johna Suteesa, który jako jedyny w historii był najlepszym kierowcą bolidu F1 i motocykla, Henry, został uderzony oderwanym kołem w głowę. Brytyjczyk niestety nie przeżył wypadku.
Między innymi opisane wyżej sytuacje zmusiły FIA do testów nowych kokpitów, ale czy królowa sportów motorowych ma przestać być serią open-wheeli z otwartym kokpitem? Z kwestii sportowej i estetycznej – po prostu nie jestem do tego przyzwyczajony i gotowy. Ciężko to wytłumaczyć, ale to dla mnie jeden z charakterystycznych uroków Formuły. Udowadnia to, jak wielką odwagę mają ci jeźdźcy, ujeżdżający swoje piekielnie szybkie maszyny. Nie popieram tutaj zdania niektórych twierdzących, że jest zbyt bezpiecznie i kierowcy nie muszą ryzykować. Uważam, że kwestie bezpieczeństwa zawodnika w samochodzie są ważne i najlepiej, kiedy jest najbezpieczniej, a przyczyny tej nudnej „bezpieczności” upatruję w nowych torach bez duszy, z kilometrowymi poboczami. To jednak temat na osobną dyskusję. Rozumiem kwestie bezpieczeństwa i myślę, że byłbym w stanie się poświęcić, gdyby naprawdę miało to się poprawić, ale czy tak jest?
Sprawa nie wygląda kolorowo, bo może i zwiększa się bezpieczeństwo głowy kierowcy, ale „szybka” może stanowić śmiertelną pułapkę. Przy mocnym uderzeniu w ścianę konstrukcja może ulec uszkodzeniu i uniemożliwi opuszczenie auta. Jeżeli doszłoby do samozapłonu, co jest bardzo prawdopodobne przy obecnie mocno zatankowanych bolidach (brak tankowania w trakcie wyścigu), to aż boję się myśleć o skutkach. Wystarczy przypomnieć sobie, co przeżył Niki Lauda uwięziony w płonącym samochodzie na Nurburgringu.
Dlatego myślę, że podjęto słuszną decyzję. Uważam, że nie potrzebujemy tak drastycznych zmian. Nie jestem przeciwny modyfikacjom, ale obecne pomysły jakoś mnie nie przekonują (Eko silnki, dopalacze etc.), więc wychodzę na konserwatystę, ale ja po prostu boję się zepsucia tego wspaniałego sportu.