Z czym to się je? Poznaj futbol australijski!

Dodany 20-03-2012, 22:15, do: Futbol australijski,
Z czym to się je? Poznaj futbol australijski!

Przed nami kolejny sezon futbolu australijskiego. Portal NiceSport.pl od kilku miesięcy przedstawia Wam informacje o tej dyscyplinie sportu. Teraz uznaliśmy, że nadszedł idealny moment na napisanie, co też w tym sporcie jest tak wspaniałego.

Proste zasady

Aby poznać jakikolwiek sport, trzeba zrozumieć jego zasady. Futbol australijski nie posiada ich jednak zbyt wiele. Mecze składają się z czterech kwart trwających dwadzieścia minut. Boisko ma owalny kształt i musi posiadać od 135 do 185 metrów długości oraz od 110 do 155 metrów szerokości. Na przeciwległych krańcach gigantycznego owalu umieszczone są trzy bramki oznakowane czterema słupkami. Celny strzał między środkowe słupy daje drużynie sześć punktów. Trafienie w jedną z dwóch bocznych bramek daje tylko jeden punkt (tak zwany behind).

Każda drużyna składa się z osiemnastu piłkarzy plus czterech rezerwowych. Zawodnicy mogą uderzać piłkę (przypominającą nieco tę znaną z rugby) pięścią oraz kopać, lecz nie mogą jej podawać ani rzucać otwartą dłonią. Gdy piłkarz biegnie z piłką w rękach, musi odbić ją od ziemi raz na piętnaście metrów. Jeśli natomiast uda mu się złapać futbolówkę kopniętą z odległości co najmniej piętnastu metrów (zanim ta zdąży odbić się od murawy), zawodnik ma prawo do tak zwanego "marka" (kopnięcie piłki będąc nieatakowanym przez żadnego z rywali). Warte podkreślenia jest też to, że w futbolu australijskim nie istnieje przepis o spalonym.

Boiskowe wydarzenia również nie przebiegają w zgodzie z milionem przepisów utrudniających zdobycie bramki. Zawodnicy mogą się popychać i łapać za każdą część ciała od ramion do kolan. Podobnie jak w rugby, głównym sposobem na odzyskanie piłki jest więc zmiecenie przeciwnika z powierzchni ziemi. Hulk Hogan, amerykański wrestler, jest przekonany, że większość zawodników tego sportu bez problemu poradziłoby sobie w sportach walki, podczas gdy on sam boi się wejść na boisko futbolu australijskiego. Co ciekawe, prócz ochraniaczy na zęby, zawodnicy footy (jak zdrobniale nazywany jest ten sport) nie mają na sobie żadnych zabezpieczeń. Z tego też powodu w każdym spotkaniu zdarzają się poważne kontuzje, które są zapisywane w pomeczowych raportach i umieszczane na stronach internetowych wraz z dokładnym opisem danego urazu. Legendarny kapitan Essendon Bombers, James Hird, niemal w każdym wywiadzie podkreśla, że w trakcie swojej zawodowej kariery miał uszkodzoną absolutnie każdą część ciała. Dodatkowo w ostatnich kilkudziesięciu latach odnotowano aż pięćdziesiąt zgonów podczas gry w futbol australijski (wliczając spotkania amatorów). Najczęstszymi powodami śmierci były choroby serca oraz urazy mózgu wynikające z brutalnej gry. Z powodu ogromnej kontuzjogenności tej dyscypliny, niemal wszyscy zawodnicy uprawiający footy przechodzą na "emeryturę" po przekroczeniu trzydziestki.

Dziwne wyniki

Zdecydowanie więcej kłopotów osobom niezaznajomionym z futbolem australijskim sprawia odczytywanie rezultatu spotkania. Przykład:

Adelaide Crows 10.17 (77) - West Coast Eagles 5.13 (43)

Liczby oznaczają kolejno: ilość goli za sześć punktów, ilość goli za jeden punkt (behindów) oraz, podawaną najczęściej w nawiasie, łączną ilość punktów. Co ciekawe pomeczowe raporty, prócz końcowego wyniku, najlepszych piłkarzy oraz strzelców poszczególnych bramek zawierają także wszystkie kontuzje doznane przez graczy w trakcie trwania meczu, natomiast na stronach internetowych zespołów umieszczone są osobne działy, w których wymienieni są wszyscy kontuzjowani piłkarze danego klubu.

Proste zasady odpowiadają graczom futbolu australijskiego, o których inteligencji krążą legendy. Gazety z Andypodów przepełnione są wręcz opowieściami o pijanych piłkarzach demolujących kolejne puby. W ostatnim czasie zasłynął szczególnie Liam Jurrah, zawodnik "Demonów" z Melbourne, który po pijaku straszył przechodniów... maczetą! Bernie Vince, gracz "Wron" z Adelajdy, świętując zwycięstwo swojej ulubionej drużyny w krykieta wlał w siebie tyle wysokoprocentowego płynu, że postanowił na oczach wszystkich klientów baru rozebrać się do naga. Inteligencją nie błysnął także kapitan "Świętych" z Saint Kildy, Nick Riewoldt, którego nagie zdjęcia przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu znalazły się w świeci. Riewoldt jednak nic sobie z tego nie zrobił twierdząc jedynie, że "ma się czym pochwalić".

Tysiące fanów

Pomimo tego typu zachowań zawodników, futbol australijski nie zraża do siebie ani kibiców, ani też sponsorów. Jeden z działaczy klubów AFL stwierdził nawet, że "z żadnego innego sportu nikt nie zrobi takiej kasy". Australijska odmiana futbolu przebija popularnością w tym kraju wszystkie pozostałe dyscypliny z rugby, piłką nożną oraz koszykówką na czele. Każdy finał AFL ogląda z wysokości trybun niemalże sto tysięcy fanów. Rekord z 1970 roku wynosi natomiast 121,5 tysiąca widzów.

Popularność wśród fanów wpływa również na zainteresowanie poważnych sponsorów, wśród których znajdziemy takie koncerny jak: Sony, Toyota czy Coca Cola. W zeszłym roku działacze ligi podpisali kontrakt na sprzedaż praw telewizyjnych. Jego wartość oszacowano na 1.25 mld dolarów! Koncern News Corporation, na czele którego stoi Australijczyk Rupert Murdoch, zdecydował, że stacja Fox otworzy na Antypodach nowy kanał poświęcony wyłącznie australijskiej odmianie futbolu.

Polskie piętno

Polscy emigranci również zapisali się na kartach historii futbolu australijskiego. Nieprzemijający rozgłos zdobył ród Krakouerów wywodzący się z Krakowa. Najstarszy z nich, Jim, przez długie lata reprezentował barwy North Melbourne Kangaroos, a w 1986 roku został nawet wybrany najlepszym zawodnikiem całego sezonu. Jego brat Phil trzykrotnie zdobywał tytuł klubowego króla strzelców, a syn Andrew w 102 meczach dla Richmond Tigers strzelił... 102 gole! Inna sprawa, że kariera Andrew Krakouera zatrzymała się jakiś czas temu, gdy zawodnik otrzymał karę 20 lat pozbawienia wolności za ciężkie pobicie. Krakouerowi udało się jednak wybronić i po trzech latach odsiadki wrócił do AFL jako zawodnik Collingwood Magpies. Młodsze pokolenie dzieci naszych emigrantów reprezentują Jared Polec z Brisbane Lions oraz Nathan Krakouer z Gold Coast Suns.

Zdecydowanie lepiej nasz kraj w Australii reprezentował Brian Sierakowski, który swego czasu wygrał z Saint Kildą mistrzostwo kraju. Sam Sierakowski na najmniejszym z kontynentów zasłynął jednak bardziej z tego, że w 1997 roku przeżył atak rekina na Oceanie Indyjskim. Rozszarpany przez ostre zęby rekina kajak zawodnika jest do dziś jedną z atrakcji turystycznych portowego miasta Perth.

Wicemistrzostwo świata

Futbolowi australijskiemu do podbicia świata brakuje tylko jednego: zainteresowania poza Australią. Owszem, najlepsi gracze footy od czasu do czasu grają mecze pokazowe na innych kontynentach, lecz poziom drużyn, z którymi przychodzi im rywalizować jest niezwykle niski. Jakiś czas temu gracze z Antypodów rozgrywali jeszcze mecze międzynarodowe z reprezentacją Irlandii. Choć na Zielonej Wyspie grają w futbol gaelicki, to reguły tych dyscyplin są do siebie na tyle podobne, że na potrzeby promocji obu sportów udało się wypracować zadowalające każdą ze stron reguły. Pomimo to od 2006 roku nie odbyło się żadne spotkanie między Irlandią a Australią. Powód? W 2006 roku Australijczycy wręcz zmasakrowali niczego nie spodziewających się Irlandczyków, przez co ci drudzy do dzisiaj w popłochu uciekają na sam dźwięk słów "futbol australijski".

W Polsce istnieje jeden klub futbolu australijskiego - Polish Bisons. Założona w Poznaniu drużyna od czasu do czasu gra nawet towarzyskie spotkania z kolegami z Pragi oraz Berlina. Może jednak warto zastanowić się nad popularyzacją tego sportu w naszym kraju? W końcu jedno jest pewne: tym razem przynajmniej wicemistrzostwo świata byłoby w naszym zasięgu!

źródło: inf. własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 2

opublikowny przez Paweł Raczek 5 lat temu
Zobacz również: