Wielki mistrz kończy karierę w zawodowym snookerze

Dodany 03-05-2012, 22:48, do: Snooker,
Wielki mistrz kończy karierę w zawodowym snookerze

Pewnie wielu osobom łezka w oku się zakręciła, gdy w ciepły, majowy wieczór przeczytały informację o zakończeniu kariery przez Stephena Hendry'ego. To był ten największy, który zrewolucjonizował snookera swoją osobą i już na zawsze zapisał się w jego annałach.

Gdy Stephen Hendry zdobywał swój pierwszy tytuł mistrzowski w wieku zaledwie 21 lat, niewiele osób słyszało o takiej dyscyplinie jak snooker. Począwszy od 1989r. zwyciężał także w pięciu kolejnych edycjach The Masters, czyli drugiej z najbardziej prestiżowych imprez tego sportu. Samo to, że nikomu nie udało się nigdy powtórzyć tego osiągnięcia, świadczy o niebywałej wielkości zawodnika. Swoim ofensywnym stylem gry wypromował snookera i sprawił, że wkrótce coraz szersza publika zaczęła się nim interesować.

Mało kto był w stanie zagrozić młodemu mistrzowi. Właściwie śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że jego wszelkie porażki w okresie jego świetności wynikały raczej ze słabszego dnia Stephena, niż lepszej gry i większych umiejętności jego ówczesnych przeciwników. Zresztą, Hendry nigdy nie znudził się swoimi sukcesami i nie wpadł w rutynę. Dlatego jego wielkość nie podlega dyskusji, bo w porównaniu z innymi "największymi", nigdy nie miał dość wygrywania. Z pewnością łatwo można wyczuć tutaj aluzję co do osoby innego ulubieńca snookerowej widowni, za co kilka osób może mnie w tym miejscu skrytykować, ale nie o to tutaj chodzi, żeby licytować sukcesy największych gwiazd tego sportu. Mowa raczej o postawie Stephena, jego motywacji, woli walki, którymi wyróżniał się wśród zawodników i niejednokrotnie zadziwiał publiczność.

Czy to nie było jego przysłowiowym gwoździem do trumny? Ostatnie lata to cień dawnego, wielkiego mistrza. Sfrustrowany Hendry miał już dość porażek z graczami, którzy w latach jego świetności mogliby co najwyżej podawać mu kij do gry. Nic nie może jednak wiecznie trwać, a prawdziwi mistrzowie wiedzą, kiedy nadchodzi ich pora i muszą zejść ze sceny, ustępując miejsca innym, głodnym sukcesu zawodnikom.

Stephen pożegnał się ze wszystkimi w wielkim stylu. Nie mógł wybrać lepszej do tego pory, bardziej prestiżowego turnieju i dokonać tego w godniejszy mistrza sposób. Krążyły plotki, że Hendry przyleciał do Wielkiej Brytanii zaledwie kilka dni wcześniej, załatwiał swoje prywatne interesy i będzie przez to słabo przygotowany do największej snookerowej imprezy. Zapomniano o jednym - to jest Stephen Hendry! Jak profesjonalista zamknął usta wszystkim narzekaczom i w Crucible Theathre zdobył swojego ostatniego już maksymalnego brejka w karierze. Zapytany o najpiękniejsze wspomnienia związane z tym miejscem, zawodnik wzruszył się. - Jest ich tak wiele. Ciężko byłoby wskazać to najważniejsze. Zdobyte tytuły, brejki maksymalne, mógłbym napisać książkę o moich przeżyciach tutaj - mówi Hendry.

"The Golden Boy", "The Maestro", "The Great One" - to tylko niektóre z pseudonimów, jakimi zaczęto nazywać Stephena Hendry'ego. Patrząc na jego osiągnięcia, rzeczywiście, tak wielkiego snookerzysty nie da się w żaden sposób zastąpić. Ponad 700 brejków stupunktowych, jedenaście brejków maksymalnych, siedem tytułów mistrza świata - to mówi samo za siebie. Jak zawodowiec, zawodnik twierdzi, że nie uronił łzy z powodu zakończenia pewnego etapu w swoim życiu. - Nigdy nie byłem wyjątkowo emocjonalną osobą. Nawet kiedy wygrywałem, specjalnie tego nie okazywałem, więc nie zamierzam płakać także teraz. To smutne, że juz tu nie zagram, bo naprawdę kochałem to miejsce - twierdzi Stephen.

- To był największy zawodnik w historii snookera - powiedział Barry Hearn po ogłoszeniu decyzji przez Stephena. Cóż, chyba nikt nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Był inspiracją dla wielu. W tym miejscu muszę także przyznać, że mnie samego to właśnie ten zawodnik zaraził sympatią do snookera. I nie jestem w tej kwestii odosobniony. A jak będzie wyglądała dyscyplina bez tej osobowości? Z pewnością już nie tak samo. Wszystkim kibicom pozostaje zadowolić się grą innych, zdolnych zawodników, ale niedosyt po odejściu Stephena Hendry'ego pozostanie już na zawsze.

źródło: inf. własna + dailymail.co.uk
  • średnia glosów: 4.55

Średnia ocen: 4.55, ilość głosów: 11

opublikowny przez Jakub Majewski 5 lat temu