Gimnastyka sportowa w Polsce nie cieszy się zbyt wielkim powodzeniem. Ta niesforna sytuacja jest spowodowana brakiem zainteresowania mediów oraz sponsorów tą piękną dyscypliną. Pomimo "bryndzy" są zawodnicy, którzy robią to, co do nich należy.
Rozwodzić można się na wiele stron i tysiące słów. Postaram się jednak ująć całą sprawę w kilka sprawnych akapitów, które przedstawią sytuację prosto i przede wszystkim całkowicie rzeczowo.
Jak wiadomo, już jutro oficjalnie rozpoczynają się Mistrzostwa Europy w Berlinie. Euro zrobiło furorę w kraju naszych zachodnich sąsiadów i miesiąc przed rozpoczęciem zawodów, zabrakło biletów. Oczywiście pierwsze dwa dni upłyną pod znakiem treningów na podium, jednak kwalifikacje... będą gratką dla fanów gimnastyki!
Meritum mojego "orędzia" kieruję w stronę kilku zawodników, którzy są nadzieją. Wieloletnie sukcesy na arenach międzynarodowych dają wielkie szanse na to, że w Berlinie będziemy mieli czas na zbieranie żniw. Trener Andrei Levit - człowiek, który przez kilka ładnych lat pracował z kadrą narodową gimnastyków, zrobił niesamowitą "robotę". Swoją wielką pracę dorzucił również trener Piotr Mikołajek, który od niedawna samotnie trzyma w ryzach polską reprezentacje. To dzięki niemu zawodnicy Ośrodka Przygotowań Olimpijskich w Gdańsku zaczęli zdobywać medale na międzynarodowych zawodach. Efekty było widać podczas Mistrzostw Świata w Rotterdamie oraz w Pucharach Świata w 2010 roku.
Pierwszym mocnym ogniwem w kadrze na "Euro" jest Adam Kierzkowski. Gimnastyk pochodzący z Warszawy, od wielu lat utrzymuje się w światowej czołówce ćwiczeń na poręczach. W zeszłym sezonie potwierdził, że praca i zaangażowanie, które wkłada w treningi na sali nr 3 gdańskiego AWF'u nie idą na marne. Drugie miejsce w całorocznej klasyfikacji Pucharu Świata, brązowy medal Mistrzostw Europy w Birmingham i dwa finały Mistrzostw Świata (Londyn i Rotterdam) mówią same za siebie - ten człowiek jest szansą na sukces!
Nie tylko Adam Kierzkowski jest podporą polskiej gimnastyki. Na wielkie słowa i pochwały zasługuje również Roman Kulesza. Wychowanek gdańskiej kuźni gimnastycznej wraz z kolegą z Warszawy, podążał drogą do spełnienia marzeń. Wiele z nich można powiedzieć, że spełnił. Domeną zawodnika z klubu AZS AWF Biała Podlaska są ćwiczenia na poręczach oraz drążku. Na Kuleszę możemy również liczyć w wieloboju, gdyż miłośnik włoskich jednośladów - Vespa, jest wszechstronnym i utalentowanym gimnastykiem.
Wśród męskiej ekipy wymienię jeszcze jednego zawodnika. Wielu powtarza, że jest to następca Leszka Blanika. Srebrny medalista Uniwersjady w Belgradzie - Marek Łyszczarz, utrzymuje się od wielu lat w czołówce najlepszych skoczków. Cóż, w tej konkurencji czasem rozgrywa się loteria niczym podczas rzutów karnych w finale "mundialu". Łyszczarz już dwa razy występował w finałach Mistrzostw Europy, jednak nie udało się wskoczyć na podium. Miejmy nadzieję, że w Berlinie wykona on skoki, których pozazdrości nawet słynny Blanik.
Byłbym okrutny, gdybym nie wymienił znakomitej kobiety, żony Romana Kuleszy. Marta Pihan-Kulesza, która dominuje w rywalizacji krajowej od 2005 roku, zaznaczyła swoje miejsce w zawodach międzynarodowych. Medale Pucharów Świata czy finał wieloboju ostatnich Mistrzostw Świata w Rotterdamie potwierdzają, że szczecinianka ma "moc". Przez długi czas pracowała na miejsce w rankingu, które dało jej renomę. Stworzyła swoją markę, która jest rozpoznawalna całym na świecie!
Wymieniam i wymieniam... Wiem, może to jest sucha treść, gdyż większość z Czytelników nie zdaje sobie sprawy, na czym polegają "fikołki" i "kozły" w gimnastyce. Mam jednak w tym wielki cel. Chciałbym, aby w końcu Polska zainteresowała się "matką wszystkich sportów". Gimnastyka jest piękna, efektowna, widowiskowa. Na dodatek, mamy w niej niesamowitych i liczących się w świecie przedstawicieli, którzy godnie reprezentują nasz kraj z polskim orzełkiem na piersi.
Do Europy krok zrobić, by w końcu świat podbić - to powinien być cel naszych reprezentantów w gimnastyce sportowej. Mistrzostwa Europy będą mocnym sprawdzianem przed najważniejszą kwalifikacją olimpijską, która będzie miała miejsce w październiku w Tokio.
Liczę na Was, drodzy Czytelnicy, na to, iż pomożecie mi w promowaniu tego cudownego sportu, który daje tyle radości i niesamowitych wrażeń, nie tylko estetycznych, ale również wewnętrznych i duchowych. Zapraszamy bardzo serdecznie na relacje z finałów Mistrzostw Europy w Berlinie na łamach portalu NiceSport.pl!