Minionej nocy w NBA odbył się pojedynek pomiędzy Phoenix Suns a Los Angeles Lakers i był to rewanż za spotkanie rozegrane dwa dni wcześniej w Staples Center. Wtedy górą byli zawodnicy z „Miasta aniołów”, dziś również wygrali gospodarze tyle, że tym razem w tej roli wystąpili gracze „Słońc”.
Oba zespoły przystąpiły do meczu w swoich najsilniejszych składach, w początkowej fazie gra była bardzo zacięta i nic nie przychodziło łatwo zawodnikom, z czasem jednak gospodarze zaczęli dochodzić do głosu i przypomnieli sobie, że przecież wyszli na parkiet po zwycięstwo. Sygnał do ataku dał Marcin Gortat, jego punkty po asyście Nasha zapoczątkowały świetny okres w grze Suns. Od tego momentu gospodarze pozwolili rywalom na zaledwie 9 punktów sami zdobywając ich aż 25! Tak wspaniale zakończona kwarta dała im 16 „oczek” przewagi po 12 minutach.
W drugiej kwarcie Suns kontynuowali wspaniałą grę i było to o tyle ważne, że tą część meczu rozpoczęli rezerwowi, którzy spisali się na medal, nie roztrwonili przewagi, co więcej powiększyli ją. Świetnie grał debiutant Markieff Morris, skrzydłowy brał na siebie ciężar gry i w zależności od potrzeb dostawał się na linię rzutów wolnych lub trafiał z dystansu. Później do gry wrócili starterzy i dalej grali wspaniale, seria punktowa Jareda Dudleya na koniec pierwszej polowy i punkty Gortata zaowocowały aż 24 punktowym prowadzeniem.
W pierwszej połowie gospodarze imponowali grą po obu stronach parkietu, o ile mogliśmy oczekiwać od nich dobrej postawy w ataku, ponieważ przyzwyczaili nas do ofensywnej gry przez lata, o tyle tak twarda i szczelna defensywa mogła być małym zaskoczeniem. Bez wątpienia była to jedna z najlepszych połówek „Suns” w tym sezonie.
Po przerwie na parkiecie nadal niepodzielnie rządzili gracze ze stanu Arizona, zwłaszcza duet Dudley-Gortat grał fantastycznie. Ten tandem zdobył aż 17 z 19 punktów drużyny, gracze „Słońc” szybko jednak zostali sprowadzeni na ziemię, kubeł zimnej wody wylał im na głowę Kobe Bryant, przy drobnej pomocy partnerów. W końcówce trzeciej kwarty goście grali tak dobrze, że udało im się zmniejszyć starty do 15 „oczek” i zapewnić sobie niezłą, patrząc na przebieg spotkania, pozycję do ataku przed czwarta kwartą.
Ostatnia odsłona zaczęła się od gry kosz za kosz, z czasem, powolutku, Lakers zaczęli odrabiać starty i zeszli już do 10 punktów, gospodarze jednak zachowali zimną krew i nie dali sobie wydrzeć tego zwycięstwa, grali rozsądnie i ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 102:90.
Marcin Gortat ponownie zagrał znakomite spotkanie, kolejne double-double na jego koncie (21 punktów i 15 zbiórek) musi cieszyć kibiców, tym bardziej, że uzyskane przeciwko nie byle komu. Pau Gasol i Andrew Bynum tworzą jeden z najlepszych duetów podkoszowych w całej lidze. Dobrze zaprezentował się też Jared Dudley, autor 25 oczek, tradycyjnie w rolę kreatora wcielił się Steve Nash, tym razem rozdał 14 asyst. Najlepszym strzelcem w pokonanej drużyn był nie kto inny jak Kobe Bryant z 32 punktami na koncie. Gasol i Bynum zaliczyli podwójne zdobycze, ale nie tak imponujące jak ta Polaka, odpowiednio 17 punktów, 12 zbiórek i 16 „oczek”, 10 zebranych piłek.
Los Angeles Lakers z bilansem 18-13 zajmują piątą pozycję na zachodzie NBA, Suns natomiast mają bilans 13-19 i są na 12 miejscu tej samej konferencji.