Dwayne Wade poprowadził Miami Heat do odniesienia kolejnego zwycięstwa na parkietach NBA. Ekipa Żaru tym razem okazała się lepsza od Sacramento Kings, wygrywając w hali American Airlines Arena 120:108.
Początek spotkania należał do zespołu z Kalifornii. Po pierwszych dwunastu minutach gry Kings znajdowali się na sześciopunktowym prowadzeniu. Od drugiej kwarty Miami przejęło inicjatywę, której nie oddali do samego końca.
Ważnym momentem tego pojedynku była seria 9-0 w wykonaniu gospodarzy w ostatniej części gry. Warto dodać, że liderzy Heat, czyli Dwyane Wade oraz LeBron James siedzieli na ławce rezerwowych i zbierali siły na końcówkę pojedynku.
Miami Heat było w dniu wczorajszym zespołem dużo lepszym od swoich rywali. Szczególnie godnym podkreślenia jest fakt, że gospodarze zanotowali 56% skuteczność z gry (45 na 81 prób) przy zaledwie 45% Kings.
Jednym z bohaterów in minus był z pewnością DeMarcus Cousins. Zawodnik ten wykorzystał zaledwie trzy z trzynastu prób rzutów z gry i w ostatecznym rozrachunku zapisał na swoim koncie zaledwie 9 "oczek".
Udonis Haslem z dorobkiem 4.549 zbiórek przesunął się na drugie miejsce pod tym względem jeżeli chodzi o historię Miami Heat. Na pierwszej lokacie znajduje się aktualnie Alonzo Mourning.
Heat z bilansem 26-7 znaleźli się na czele Konferencji Wschodniej, spychając na drugie miejsce Byki z Chicago. Kings z zaledwie 10 zwycięstwami przy 22 porażkach są na przedostatnim miejscu na Zachodzie.
Do końca miesiąca zespół z Sacramento czekają dwa wyjazdowe pojedynki. Najpierw w środowy wieczór w Waszyngtonie, a dzień później w Salt Lake City z tamtejszym Utah Jazz. Dzisiejsi zwycięzcy natomiast jutro jadą do Nowego Jorku na spotkanie z Knicks.
Pozostałe wtorkowe pojedynki:
Cleveland Cavaliers (13-17) - Detroit Pistons (11-23) 101-100
Indiana Pacers (20-12) - New Orleans Hornets (7-25) 117-108
Memphis Grizzlies (19-15) - Philadelphia 76ers (20-13) 89-76
Portland Trail Blazers (18-16) - San Antonio Spurs (23-10) 137-97