Co przyniesie nowy sezon NBA?

Dodany 14-09-2012, 19:05, do: NBA,
Co przyniesie nowy sezon NBA?

Sezon jeszcze się nie zaczął, a teoretycznie już można snuć różne przemyślenia na temat tego, kto zostanie mistrzem NBA w przyszłym sezonie. Sam się nad tym zastanawiałem i po wielu godzinach rozmyślania myślę, że doszedłem do tego, jak może wyglądać przyszły sezon. Oto moje przemyślenia.

Miami Heat trzeci raz z rzędu w finale
Trzeba przyznać mistrzom NBA, że na razie są bezkonkurencyjni w konferencji wschodniej. Mając w swoim zespole takie gwiazdy jak LeBron James, Dwyane Wade, Chris Bosh, Ray AllenRashard Lewis można być niemal pewnym występu w finale. Zwłaszcza, że na Wschodzie jest obecnie bardzo mała konkurencja dla zespołu z Florydy. Kto miałby odebrać tytuł mistrza? Boston Celtics? New York Knicks? Brooklyn Nets? Może Chicago Bulls? Niewielkie szanse. Jednak o tych zespołach powiem potem. Teraz warto się skupić na sile samego Miami Heat. Po tym, jak w zeszłym sezonie pokazali, że są nie do zdarcia, w transferach dodali sobie siły ognia sprowadzając takich graczy jak Allen i Lewis, którzy będą niesamowicie przydatnymi zawodnikami wspomagającymi zespół z ławki. Szczycą się dużym doświadczeniem i będą świetnym wspomaganiem dla najlepszego zespołu NBA z ubiegłego roku. Zeszły sezon był wyraźnie pod znakiem Lebrona Jamesa, ale czy ten niesamowity zawodnik, który bez wątpienia zgubił gdzieś swój przydomek samolubnego gracza, będzie tak samo dobry w przyszłym sezonie? Mam nadzieję, że tak, bo właśnie tacy zawodnicy jak „King” James pokazują, dlaczego NBA jest najlepszą koszykarską ligą świata, dodając jej masę efektownych zagrań, nie tracąc przy tym na efektywności.

Lakers come back!
Po dwóch chudych latach drużyny, zespół z Los Angeles wreszcie ma duże szanse na mistrzostwo NBA po poważnych wzmocnieniach podczas okienka transferowego. Pierwszym ważnym ruchem w stronę kolejnego pierścienia mistrzowskiego było sprowadzenie Steve'a Nasha, który w Lakers spędzi najpewniej swoje ostatnie sezony w karierze. Jego zadanie będzie polegało na kreowaniu gry i częstym asystowaniu, a nie nabijaniu punktów, odkładając na bok podania, jak to miał w zwyczaju robić poprzedni rozgrywający zespołu, Ramon Sessions. Będzie jedną z kluczowych postaci i będzie niewątpliwie najlepszą „jedynką” w klubie z „Miasta Aniołów” od czasów „Magica” Johnsona. Kiedy wszyscy myśleli, że to był największy hit transferowy tego lata, okazało się, że Lakers mają jeszcze jednego asa w zanadrzu. Jak grom z jasnego nieba do Los Angeles przechodzi najprawdopodobniej najlepszy center w NBA, a konkretnie Dwight Howard. Kolejny świetny punktujący zawodnik, nie zapominając o świetnej defensywie tego gracza. Trzy statuetki dla najlepszego obrońcy w lidze mówią same za siebie. Pamiętajmy też o tym, że w klubie nadal jest Kobe Bryant. „Black Mamba”, mimo nowych gwiazd, nadal będzie najjaśniejszą gwiazdą w Los Angeles. Wraz z Nashem i Howardem ma stworzyć trio, które przejdzie do historii NBA stając się bardziej dominującym niż duet Kobe-Shaq. Niestety pamiętajmy, co się łączy z taką ilością gwiazd w zespole. Mike Brown może takiego ciężaru nie unieść jako trener zespołu. Szczerze myślę, że zespół powinien postarać się o powrót Phila Jacksona, który jest prawdopodobnie jedynym trenerem mogącym w pełni poradzić sobie z kaprysami Howarda i Bryanta naraz. Oczywiście nie wątpię w umiejętności obecnego trenera "Jeziorowców". Dodatkowo, „Black Mamba” będzie nadal chciał nabić po 25 punktów na mecz, ale skoro w zespole jest „Superman”, więcej podań będzie szło zapewne do centra znając umiejętności Nasha w zagraniach typu pick&roll. Jednak można być pewnym, że Bryant łatwo nie odda tytułu najlepszego strzelca Lakers. Podsumowując: Miami Heat będzie miało duże problemy, żeby powstrzymać Lakers, które moim zdaniem mimo wszystko zajmie pierwsze miejsce na Zachodzie.

Kto numerem 2. na Zachodzie?
Tak jak już wspominałem, najlepszym zespołem w konferencji zachodniej będzie najpewniej drużyna z Los Angeles. Jednak chciałbym teraz zająć się tym, kto zajmie drugie miejsce, bo jest kilku kandydatów. Pierwszy to Oklahoma City Thunder - niesamowity zespół ze świetnymi strzelcami w zespole. Kevin Durant strzela zza linii 7,24 m jak z karabinu maszynowego, a do pomocy ma Russela Westbrooka, który swoją siłą i szybkością bije wszystkich innych rozgrywających na głowę (oczywiście tylko w wyżej wymienionych aspektach, bo wybitnym asystującym to on nie jest). Warto też wspomnieć o takich zawodnikach jak James HardenSerge Ibaka. Pierwszy pan zdobył statuetkę najlepszego rezerwowego roku i siedząc na ławce w klubie pojechał z reprezentacją Stanów Zjednoczonych na Igrzyska Olimpijskie w Londynie, natomiast Ibaka jest istnym geniuszem defensywy. Jeśli ktoś ma pobić rekord Hakeema Olajuwona w ilości zdobytych bloków w karierze, to będzie to albo Howard, albo Ibaka, skłaniając się bardziej ku drugiej wersji. Moim drugim kandydatem jest San Antonio Spurs, które mimo wszystko nadal ma siłę do działania. Przyszły sezon najpewniej będzie ostatnią szansą na mistrzowski pierścień dla Tima Duncana, Tony'ego ParkeraManu Ginobiliego, którzy (powiedzmy sobie szczerze) nie stają się coraz młodsi, jednak dalej walczą i nadal są jednymi z najlepszych zawodników świata. W zespole z Teksasu możemy zobaczyć także takie osobistości jak „Młody Geniusz” (według Grega Popovicha) Kawhi Leonard, weteran Stephen Jackson, Danny Green i oczywiście maszyna do trójek – Matt Bonner, czyli wielu graczy, którzy za kilka lat będą już sportowymi emerytami, ale także kilku zawodników, którzy są zapewne przyszłością NBA. Jak dla mnie te dwie drużyny mają największe szanse na zagranie z Los Angeles Lakers jak równy z równym i kto wie... może nawet na finał NBA?

„Byki” straciły swoje rogi
Mimo, iż Chicago Bulls jest jedną z moich ulubionych drużyn, to muszę przyznać, że nie widzę dla niej zbyt dużej szansy na mistrzostwo w przyszłym sezonie. Po niezwykle nieudanych play-offach, klub kupił kliku niegdyś dobrych zawodników, którzy teoretycznie mają podnieść zespół na nogi. Największa gwiazda zespołu, Derrick Rose, do kolegów najprawdopodobniej dołączy dopiero po NBA All-Star Game. Kolejnym poważnie kontuzjowanym jest drugi najlepszy zawodnik Chicago Bulls, Joakim Noah, który tak samo jak Rose, opuści kawałek nadciągającego sezonu NBA. Jednym z nowych zawodników jest niesamowity Nate Robinson, który przy wzroście ok. 175 cm wygrał nie raz i nie dwa, ale trzy razy (!) konkurs wsadów najlepszej koszykarskiej ligi świata. Niestety, i ten koszykarz nie robi się coraz młodszy, skacze coraz niżej i nigdy nie był niesamowicie uzdolniony pod względem skuteczności rzutów z pola, a co dopiero zza linii rzutów za 3 punkty. Pamiętajmy jednak, że w Chicago nadal jest Luol Deng, który potrafi „to i owo”, a nawet więcej. Trzeba przyznać, że ten zawodnik z reprezentacji Wielkiej Brytanii jest jednym z najlepszych koszykarzy chodzących po naszym globie, ale to nadal za mało. Mimo wszystko pamiętajmy, że „Byki” będą całkiem dobrym zespołem w przyszłym sezonie i nie raz mogą pokrzyżować szyki innym czołowym zespołom NBA. Jednak nadal za słabym na pierwszy mistrzowski tytuł od czasów Michaela Jordana.

Denver Nuggets – Oscar za najlepszą rolę drugoplanową!
Trzeba przyznać, że po ostatnich ruchach transferowych związanych z przenosinami Dwighta Howarda, ten zespół stanie się jedną z najefektowniejszych zespołów w lidze i nie raz zaskoczy kibiców „basketu”. Dlaczego? Proste. Otóż zacznijmy od nowego nabytku klubu z Kolorado. Andre Iguodala to jeden z najlepszych „dunkerów”, jakich widział świat. Jeśli widzisz, że przy kontrze piłkę ma „Iggy”, a przed nim nie ma zawodników albo jest tylko jeden obrońca, to możesz być pewien, że zobaczysz niesamowity wsad. Ten niezwykle skoczny gracz może być wielkim krokiem milowym w stronę nowego, lepszego Denver Nuggets. Dodajmy do tego młodziutkiego Kennetha Farieda, którego zwykłem nazywać „zwierzakiem”. Zanim posypią się negatywne komentarze chcę podkreślić, że mam na myśli jego niesamowitą sprawność ruchową. Zwinny jak wąż, szybki jak gepard, z siłą słonia i grzywą jak u lwa. Nie dość, że bardzo efektowny w ataku, to jeszcze w obronie! Oczywiście jest jeszcze ktoś taki jak JaVale McGee. Łatwo go zapamiętałem, kiedy w konkursie wsadów zapakował do kosza dwie piłki przy jednym wyskoku do dwóch różnych koszy. Oczywiście będących obok siebie, bo raczej nie przeskoczyłby boiska. Kiedy myślałem, że to jest niesamowite, w następnej rundzie zrobił to samo z użyciem jednego kosza i trzech piłek. Potem musiałem zbierać szczękę z podłogi, która opadła ze zdziwienia. Dodatkowo jest jeszcze Ty Lawson, który może nie blokuje i nie robi wsadów, ale świetnie rzuca za trzy punkty i swoim przykładem pokazuje, że zwykłe dwutakty także mogą być niezwykle efektowne.

Anthony Davis, czyli siła jednej brwi
Młody, silny, wysoki i niezwykle efektowny. Tymi kilkoma słowami można określić numer 1 tegorocznego Draftu NBA, czyli Anthony'ego Davisa. Swoją widowiskowość pokazał wszystkim kibicom na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, gdzie pojechał bez rozegrania ani jednego spotkania w NBA. Jego specjalnością na IO były wsady typu „alley-oop”, czyli wyskok, łapanie piłki w powietrzu (po podaniu partnera) i wsadzenie jej do kosza z wielkim impetem. Co mnie w nim dziwi? Zazwyczaj wzrost idzie w parze z celnością, czyli im wyższy koszykarz, tym zazwyczaj mniej rzutów trafia. Anthony Davis najwyraźniej ma tą zasadę gdzieś, bo potrafi rzucać z daleka jak mało kto. Ma niesamowity potencjał i bez wątpienia jest przyszłością koszykówki. Oprócz genialnej ofensywy jest też świetnym obrońcą. Jestem pewien, że przynajmniej jeden blok tego młodego gracza znajdzie się w TOP 10 Defensive Plays of The Year. Wróżę temu zawodnikowi wielką przyszłość!

źródło: inf. własna
  • średnia glosów: 4.75

Średnia ocen: 4.75, ilość głosów: 4

opublikowny przez Jędrzej Spychał 5 lat temu