1. kolejka TBL - Asseco rządzi w Trójmieście, Anwil mocny nie tylko na papierze

Dodany 12-10-2015, 20:36, do: TBL,
1. kolejka TBL - Asseco rządzi w Trójmieście, Anwil mocny nie tylko na papierze

Halo, tu Tauron Basket Liga! Ruszył sezon 2015/16, a liga rozrosła nam się do 17 ekip. Pierwsza kolejka potwierdziła, że teoretycznie mocni są również mocni naprawdę. A słabsi? No cóż, wszystko przed nimi. To dopiero początek.

Start Lublin - BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 59:61
Sezon zainaugurowało starcie zespołów, które prawdopodobnie będą obracały się w dolnych rejonach tabeli. Przyjechała telewizja, przyszło sporo widzów (2300), ale mecz, zgodnie z przewidywaniami, nie porwał. Czego się dowiedzieliśmy? Że Tomasz Ochońko, po kilku latach pobytu w pierwszej lidze, nadal może dać sporo w TBL i że z Wojciechem Żurawskim jest zupełnie odwrotnie. Wiemy też, że Marcin Sroka nic a nic się nie zmienił, pokazując, iż jeden zawodnik może dostać w jednym meczu sześć fauli. Najlepszym podsumowaniem tego spotkania jest taka krótka statystyka: 15 asyst obu zespołów przy 40 stratach. Panowie Sretenović i Turkiewicz - szykują się pracowite miesiące.

Trefl Sopot - Asseco Gdynia 51:73
Telewizja przeniosła się z Hali Globus do Ergo Areny i można było się spodziewać, że poziom sportowy wzrośnie proporcjonalnie do jakości obu obiektów. Nic z tego. Owszem zespół Asseco pokazał to, czego od niego oczekujemy, ale Trefl kompletnie zawiódł. Sopocianie przez długie minuty wręcz parodiowali grę w koszykówkę, smutno było oglądać tych pogubionych młodych chłopców. Próbował doświadczony Marcin Dutkiewicz, który chyba powoli odzyskuje formę, Tyreek Duren parę razy skutecznie minął obronę i to koniec plusów. Po stronie Asseco widać było przewagę doświadczenia, młodzi już swoje w Tauron Basket Lidze zagrali, a starsi dalej dają radę. Rozgrywający Anthony Hickey również wyglądał solidnie, choć czasem przesadzał z holowaniem piłki. I tylko pozostali obcokrajowcy nie pokazali zupełnie nic ciekawego. Szkoda, że przy niezłej frekwencji (4123 widzów) obejrzeliśmy tak marne spotkanie.

Polfarmex Kutno - MKS Dąbrowa Górnicza 57:51
Starcie polskiej myśli trenerskiej i dwóch drużyn, które poprzedni sezon miały całkiem pozytywny. Polfarmex zdominował strefę podkoszową, notując o 15 zbiórek więcej od rywali. Ogromna w tym zasługa Michaela Frasera, który już przed sezonem pokazywał, że wykręca świetne statystyki. Na starcie ligi Kanadyjczyk potwierdził swój potencjał zaliczając 20 punktów i 12 zbiórek. Trzecie z rzędu spotkanie, które poziomem nie zachwyciło, obie ekipy nie grzeszyły skutecznością - Polfarmex miał 38,2% skuteczności z gry i 52,2% z rzutów wolnych, z kolei MKS 29,6% z gry oraz 55,6 za 1. Wykorzystany potencjał - 50%.

Siarka Tarnobrzeg - WKS Śląsk Wrocław 75:74

Tarnobrzeżanie, zgodnie z tradycją, przed sezonem zmienili nazwę. Widocznie lubią metodę grubej kreski i nie chcą być wyszukiwani za pomocą tagów z poprzedniego sezonu. Ok, każdy ma prawo do swoich małych słabości, więc respektujemy taką decyzję. Zwłaszcza że start pod szyldem "Siarka" wyszedł zespołowi Zbigniewa Pyszniaka wyśmienicie. Nic dziwnego, bo taktyka od poprzedniego sezonu pozostała bez zmian, czyli gramy w siedmiu i liczymy na indywidualności. Zespół zna pomysł trenera, to wszystko wychodzi automatycznie. A Śląsk? Tu rotacja była szersza, ale co z tego, skoro punktowała właściwie szóstka graczy (plus dwa oczka Mo Suttona).

Anwil Włocławek - Rosa Radom 92:89
I doszliśmy wreszcie do tego co najlepsze w 1. kolejce Tauron Basket Ligi. Nie będziemy narzekać, że ten mecz nie został pokazany przez telewizję, bo derby Trójmiasta i starcie Stelmetu z AZS-em wydawały się niezłym wyborem. Nie wyszło, ale nigdy nie można wszystkiego przewidzieć. We Włocławku było wszystko, wysoka frekwencja (3293 widzów), olbrzymia dramaturgia, popisy gwiazd i dobra postawa młodych Polaków. Wybitne spotkanie rozegrali liderzy Anwilu - reprezentant Czech David Jelinek i MVP Mistrzostw Afryki Chamberlain "Champ" Oguchi. W Rosie nieźle zaprezentowali się Michał Sokołowski i Damian Jeszke (po 15 oczek). Radomianie długo prowadzili, ale gospodarze w 15 minut odrobili dziewiętnaście punktów straty i doprowadzili do dogrywki. Tam już para Jelinek i Oguchi zrobiła swoje.

Stelmet Zielona Góra - AZS Koszalin 81:56
Zielonogórzanie mieli miażdżyć kolejnych rywali i plan zaczęli realizować już od pierwszej kolejki. Inna sprawa, że AZS zagrał tragiczne spotkanie i miał do zaoferowania tylko rzuty z dystansu. Dość powiedzieć, że w całym meczu koszalinianie trafili za dwa jedynie pięciokrotnie! Nic dziwnego, że kibice z miasta nad Dzierżęcinką już lamentują na Twitterze, wieszcząc, że ten sezon można powoli spisywać na straty. Spokojnie, aż tak źle jeszcze nie jest, ale AZS musi sporo poprawić. Brakuje im przede wszystkim solidnych Polaków, bo obcokrajowcy są naprawdę nieźli. Stelmet zrobił swoje, a Mateusz Ponitka znów grał pięknie dla oka i bardzo efektywnie. Prosimy o powtórkę w Eurolidze! Jeszcze tradycyjnie frekwencja - 3650 osób, całkiem solidnie.

Energa Czarni Słupsk - King Wilki Morskie Szczecin 93:81
Brązowi medaliści poprzedniego sezonu nadal są mocni, a w dodatku bardzo efektowni. Z świetnej strony pokazali się nowi - Demonte Harper i Cheikh Mbodj. Ten pierwszy zdobył 29 punktów, a drugi zaczął sezon od double-double, notując 19 oczek i 12 zbiórek. Wydaje się, że takie zdobycze w wykonaniu "Szejka" będziemy widzieć praktycznie co tydzień. Senegalczyk jest dynamiczny, inteligentny, ma dobry chwyt, trafia z rzutów wolnych i potrafi walczyć o zbiórki. Top 3 centrów TBL? Chyba niewiele ryzykujemy. Z kolei Harper to świetny strzelec, z dużym luzem. Gospodarze długo grali bardzo niską piątką, ale Wilki nie potrafiły tego wykorzystać. Jeszcze kilka takich meczów i w Szczecinie znów ruszy biuro podróży. Nie życzymy tego kibicom znad Odry.

Polski Cukier Toruń - PGE Turów Zgorzelec 86:70
Jeśli ktoś nie śledził koszykarskich doniesień w trakcie przerwy międzysezonowej, to zapewne, patrząc na wynik, przecierał oczy ze zdumienia. Jednak tak naprawdę taki rezultat nie jest żadnym zaskoczeniem, torunianie zbudowali bardzo solidny skład, a Turów jest cieniem ekipy z poprzednich lat. Żal Filipa Dylewicza, który przywykł do grania o najwyższe cele, a teraz raczej nie będzie mu to dane. Polski Cukier jeszcze nie zastąpi zgorzelczan w finale, ale w pierwszej ósemce powinien znaleźć się bez najmniejszego problemu. Warto obserwować ten zespół, z solidnymi Polakami, dobrymi obcokrajowcami i polskim trenerem ze znanym nazwiskiem. Do tego dochodzi jeszcze piękna hala, więc nic tylko zrobić dobry wynik.

  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 1

opublikowny przez Jakub Łasek prawie rok