Ponad tydzień temu na Stadionie Miejskim w Poznaniu 35 tysięcy widzów oglądało piątą rundę jednych z najbardziej liczących się na świecie zawodów fmx. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem i organizatorzy nie wyrzekli się błędów. Co najbardziej raziło w oczy?
Kiedy to trzy lata temu ruszyła przedsprzedaż biletów na zawody Super Session w Warszawie, kibice nabyli wszystko w ciągu kilku dni. Ceny na miejsca stojące u koników osiągały kwotę 250 zł. W Poznaniu również można było kupić bilety po innych cenach niżeli tych w kasach. Tyle tylko, że tym razem była ona bardziej promocyjne, można było nawet zaoszczędzić w porównaniu z zakupem kasowym. Ciężko uwierzyć w to, że Polacy przejedli się imprezą, którą mogli oglądać ostatnio w 2008. Bardziej prawdopodobne jest to. że o niej zapomnieli, gdyż zamiast stać się coraz bardziej popularna, po prostu temat Red Bull X - Fighters zamilkł w mediach na trzy lata. Ale to jeszcze nie to; gdyby wejściówki były w bardziej przystępnych cenach, komplet na stadionie zajmowanym na co dzień przez piłkarzy Lecha byłby całkiem realny. Nie można zapominać, że nie udało się w pełni zapełnić stadionu w Rzymie. Jedynym wyjątkiem był Madryt, gdzie rok w rok bilety kończą się na kilka dni przed zawodami. Europa ma w tej kwestii w tym roku problemy.
Przejdźmy to meritum wywodu, a więc przebiegu zawodów. Pogoda nie rozpieszczała zawodników. Już w piątek rano otrzymaliśmy wiadomość o rezygnacji z przeprowadzenia porannych treningów zaplanowanych na godzinę 11.00. Pogoda w stolicy Wielkopolski dawała jednak spore nadzieję na to, iż wieczorne kwalifikacje oraz wcześniejszy trening przebiegną bez problemu. Niestety, tuż po godzinie 18.00 zaczęło padać. Organizatorzy podali informację o odbytych kwalifikacjach w czwartek, które były zamknięte dla mediów oraz przedstawili gotową listę startową. Teoretycznie wszystko ok, tylko dlaczego nie podali tej wiadomości w porannym mailu? Spojrzałem na wyniki sesji kwalifikacyjnej oraz kwalifikację generalną, zerknąłem znów na aktualne wyniki czwartkowych eliminacji i nie widziałem różnicy. Wszyscy skakali zgodnie z klasyfikacją? Pozostawię to bez dodatkowego komentarza.
Pogoda w dniu zawodów była obiecująca i do końca słońce pięknie się uśmiechało do kibiców spacerujących po Poznaniu. Tutaj należy pochwalić wszystkie osoby, które pomagały w dotarciu na stadion z dworca PKP. Z dojściem na zawody nikt nie powinien mieć problemu. Problem pojawiał się za to przy przechodzeniu przez bramę. Organizatorzy na swojej stronie umieścili piktogram przedstawiający aparat cyfrowy oraz iphone jako sprzęt, który przejdzie bez problemu. Po drugiej stronie była profesjonalna kamera telewizyjna oraz lustrzanka ze sporym obiektywem (co najmniej trzysetka), pod nimi panował zaś opis „mogą być problemy”. Jasność tego przesłania, a raczej jego brak, było widać w ilości zapytaniach pod tematem, niestety odpowiedź była udzielana dopiero w dniu zawodów, przy bramkach. Wersji przykazów było chyba tyle, ile osób odpowiedzialnych za sprawdzenie zawartości plecaka. Okazało się, że nie można wnosić aparatów z wymiennym obiektywem, inni sprawdzali zaś jaki to model i pod tym względem sprawdzali klasę. Padło również stwierdzenie, że matryca nie może być większa jak 7 mpx. Ten z pozoru niewinny obrazek sprawił, iż tłumy stały w kolejkach, by zdać depozyt. Tak oto zostali pozbawieni blisko trzydziestu minut przed wejściem, przy wychodzeniu rekordziści stali blisko godzinę, a organizatorzy? Organizatorzy kasowali 10 zł za pozostawione w depozycie bagaże.
Gdy już wszyscy odstali swoje w kolejce do depozytu oraz dostali się na koronę stadionu (co dla tych, którzy byli na stadionie w Poznaniu po raz pierwszy było zadaniem nie do końca łatwym) ze spokojem mogli przejść do oglądania widowiska. Tylko jakiego? Spiker zapowiedział przed godziną 20.00 trening zawodników. Pierwsza myśl: przesunięcie zawodów? Było to wtedy bardzo prawdopodobne, gdyż stadion wciąż się zapełniał. Po niej odbyło się otwarcie zawodów. Uroczystość była tak bogata jak poprzednie zdanie, więc przejdźmy dalej. Spiker przedstawił ósemkę, która będzie zmagała się w ćwierćfinałach. Tu byłem zdziwiony, gdyż czekałem na pierwszą rundę, w której to sześciu zawodników z miejsc 7-12 powalczy o dwa miejsca premiujące awansem do wyżej wymienionych ćwierćfinałów. Jak się później okazało (a raczej jak to sam przeanalizowałem, bo takowa informacja nigdzie nie padła), zgodnie z regulaminem organizatorzy mają prawo uznać kwalifikację za wiążące, gdy nie pozwoli na to pogoda. Znów pojawia się słynna, czwartkowa lista startowa. Trudno, zdarza się, być może chmury spoglądały z nieba na to, co się dzieje, będąc w gotowości do interwencji w razie przeprowadzenia rundy pierwszej.
Podczas trwania zawodów spiker wielokrotne próbował zachęcać kibiców do dopingu dla zawodników. Ci zdecydowanie na to zasłużyli, jednak w pierwszej części to właśnie spikera było bardziej słychać niżeli kibiców czy też muzykę na stadionie. Dopiero pojawienie się Adama Małysza w przerwie przed półfinałami oraz udana próba zachęcenia do dopingu przez Eigo Sato sprawiła, że stadion zaczął żyć - choć do spontaniczności pokazanej w trakcie Super Session tak ochoczo wspominanej przez zawodników było dość daleko. Spiker raczył publiczność komentarzem na żywo ewolucji wykonywanych przez zawodników. Zdecydowanie jest to pomocne, ale tylko, gdy oglądamy zawody przed telewizorem, a nie uczestniczymy w nich. Zawodnicy często sami dobierają muzykę do przejazdu i podejrzewam, że odgłosy opisującego ich poczynania spikera nie do końca były tym, czego chcieli wówczas słuchać.
Na koniec co nieco o „incydencie”, który wychwyciła jedna z agencji prasowych. Jak to czasami bywa na imprezach masowych, na tor wbiegł kibic. Nie planowałem w ogóle poruszać tej sprawy, ale zmusiła mnie jej interpretacja. Owa agencja pisze, że fan wtargnął na tor i szarpał jednego z zawodników, na szczęście ochrona szybko interweniowała. Co do ochrony to przyznaję, że działała sprawnie. Tylko o ile podanie nazwiska zawodnika nie do końca jest koniecznością, ale pomijanie pewnych szczegółów z wydarzenia może sugerować drobną manipulację. Teoretycznie wyżej wymieniona wersja jak i to, co opiszę poniżej, sprowadzi się do tego samego, czyli pochwały interwencji ochrony, jednak omawiana sytuacja dotyczyła finałowego pojedynku pomiędzy Adamsem a Torresem. Gdy Hiszpan był w trakcie przejazdu, a Nate Adams czekał na swoją kolej, z trybun wbiegł kibic, który z rozpędu wleciał na zawodnika, ale z pewnością nie chciał go uderzyć. Adams jest wysokim oraz dobrze zbudowanym zawodnikiem, nie miał więc problemu z odepchnięciem lewą ręką fana, który na pewno był zdziwiony siłą Amerykanina. Ochrona natychmiast zareagowała i wyprowadziła delikwenta na zewnątrz. Podejrzewam, że zawodnik zareagował odruchowo, a odepchnięcie było spowodowane skupieniem się na zawodach, bowiem szybko zdał sobie sprawę, że odrobinę przesadził zabierając pracę ochronie. Po swoim finałowym przejeździe wyjechał poza tor i kłaniał się oklaskującym go kibicom.
Nie wiem, czy to trzyletnie czekanie na zawody w Polsce, czy też typowe polskie narzekanie sprawiły, że tak ostro może brzmieć podsumowanie minionej soboty w moim wykonaniu. Ale cóż napisać, kiedy tyle rzeczy odbyło się w dość dziwny sposób? Pozostaje mi nic innego, jak włączenie dvd z roku 2008 i ponowne cieszenie się chwilą tamtych zawodów, do czego również gorąco zachęcam.