Zginęli na torze

Dodany 01-11-2011, 08:00, do: Pozostałe,
Zginęli na torze

W dniu Wszystkich Świętych wspominamy swoich bliskich, których z nami już nie ma. Świat sportów motorowych ma na swoim koncie wielu, niegdyś bardzo dobrych sportowców. Choć każdy odszedł w innym miejscu i czasie - wszyscy zginęli na torze.

Ayrton Senna (21.03.1960 - 1.05.1994), kierowca Formuły 1

Dzisiaj, od tragicznej śmierci jednego z najlepszych w historii zawodników F1 mija dokładnie 17 lat, 5 miesięcy i 31 dni. Kariera Brazylijczyka, który za życia był ikoną najszybszych wyścigów samochodowych została nagle przerwana na torze podczas Grand Prix San Marino. Torze, na którym trzykrotnie stawał na najwyższym miejscu podium. Ayrton Senna swoją przygodę z Formułą 1 rozpoczął od startów w zespole Toleman. Jednak to późniejsze starty w Lotusie oraz McLarenie pokazały, że Brazylijczyk posiada wyjątkowy talent. Oprócz doskonałych umiejętności, Senna miał mentalność zwycięzcy. W barwach McLarena toczył zaciętą walkę z Alainem Prostem - jedynym kierowcą, który mógł wówczas spuścić powietrze z dumy Senny. Jeszcze zanim wyjechali na tor, w tych samych bolidach, dochodziło między nimi do sprzeczek, choćby o to, kto ma testować nowy bolid. W stajni Rona Dennisa spędził pięć sezonów. W każdym z nich walkę o pierwsze miejsca toczył głównie z Francuzem. Po zwycięstwie w klasyfikacji generalnej w roku 1988 wydawało się, że uda mu się powtórzyć ten sam wynik rok później. Jednak po Grand Prix Australii został zdyskwalifikowany za rzekome złamanie przepisów. Drugie miejsce tuż za swoim partnerem z teamu i zarazem największym rywalem plus nieustające animozje między tą dwójką spowodowały, że Prost przeniósł się do Ferrari. Brazylijski kierowca zdobył jeszcze dla McLarena dwukrotnie tytuł mistrza. Kiedy stajnia Williams-Renault rosła w siłę, Senna mocno zastanawiał się nad zakończeniem startów w F1. Być może po zakończenie kariery przez Prosta nie widział godnego siebie rywala. Ostatecznie pozostał w stawce. Do śmiertelnego wyścigu wystartował jako kierowca stajni Williamsa.

Zbigniew Raniszewski (24.02.1927 - 21.04.1956), żużlowiec

Żużel jest jednym z najbardziej śmiercionośnych dyscyplin sportowych na świecie. Od kiedy na tor wyjechali pierwsi zawodnicy, śmierć poniosła przeszło setka zawodników, w tym Zbigniew Raniszewski, Indywidualny Mistrz Polski z 1951 roku i Drużynowy Mistrz Polski z roku 1955. Być może czekały na niego kolejne sukcesy, jednak nie było mu dane choćby o nie zawalczyć. W internecie można łatwo odnaleźć materiał filmowy z tego tragicznego wypadku. Podczas sobotniego popołudnia, w Wiedniu odbył się mecz międzypaństwowy Austria - Polska. Stadion nie był typowo żużlowym obiektem. Na jego łukach znajdowały się schody. To właśnie one, a raczej brak zabezpieczenia były bezpośrednią przyczyną zgonu Raniszewskiego. Władze austriackie natychmiast zatuszowały sprawę. W jednym z protokołów świadek, który był kierownikiem wyścigów, w swoich zeznaniach mówił, iż tor w neuralgicznych punktach był zabezpieczony workami z słomą. Przy schodach znajdowało się rzekomo sześć owych worków - częściowo w pozycji stojącej, częściowo w pozycji leżącej. Na stwierdzenie, iż tych worków nie było, odpowiedział krótko - sam dzień wcześniej je układał. Worki miały mieć minimalną wielkość 2x1,2 metra. Brak podania konkretnej liczby worków stojących poziomo i pionowo przy łącznej liczbie sześciu sztuk może budzić wątpliwości co do zeznań. Również Ambasada PRL w Austrii oraz PZMot zabrały połowę pieniędzy z polisy, którą wystawił austriacki Motorrenklub. Jeszcze w dniu pogrzebu wdowę po Zbigniewie Raniszewskim odwiedzili przedstawiciele PZMotu. Dostała do podpisania wniosek, w którym stwierdza, iż nie będzie rościła pretensji do związku. Rodzinie zawodnika nie udało się wytoczyć w tej sprawie procesu. Prokurator odmówił wszczęcia postępowania na wskutek przedawnienia.

Jeremy Lusk (26.02.1984 - 10.02.2009), zawodnik FMX

Żużel jest niebezpieczny głównie z powodu specyficznej konstrukcji motocykla oraz bliskiego kontaktu z innymi zawodnikami. Mocne kevlary oraz  umieszczone na każdym stadionie dmuchane bandy ograniczają możliwość tragicznego wypadku do minimum. Zawodnicy startujący we freestyle motocrossie by mieć jak największą możliwość ruchową, rezygnują z topornych i mało komfortowych zbroi. Jeremy Lusk urodził się w amerykańskim mieście San Diego. Należał do jednej z  największych amerykańskich grup skupiających zawodników - Metal Mulisha. Zawodnicy startujący w FMX, by wygrywać, muszą coraz więcej ryzykować. Tworzyć nowe, niebezpieczne ewolucje. W tym sporcie motorowym w jak żadnym innym sprzęt ma drugorzędne znaczenie. Dzisiaj podwójne salto w tył (niegdyś nie do zrobienia) jest czymś na porządku dziennym. Bez popularnego backflipa w programie trudno o sukces w jakichkolwiek zawodach. O tym, iż Jeremy Lusk walczył do końca, przekonali się polscy kibice w 2008 roku. Wówczas, podczas warszawskiego Super Session, dwukrotnie upadał na ubity piasek. Na szczęście za każdym razem wstawał o własnych siłach. W tym samym roku podczas zawodów X-Games zdobył dwa złote oraz jeden srebrny medal. Zawodnicy, nim zaprezentują się publiczności. dziesiątki, a nawet setki godzin spędzają na rampach, gdzie nad pojemnikiem wypełnionym gąbkami trenują nowe ewolucje. Podczas nieszczęsnych zawodów w San Jose (Kostaryka) Lusk był w trakcie przejazdu. Podczas lądowania po "hart attack backflip" (salto w tył z położeniem się wzdłuż motocykla, trzymając się kierownicy) upadł na twarz. Z powodu obrażeń zmarł dwa dni później w szpitalu. Nomen omen, sezon w którym doszło do tragedii, był jego najlepszym w karierze.


Marian Bublewicz (25.08.1950 - 20.02.1993), kierowca rajdowy

Rajdy samochodowe - by zobaczyć jak bardzo są emocjonujące, wystarczy spojrzeć na listę startową. Kierowcy Formuły 1, sportu wręcz elitarnego, tacy jak Kimi Raikkonen czy też Robert Kubica z ogromną pasją oddają się rajdom. Fin przerwał nawet na ich rzecz starty w F1. Jedną z polskich ikon rajdów jest Marian Bublewicz. Urodzony w Olsztynie kierowca był sześciokrotnym mistrzem Polski. Dzięki niemu Olsztyn był jednym z najlepszych ośrodków sportów samochodowych. w 1992 roku zdobył również tytuł najlepszego w Europie. Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) umieściła go na liście 31 najlepszych kierowców rajdowych świata. Marian Bublewicz był twórcą pierwszego w Polsce profesjonalnego zespołu. Prowadził serwis samochodowy, dając zatrudnienie pięćdziesięciu osobom. Można by rzec, że był mecenasem gospodarki, gdyż zdarzało się, że serwis był utrzymywany przez kierowcę. Zginął na skutek obrażeń odniesionych w Zimowym Rajdzie Dolnośląskim. Jego auto wpadło w poślizg i uderzyło bokiem w drzewo. Całą siłę uderzenia skupił najsłabszy punkt konstrukcyjny. Na nic się zdała klatka bezpieczeństwa. Wiele osób uważa, że jego start w nim nie był konieczny. Czekała go obrona tytułu mistrza Europy. Na ten cel postanowił sprowadzić z Belgii Forda Escorta. Olsztynianin należał jednak do grona ambitnych i pracowitych zawodników. Czytelnicy miesięcznika "Auto Moto Sport" przyznali mu w 2000 roku tytuł Najlepszego Polskiego Kierowcy Rajdowego XX wieku. Od roku 1994 rajd nosi nazwę "Memoriał Mariana Bublewicza".

Daniel Clive Wheldon (22.06.1978 - 16.10.2011), kierowca Indy Car

Wyniki zawodów Indy Car (amerykańska seria wyścigowa) bardzo rzadko dochodzą do Europy. Dla przeciętnego Europejczyka jest to uproszczona wersja Formuły 1, natomiast Amerykaninie nie rozumieją zamieszania wokół F1. Tak czy inaczej, choć popularność różni obie dyscypliny, wypadek na torze jest tak samo groźny. W tym roku zginął Dan Wheldon. Kierowca był nie tylko dobrym zawodnikiem, którego szanowali rywale, a kibice podziwiali. Danowi, który przybył do Stanów Zjednoczonych w 1999 roku udało się, jako obcokrajowcowi zaistnieć w amerykańskiej dyscyplinie. Karierę rozpoczął w 2002 roku. Na pierwszy swój sukces, jakim było wicemistrzostwo czekał tylko dwa lata. Rok później był już najlepszy. Uznali go również fachowcy, przyznając mu nagrodę Najlepszego Kierowcy Roku. Na swoim koncie ma zwycięstwa w prestiżowych zawodach Indianapolis 500. Chociaż jego kariera za oceanem miała wzloty i upadki, z jego twarzy nie schodził uśmiech. Nawet w majowym wywiadzie dla CBS, pomimo przechodzących problemów, był optymistycznie nastawiony na kolejny sezon. Podczas zawodów w Las Vegas doszło do karambolu, w którym uczestniczyło piętnastu kierowców. Jego samochodów najechał na rywala, wzbił się w powietrze i uderzył w siatkę.


Marco Simoncelli (20.01.1987 - 23.10.2011), motocyklista w klasie MotoGP

Październik był wyjątkowo tragicznym miesiącem w sportach motorowych. Tydzień po śmierci Dana Wheldona swoją karierę nagle musiał zakończyć Marco Simoncelli. Włoski motocyklista miał być następcą Valentino Rossiego, z którym się przyjaźnił. Karierę ze sportami motorowymi rozpoczął już w wieku 15 lat. Zaczynał od startów w klasie 125cc. Debiutował na torze w Brnie. W Czechach zdobył później również swoje pierwsze podium w klasie Grand Prix. Gdy w roku 2005 zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej w klasie 125cc, przeszedł klasę wyżej do Gillery. Na zapleczu MotoGP był pierwszy oraz trzeci odpowiednio w 2008 oraz 2009 roku. W ubiegłym sezonie podpisał umowę z Hondą. Debiutancki sezon zakończył na ósmym miejscu. W tegorocznych rozgrywkach liczył się w walce o piątą lokatę. Do śmiertelnego w skutkach upadku doszło na drugim okrążeniu wyścigu. Simoncelli stracił panowanie nad motocyklem, prawdopodobnie na skutek nierozgrzanej tylnej opony, na wyjściu z zakrętu numer 11. Włoch za wszelką cenę próbował utrzymać się na motocyklu, przez co wpadł pod rozpędzonego Colina Edwardsa i Valentino Rossiego.Przed tragicznym wypadkiem zajmował szóste miejsce, tuż przed Valentino Rossi. Na jego pogrzeb, który odbył się w miniony czwartek, przyszło 10 tysięcy osób. Wśród nich była rodzina, przyjaciele, kibice, a także inni sportowcy. Śmierć jego oraz Dana Wheldona została uczczona minutą ciszy podczas Grand Prix Indii.

Wszystkich wyżej wspomnianych zawodników - tych, którzy odeszli przeszło pięćdziesiąt lat temu oraz tych, których sportowy świat stracił dosłownie na dniach - oprócz uprawiania niezwykle widowiskowych i niebezpiecznych dyscyplin sportowych łączy jedna dodatkowa rzecz. Każdy z nich zginął robiąc w życiu to, co kocha.

źródło: Źródło: inf. własna + senna.pcserwis.com + raniszewski.com.pl + bublewicz.pl + cbsnews.com + usatoday.com + indycar.com
  • średnia glosów: 0

Nikt tego jeszcze nie oceniał.

opublikowny przez Łukasz Szaflik 7 miesięcy temu

Chcesz napisać komentarz? Potrzebujesz być zalogowany(a) aby dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta możesz sie zarejestrować..