Pomocnik Wisły Kraków, Patryk Małecki, został zawieszony i nie będzie grał ani trenował w żadnej drużynie klubu z Reymonta. O komentarz do decyzji krakowskiego klubu, poprosiliśmy byłego kapitana "Białej Gwiazdy", trenera Marka Motykę.
Kilkanaście minut po tym, jak Wisła Kraków wydała oświadczenie w sprawie Patryka Małeckiego, skontaktowaliśmy się z trenerem Markiem Motyką. Były znakomity piłkarz "Białej Gwiazdy" nie wiedział jeszcze, jaką decyzję podjął krakowski klub. Przedstawiliśmy trenerowi sytuację i poprosiliśmy o jego komentarz. Przypomnijmy, Małecki został zawieszony do końca sezonu. Będzie trenował indywidualnie.
- Powiem szczerze, że jestem zaskoczony. Spodziewałem się ogromnej kary finansowej, a nie zawieszenia. Sam Małecki chyba też nie myślał, że klub podejmie taką decyzję - mówi Marek Motyka.
Trener podkreśla, że może zrozumieć zachowanie pomocnika po meczu, ale już zupełnie nie wie, co chciał Małecki uzyskać tym, że powiedział, iż nie chce grać dalej w Wiśle. - Mecz wyzwala emocje i można zrozumieć nawet to, że w coś kopnął i nie podał ręki trenerowi. Jednak to, co zrobił potem jest niewytłumaczalne. Jestem pewien, że trener Kazimierz Moskal, gdyby Małecki go przeprosił, wziął by go na mecz do Lubina. Tam Patryk mógł zagrać dobre spotkanie, przyczynić się do wygranej i wielu by o tym incydencie zapomniało - uważa Motyka.
- Niejednokrotnie z Patrykiem rozmawiałem i mówiłem mu, że jest dopiero materiałem na dobrego piłkarza. Miałem też kontakt z jego mamą i tłumaczyłem jej pewne rzeczy.To był ważny dla Wisły piłkarz. Przecież mistrzostwo, które krakowianie zdobyli w tamtym sezonie, to duża zasługa tego piłkarza, który wiosną grał bardzo dobrze i strzelał ważne bramki. Zamknął też sobie drogę do kadry na EURO 2012. Kiedy spotykałem trener Fraciszka Smudę, zawsze wspominałem mu o Małeckim. On długo go nie powoływał. Czasami miał nas dość, że ciągle o nim mówimy. Powołał go wtedy, gdy był w słabej formie, a przyczynił się do tego głos kibiców. Teraz wielu powie, że selekcjoner miał rację, nie chcąc go w kadrze. Ja zawsze byłem zwolennikiem Małeckiego, ale powiem szczerze, że teraz go nie żałuję. Swoim postępowaniem zamknął sobie drogę. Mógł się na EURO wypromować - mówi były reprezentant Polski.
Małecki zaliczył już kilka poważnych wpadek, ale zawsze bronili go kibice, zwłaszcza ci, którzy najgłośniej dopingują zespół. - On doprowadził do tego, że kibice się podzielili. Jak można tak powiedzieć do ludzi, którzy chodzą na mecze i finansują jego kontrakt? Czy ktoś sobie wyobraża, żeby taki Messi powiedział, że cały stadion nie jest nic wart i nie musi przychodzić, a tylko ważna jest ta grupka, która żywiołowo go dopinguje zza bramki? - pyta Motyka.
- Patryk zawsze podkreślał, że tylko Wisłę kocha, ma tatuaże z Janem Pawłem II i z symbolami Wisły. Mówił, że w Polsce nie chce i nie będzie grał w żadnym innym klubie. Przecież teraz nikt inny u nas go nie zatrudni - uważa szkoleniowiec.
Decyzja Wisły, jest zdaniem Motyki, bardzo surowa. - W przypadku kilku kontuzji zespół może mieć problem. Nie będzie też Małeckiego. Ale widocznie uznali w Wiśle, że trzeba poświęcić jednostkę dla dobra klubu. Inni piłkarze czekali, jaką decyzję podejmie klub, bo to nie pierwsza taka sytuacja z Patrykiem. Nie wyobrażam sobie, aby któryś z innych zawodników Wisły robił tak jak on.
- Małecki poczuł się zbyt pewnie. Poczuł, że część kibiców jest za nim i że może wszystko. Ja się trochę dziwię samemu klubowi, że pozwalał na pewne rzeczy. Bo na przykład takie sytuacje, że piłkarz wchodzi do kibiców za bramką i krzyczy do mikrofonu swoje imię i nazwisko. Niepotrzebne to - twierdzi były piłkarz klubu z Reymonta.
Zdaniem trenera Marka Motyki, Małeckiemu nie brakuje talentu i charakteru do gry. - Nie można mu było zarzucić, że nie trenuje tak, jak powinien. Gdyby trzeba było, to on by grał trzy mecze dziennie. Brakuje mu skromności, pokory. Popatrzymy na takiego Maora Meliksona. Dla mnie to najlepszy zagraniczny piłkarz Ekstraklasy. Czy on kiedykolwiek robił z siebie gwiazdę? Czy, wam dziennikarzom, pchał się do mikrofonu i mówił, jak to niby kocha Wisłę? Nie. Więcej jest takich przykładów w Wiśle. Cezary Wilk, Michał Czekaj. To są piłkarze, którzy są teraz ulubieńcami kibiców, a nigdy nie zachowują się tak jak Małecki - dodaje.
- Patryk zawsze chciał wyjechać za granicę, w Wiśle walczył o podwyżkę. W tym klubie sam siebie skreślił. Mówiłem mu, że jeszcze się dorobi. Prowadziłem braci Brożków, jak mieli po 18 lat. Dziś są milionerami. Piłkarze z mojego rocznika, którzy grali w Wiśle, też zapisali się w jej historii. Może nie zarobiliśmy tyle, ile dziś zawodnicy dostają, ale to były inne czasy. Zawsze jednak, jak przychodzę na stadion Wisły, to mogę mieć podniesioną głowę i kibice mnie szanują. Małeckiego przestaną już teraz poważać nawet ci, którzy dotąd go bronili, bo dla nich najważniejsza jest Wisła - kończy trener.