Zgniła Pomarańcza - dramat holenderskiej piłki

Dodany 10-09-2015, 12:03, do: Euro 2016, Europa,
Zgniła Pomarańcza - dramat holenderskiej piłki

Wzloty i upadki definiują niemal wszystko, ale szczególnie w przypadku tych drugich każdy dąży, by zminimalizować ich siłę. Futbol nie raz pisał historię o powstających z dna lub upadającym niezwykle głęboko. Niestety w gronie dołujących znajduje się ostatnio reprezentacja Holandii.

Jedna osoba może zmienić w piłce naprawdę wiele, ale czy wszystko może być winą zmiany selekcjonera? Holandia po nieudanych ME 2012 pojechała do Brazylii raczej w roli ekipy, której ciężko będzie zagościć w elicie. Podstaw do takiego myślenia było wiele, a główną była niezwykle słabo wyglądają defensywa. Rzeczywistość okazała się dla nich znacznie bardziej przyjemniejsza, Louis van Gaal potrafił znakomicie ustabilizować i zgrać wszystkie formacje ze sobą, a ich grę można było zwyczajnie podziwiać.

Już podczas turnieju pewne było, że van Gaal jednak tego zespołu dalej nie poprowadzi, bowiem odchodzi do Manchesteru United. Decyzja KNVB wielu mogła zaskoczyć, a innym dała po prostu dowód na chęć stabilizacji ekipy po zatrudnieniu Guusa Hiddinka. Był sukces? Po co więc szukać zmian? Hiddink nie bał się trzymać utartego schematu formacji 3-5-2, ale nie przynosiło to dobrych rezultatów. Doszło wręcz do momentu, kiedy ciężko było zgadnąć czy „Pomarańczowi” zagrają czterema, czy może pięcioma defensorami. Brak stabilizacji po prostu musiał przynieść swoje negatywne efekty.

Fatalne wyniki ubrane w równie kiepski styl gry kończyły się z meczu na mecz coraz gorzej, a walka o Mistrzostwa Europy 2016 centymetr po centymetrze ulegała oddaleniu. Holandia na tle Islandii, czy Czech w tych eliminacjach wygląda po prostu bardzo słabo i niemal żadnej zmiany nie prowadziło tu zwolnienie Hiddinka, którego zastąpił Danny Blind. Debiut jako pierwszy selekcjoner i od razu w meczach, których stawka może przyprawić o ból głowy. Przeciwko Islandii w Amsterdamie ważyły się przecież w pewnym stopniu losy ich awansu.

Niechętnie można usprawiedliwiać to co stało się w tamtym meczu, nawet jeżeli gospodarze mieli podrygi przyzwoitej gry. Swoje zrobiła tu też z pewnością złośliwość losu w postaci kontuzji Arjena Robbena i głupota Martinsa Indiego, który dziecinnie sprowokowany wyleciał z boiska. Mimo wszystko wydawało się, że gorzej być raczej nie może, ale Turcja obnażyła słabości Holendrów w jeszcze bardziej dobitny sposób.

W Konyi Holendrzy nie dość, że byli empatyczni w ataku, popełniali dodatkowo banalne błędy w defensywie; zła dyspozycja przeniosła się również z defensorów na Cillessena. Kumulacja beznadziei, albo po prostu niczego, nie mogła przynieść pozytywnego wyniku. Jaki jest tego obecny efekt? Holandia, by mieć szansę zagrać na francuskich boiskach musi liczyć nie tylko na siebie, ale również na wpadkę zmotywowanych na pewno Turków.

Indywidualizm jest piękną ozdobą piłki nożnej, ale nie może stanowić podstawy budowy zespołu. Niestety wydaje się, że taki model zapanował w holenderskiej piłce. Nie widać momentami nawet zalążka zespołowości, a o sukcesie decyduje dyspozycja dnia Robbena, czy ostatnio Memphisa Depaya. Fala krytyki objęła już Robina van Persiego czy Wesleya Sneijdera, którzy wraz z wiekiem stracili możliwości do gry pierwszych skrzypiec, a na firmamencie nie widać młodych piłkarzy zdolnych do brania całej odpowiedzialności na własne barki.

Jak pokazuje nie tylko sytuacja Holandii wyciąganie wniosków po porażkach, przy odpowiednich działaniach, przynosi znakomite efekty. Ciężko oczywiście dziwić się temu, można wręcz uznać to za rzeczywistość. Znacznie gorzej wygląda natomiast sytuacja, gdy po dobrym wyniku zmiany są wymuszone przez inny czynnik, a wtedy utrzymać poziom jest bardzo ciężko. Już na pewno ciężko w przypadku, gdy czynnik ludzki jest w dużym kryzysie, a nadchodząca nowa siła jest ze znacznie słabszego poziomu. Holenderski futbol wydaje się być w niezłym odwrocie, a ewentualny brak reprezentacji „Oranje” na Mistrzostwach Europy 2016 stanie się dobiciem tej tezy. Poza kadrą nie tęgo radzą sobie również kluby holenderskie, widać coraz bardziej różnice klas pomiędzy nimi, a innymi topowymi ligami w Europie. Również młodzi piłkarze, choć ich nazwiska kogoś wskazują, są naprawdę daleko, by kiedykolwiek na najwyższy poziom wskoczyć.

Nadzieja umiera ostatnia i tak to będzie pewnie wyglądało wśród kibiców, piłkarzy, działaczy i wszystkich innych związanych z futbolem w Holandii. Przyjdzie cud lub będzie trzeba wyciągać ponownie nową artylerię i z naprawionych błędów wytworzyć nową, silną i skuteczną broń. Nikt bowiem nie wyobraża sobie, by niderlandzka piłka przygasła na dłużej…

źródło: inf.własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 1

opublikowny przez Mateusz Dubiczeńko prawie rok
Zobacz również: