Eksperyment, który nie miał prawa się udać

Dodany 03-02-2016, 23:33, do: Liga hiszpańska,
Eksperyment, który nie miał prawa się udać

Kiedy w Valencii zatrudniono Gary’ego Nevilla, jakoś nikt nie spodziewał się klęski - przynajmniej na głos. Dość szybko jednak Primera Division nauczyła życia angielskiego szkoleniowca.

Gary Neville do momentu objęcia pracy w Valencii mógł kojarzyć się wyłącznie pozytywnie, zwłaszcza fanom Manchesteru United. Anglik bowiem jest żywą legendą klubu z Old Trafford. Jego barwy reprezentował blisko dwadzieścia lat. Neville zdołał jako „Czerwony Diabeł” rozegrać we wszystkich rozgrywkach równo sześćset spotkań. Można też dodać do tego 85 spotkań w reprezentacji Anglii. Ponadto prawy obrońca dość szybko odnalazł się po zakończeniu kariery. Wraz z byłymi kolegami z drużyny został właścicielem Salford City, a na lokalnym uniwersytecie dostał nawet tytuł doktora honoris causa. Nevile jest także właścicielem kawiarni, a od 2012 roku był jednym z ekspertów w znanej angielskiej telewizji Sky Sports, gdzie dość szybko zapracował sobie na szacunek widzów swoimi celnymi analizami. Przy tym nie zaniedbywał także kariery sportowej, chociaż już nie jako piłkarza. Od 2012 roku posiadacz licencji UEFA Pro był asystentem w kadrze Roya Hodgsona. Pod koniec 2015 roku dostał pierwszą szansę wyjścia na własny rachunek. I tu zaczęły się schody.

Phil Neville bowiem nie dostał małego czy średniego klubu w Anglii, gdzie jego nazwisko samo z siebie stałoby się autorytetem. Być może asystent selekcjonera reprezentacji „Trzech Lwów” faktycznie nie powinien pracować jedynie w Championship czy League One. Ale Neville wyraźnie pomylił kierunki, bowiem nie zaczął swojej pracy w Anglii. 40-latek nie dość że dał się rzucić na głęboką wodę, to jeszcze na głębiny sobie zupełnie obce. Bo inaczej nie da się określić faktu, że Anglik poszedł pracować do Primera Division. I to do mającej ogromne ambicje Valencii, ale i wymagania Valencii.

Już jednemu menedżerowi z Wysp przygoda na Półwyspie Iberyjskim nie wyszła. Praca Davida Moyesa w Sociedad nie była wprawdzie spektakularną klapą, ale chwalić się tym epizodem w karierze Szkot raczej nie będzie. Drużyna z Anoeta po odejściu Philippe’a Montaniera zaczęła obsuwać się w dół hiszpańskiej hierarchii i Moyes tego procesu nie zahamował. Ten casus wcale nie zniechęcił szefostwa Valencii. Pomysł zatrudnienia Neville'a miał podsunąć Peterowi Limowi super-agent Jorge Mendes. Mistrz sztuki menedżerskiej w ten sposób prawdopodobnie zaliczył jedną z nielicznych w jego CV spektakularnych wpadek.

Anglik objął zespół, który po rewelacyjnym sezonie 2014/15 wyraźnie rozczarowywał. Valencia pod wodzą Nuno Espirito Santo zajmowała miejsce w środku tabeli, a wygrane i to z takimi rywalami jak Granada czy Las Palmas były wyszarpywane w bólach. W Lidze Mistrzów w bardzo łatwej grupie „Nietoperze” niemiłosiernie się męczyły, by ostatecznie polec w wyścigu z europejskim średniakiem, belgijskim Gent. Dopełnieniem obrazu rozprężenia w Valencii był mecz z Sevillą – porażka 0:1 nie odzwierciedlała bowiem miażdżącej przewagi Sevilli w tamtym spotkaniu. Potwierdzało ono fatalną atmosferę, kiepskie przygotowanie kondycyjne i mentalne "Nietoperzy" Po tej porażce za Santo na posadę trenera klubu z Mestalla wskoczył właśnie Gary Neville.

Tak więc Anglik na dzień dobry dostał potentata, który wyraźnie był wybity z rytmu. Wspominałem już w poprzednim akapicie o złym przygotowaniu kondycyjnym drużyny. Do tego dochodził konflikt na linii trener-piłkarze. Ponadto Neville nie mógł liczyć na spokojną pracę z drużyną na treningach czy zgrupowaniach. Zima to okres, kiedy w Hiszpanii przechodzi się przez prawie całą drabinkę w Copa Del Rey – rozgrywek, których prawie nikt nie odpuszcza. I to wszystko w zupełnie obcym Neville’owi kręgu kulturowym. Anglik nigdy nie grał i nie pracował poza Wyspami Brytyjskimi. Valencię równie dobrze mógłby zastąpić Inter, Marsylia czy Schalke 04. Mówiąc wprost, Anglik przyjmując ofertę z Estadio Mestalla zrobił sobie i swojej karierze sporą krzywdę.

Bilans w Valencii Gary’ego Nevilla jest porażający – w dziewięciu meczach ligowych zdobyte sześć punktów. Oczywiście żadnej wygranej, a gra i ‘kaliber’ przeciwników przypominają wyniki dwóch „dyżurnych” outsiderów Europy - Troyes w Ligue1 pierwszy mecz wygrało w lutym, a Hellas...dzisiaj. Na obronę Anglika można powiedzieć tylko tyle, że punkty na Mestalla zgubiły Barcelona i Real Madryt. Marna to jednak pociecha, gdy do domu z kompletem oczek wraca przedostatni Sporting Gijon, a z innym zespołem z samego dna tabeli – Rayo Vallecano – punkt ratuje się w doliczonym czasie gry.

Sporo o „posłuchu” wobec nowego trenera w samej drużynie mówią hiszpańskie media. Na dobrą sprawę jedynym graczem którego można chwalić za grę w minionych dwóch miesiącach jest Paco Alcacer. Inni piłkarze wyraźnie obniżyli loty. Trener odstawił również tych, którzy mogli błyszczeć – jak zaskakujący dobrą formą golkiper na początku sezonu Jaume Domenech. Cóż z tego, że Neville wymienia po każdym meczu najsłabsze elementy, skoro potem zgrzytają inne elementy układanki. Anglika bronił przez długi czas Puchar Króla. Barakaldo, Mirandes nie są jednak rywalami rzucającymi na kolana. Wyeliminowana w 1/8 Granada natomiast dużo bardziej przejmuje się swoją sytuacją w lidze i Puchar Króla(jako jedna z nielicznych w stawce) odpuściła. Barcelona jednak zweryfikowała "Nietoperzy" najmocniej jak to tylko możliwe. Wynik 7:0 był piłkarskim gwałtem dokonanym na Neville'u i jego podopiecznych. Wreszcie wytrącił Anglikowi ostatnią mocną kartę z ręki.

Zeszłoroczna czwarta siła Primera Division i uczestnik fazy grupowej Ligi Mistrzów obecnie zajmuje czternaste miejsce, ma pięć punktów przewagi nad strefą spadkową i niebezpiecznie się do niej zbliża. Wprawdzie właściciel klubu Peter Lim jest otwarty na eksperymenty i dość cierpliwy, ale w końcu będzie musiał Neville’owi pokazać drzwi. No, chyba że „Nietoperze” wygrają następny mecz ligowy. Nie, swoistym "finałem" dla byłej legendy MU nie był wcale półfinałowy mecz z Barceloną, ale starcie ligowe na Benito Villamarin z Betisem. Inny wynik niż wygrana jeszcze dobitniej uświadomi Neville'owi ,że otworzył niewłaściwe drzwi. Valencia nie dała też wykazać się na spokojnie wykazać 40-latkowi umiejętnościami menedżerskimi. Bowiem na 'strażaka' raczej nie powinno zatrudniać się absolutnego debiutanta.

źródło: inf.własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 3

opublikowny przez Nikodem Węgier prawie rok
Zobacz również: