Chińska ekspansja, w piłkarskiej Europie

Dodany 15-02-2016, 01:14, do: Świat, Europa,
Chińska ekspansja, w piłkarskiej Europie

Rok rocznie te same pytania- kto, gdzie i za ile ? Plotka goni plotkę, a transfery finalizują się, często na ostatnią chwilę, w niewielkim przedziale czasowym. W tym roku było podobnie. Było niemal jak zawsze. Z tą różnicą, że do gry wkroczył nowy zawodnik. Potężny chiński zawodnik, z którym trzeba się liczyć.

Chińska Republika Ludowa, to jeden z hegemonów na arenie międzynarodowej. Poważny gracz i gigant w wymiarze gospodarczym, ekonomicznym, przemysłowym i być może wkrótce… piłkarskim ? Brzmi to trochę, jak kiepski scenariusz filmu science-fiction, z tą różnicą, że taki stan rzeczy może mieć miejsce. Chińskie klubu piłkarskie, wydały majątek w zimowym okienku transferowym, pozyskując w znakomitej większości, świetnych piłkarzy. W państwie pod egidą reżimu, 16 ligowym drużyn wydało ponad 336 mln euro, na wzmocnienia swoich zespołów. Chińscy deweloperzy zachowali się trochę, jak stereotypowa kobieta na zakupach. Biorę wszystko, najlepiej z najwyższej półki, a jak się zużyje to najwyżej wrócę, zareklamuje albo kupię nowe. Z tą subtelną różnicą, że Jackson Martinez nie widniał pod szyldem „promocja”, a Alex Teixeira nie był opatrzony, jakże pożądanym sloganem „2 w cenie 1”. Skąd w takim razie, rozmach na taką skalę ? Dlaczego gracze kalibru Ramiresa czy może już wkrótce Lavezziego, lądują w klubach, których wymowy dopiero się uczymy ? Odpowiedź na te pytania, mieści się w jednym prostym słowie- pieniądze.

Zaczynając od początku, ustalmy, że pieniądze nie biorą się znikąd. Chińska Federacja Piłkarska ponoć sprzedała prawa telewizyjne ligi, za dwudziestokrotność jej wartości. Dodajmy do tego grono możnych sponsorów i mnogość inwestycji, a równanie przyniesie rozwiązanie: Made in China. Co kraj to obyczaj, a co człowiek to opinia. Każdy ma prawo do suwerennego wyboru, a stronami w sporze pozostają piłkarze i kibice. W czasach, gdy światem rządzi pieniądz, wybór tzw. „oferty życia” nie powinien zdumiewać. Ale czy na pewno tak jest ?

Alex Teixeira, Jackson Martinez, Gervinho i wielu innych, o których słyszeliśmy w kontekście transferów do Państwa Środka, to profesjonaliści. Taka teza nie podlega żadnej dyskusji. Profesjonalista w swoim fachu dąży do samodoskonalenia, do sukcesów, w końcu do bezpieczeństwa materialnego. Dlaczego zatem dziwimy się tym zawodnikom-którzy przypominam, też są ludźmi- że wybrali niesamowite pieniądze i demonizujemy ich postępowanie ? Dedukcja nieuzasadniona. Wszakże Ci sportowcy, zgromadzą uposażenia pozwalające im egzystować w dostatku, być może do końca życia. Dla przykładu Jackson Martinez za rok gry, zgarnie w Guangzhou Evergrande 12,5 mln euro, a Alex Teixeira w Jiangsu Suning 13 mln. Kwoty nie wyobrażalne i działające na wyobraźnie, prawda ?

Ktoś powie: cel uświęca środki. Może i racja, ale pieniądze nie powinny przesłaniać dalszych horyzontów. Tutaj wybór wspominanych wyżej zawodników, napotyka na twarde lądownie i kolokwialnie mówiąc- bierze w łeb. Odion Ighalo po otrzymaniu lukratywnego kontraktu z Chin, wyznał, że nie był w stanie spać przez dwa dni. Wiedział ile może zarobić, wybrał inaczej, bo jak określił- Nie chcę sprzedawać swoich marzeń. Piękne zdanie, bo dobitnie podkreśla, zakorzenione- również w mojej głowie- przekonanie, że piłka nożna, to gra emocji, to łzy, bramki i życiowa pasja. Tak chcę odbierać ten sport i tak chcę nim przesiąkać każdego dnia. Czy naprawdę piłkarzom, tak słabo płaci się w Europie, że jadą „za chlebem” do Chiny ? Nonsens. Dla jasności, sportowo Azjatycka Liga Mistrzów w porównaniu, z oryginalnym europejskim wydaniem, to jakaś kpina. Istny kicz, który funkcjonuje, bo w Azji też uprawia się futbol. O rozwoju sportowym można zapomnieć, o standardach i jakości gry także. Nie wspominam o trofeach czy radości z gry, bo narażę się na śmieszność. Można wygrać Chinese Super League, można nawet wziąć udział w Klubowych Mistrzostwach Świata, tylko kogo to będzie obchodzić za kilka lat ? To nie będzie historia, a ledwie notka z przeszłości.

Analizując wszystkie za i przeciw, możemy przytoczyć powiedzenie, iż „każdy medal ma dwie strony”. Taka teza ma rację bytu, ponieważ, racjonalizm i obiektywne stwierdzanie faktów, nie powinno przesłonić całego świata. Abstrahując od wszelkich uprzedzeń i niechęci, stwierdzam, że ja tych piłkarzy w pewnym stopniu rozumiem. Chcą zabezpieczyć się na całe życie i na emeryturze w wieku, dajmy na to- 38 lat, nie musieć robić nic. Nie zaprzedają duszy diabłu, po prostu korzystają z życia, biorąc pełnymi garściami. Po drugiej stronie barykady, też jest sporo racji. Ambiwalentne odczucia, to nieodzowny element transferów na piłkarskie peryferia. Przeprowadzka do Chin, to indywidualna decyzja każdego piłkarza z osobna. Łatwo to ocenić z perspektywy widza, a jeszcze łatwiej skrytykować. Oponenci mają pożywkę, a dziennikarze tematy do publikacji. Odłóżmy uprzedzenia na bok i bacznie obserwujmy. Nie generalizując, Teixeira, Guarin i spółka mają pełne prawo grać, gdzie im się tylko podoba. Inną sprawą jest to, że dla większość z nas, taki zabieg godzi w moralność sportową, której w pewnym sensie brak.

źródło: inf.własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 2

opublikowny przez Emil Siejka prawie rok
Zobacz również: