Z archiwum X Ekstraklasy: Danilo Cirino, czyli nie tylko kopacze z Copacabany grali w Pogoni Ptaka...

Dodany 12-09-2017, 08:57, do: Ekstraklasa, Świat, Europa,
Z archiwum X Ekstraklasy: Danilo Cirino, czyli nie tylko kopacze z Copacabany grali w Pogoni Ptaka...

Były zawodnik "brazylijskiej" Pogoni Szczecin opowiada m.in. jak po pobycie w Polsce oczarował Frediego Bobicia będąc gwiazda ligi węgierskiej...

Danilo Cirino z synem - Honved

Nieco ponad dekadę temu był w Polsce klub, o którym pisano na całym świecie. Rozgłos zyskał jednak nie dzięki swojej grze, lecz prezesowi. Ten bowiem wymyślił sobie, że stworzy w Polsce klub złożony z samych... Brazylijczyków. Realizację pomysłu Antoni Ptak (bo o nim mowa) rozpoczął na początku 2006 roku. Przez półtora roku tego "projektu" (zakończonego hucznym spadkiem i wycofaniem biznesmena) przez Pogoń Szczecin przewinęło się kilkunastu piłkarzy z "Kraju Kawy". Problem w tym, że byli to niemal sami "kopacze z Copacabany" - ludzie, którzy w większości potencjał mieli na najwyżej czwarta ligę polską. Był jednak wśród nich jeden rodzynek... Danilo Cirino de Oliveira choć w barwach "Portowców" nie dostał prawdziwej szansy (niespełna 60 minut w trzech meczach ekstraklasy), to już wtedy zdążył pokazać, iż posiada niezłe umiejętności (gol i asysta). Brazylijczykowi wyraźnie spodobała się nasza część kontynentu, gdyż po pobycie w Polsce zawodnik zwiedził kilka pobliskich krajów, zostając m.in. absolutną gwiazda ligi węgierskiej. To nieomal zaprowadziłoby go do Bundesligi, gdzie fanem gry napastnika Honvedu Budapeszt został sam Fredi Bobić! O tym jednak oraz o innych ciekawostkach z kariery Danilo dowiecie się z rozmowy, którą przeprowadziłem z bohaterem dzisiejszej części...


Pamiętasz Danilo jeszcze swój polski epizod?
Oczywiście, jak najbardziej! Pobyt w Polsce był przecież moim pierwszym europejskim doświadczeniem. Dużo się wtedy nauczyłem - bardzo doceniam dziś tamten czas.

Jak to się stało, że wylądowałeś wtedy akurat w naszym kraju?
Miałem polskiego menadżera, który mieszka w Brazylii i bierze udział w połowie transferów tutejszych Brazylijczyków. Przekonał mnie, że mogę zrobić karierę w Europie. Swoją drogą spotkaliśmy się w tym roku w Brazylii. Dałem mu swoje koszulki z niektórych klubów w podziękowaniu, że uwierzył we mnie w tamtych czasach.

Wspomniałeś, że Polska była twoją pierwszą europejską przygodą... Kraj na pewno, ale klub chyba nie do końca? Pogoń w tamtych czasach była interesującym zespołem - bardziej chyba brazylijskim niż polskim...
Rzeczywiście, można powiedzieć, że Pogoń była wtedy drużyną brazylijską. Jeśli się nie mylę, było nas wtedy czternastu. Oczywiście, miało to swoje plusy, bo dzięki temu czułem się jak w domu. Chociaż byłem jednym z młodszych w zespole, to łatwiej było przystosować się do reszty chłopaków.

Za dużo jednak w Pogoni nie pograłeś. Prezentowałeś się dobrze, ale ciągłe zmiany w klubie nie służyły chyba nikomu...
Wiesz, teraz jak na to patrzę z perspektywy czasu, to 2006 rok był dla mnie okresem młodości. W Polsce cieszyłem się codziennością, każdym dniem, chociaż spotkał mnie jeden smutny moment...

Co takiego?
Graliśmy mecz w krajowym pucharze, nie pamiętam co prawda przeciw komu (z Lechią Gdańsk - przyp.red.), ale ich kibice byli straszni - rzucali bananami na boisko, udając małpy, przed i podczas meczu. Co było jednak w tym najgorsze, widziałem, jak dzieci wraz z ojcami biorą udział w tym smutnym epizodzie. To był dla mnie szok i do dziś tego nie zapomniałem. Wszyscy są ludźmi i zasługują na najwyższy szacunek! Teraz, gdy sam jestem ojcem, uczę miłości mojego syna. Musimy to robić by pozostawić po sobie świat lepszym w przyszłości...

Wracając do twojej kariery - z Polski nie wyjechałeś daleko, bo trafiłeś najpierw do Czech, a potem na Słowację, gdzie jednak nie grałeś najlepiej...
Czechy były jednak dla mnie ważne - po półrocznym pobycie w tamtejszej drugiej lidze, zapisałem się w historii klubu, strzelając bramkę, która dała nam awans do pierwszej ligi. Grałem w niej rok, później wyjechałem na Słowację. Tam jednak wytrzymałem zaledwie kilka tygodni, gdyż klub miał problemy finansowe...

Dziś można chyba powiedzieć, że to była najlepsza decyzja w "sportowym życiu" Danilo? Twoja forma eksplodowała w Honvedzie, zostałeś tam prawdziwą gwiazdą... Co więc takiego było na Węgrzech, czego brakowało wcześniej?
Przed wyjazdem do Budapesztu, po wspomnianej wyżej sytuacji, przebywałem w Brazylii 3-4 miesiące bez klubu. Przez ten czas mogłem zrozumieć jak wiele mam, dostrzegłem znaczenie piłki nożnej w moim życiu. Kiedy więc dostałem propozycję z Honvédu, przybyłem do Budapesztu z zupełnie inną głową. Szukałem wyzwania, ale miałem też bardziej profesjonalne podejście. Pewnie dlatego miałem tam jeden z najlepszych momentów w karierze - 24 bramki w 44 meczach, liczby mówią wiele...

No i nadeszła propozycja z Bundesligi...
Po imponującym półroczu, w którym na 16 meczów zdobyłem 15 bramek, do Budapesztu przyjechał sam Fredi Bobic ze Stuttgartu, aby obejrzeć mnie w akcji! Zagrałem tego dnia świetny mecz, strzeliłem dwa gole. Niemiec zadzwonił do mnie po meczu z propozycją transferu. To był dla mnie najpiękniejszy sen! Od razu powiedziałem w klubie, że zamierzam negocjować z drużyną Bundesligi. Stało się jednak tak, że trafiłem do Sion w Szwajcarii...  Oni zaproponowali dla Honvedu ponad 500 000 EUR, to był jeden z największych transferów w historii klubu.

Danilo i Diego Costa

Zachód Europy nie był chyba jednak tobie pisany... W przeciwieństwie do wschodu, na którym szło Ci cały czas bardzo dobrze.
Futbol czasami zaskakuje... Rzeczywiście, tuż po przygodzie w Sionie miałem przyjemność zagrać na Ukrainie i w Rosji. Kiedy nadeszła oferta rocznego wypożyczenia z Zorii, postanowiłem ją zaakceptować. To był dobry ruch, zresztą dla obu stron skoro oni mnie później wykupili. Zoria miała dobry zespół. Ja strzelałem bramki, więc znów pojawiło się dużo spekulacji dotyczących mojego odejścia. Zdecydowałem się jednak na to dopiero, kiedy rozpoczęła się wojna między Rosją a Ukrainą...

Ciężki czas, musiałeś uciekać?
Powodem opuszczenia Ukrainy był właśnie ten okres, główny konflikt rozgrywał się przecież w Ługańsku. Tylko dlatego przeniosłem się do Kubania, który wyszedł z oferta wypożyczenia. Najbardziej bałem się w ciągu ostatnich dwudziestu dni sezonu, kiedy napięcie w regionie było naprawdę duże. Opuściłem Donieck 20 maja, a lotnisko bombardowano i zniszczono dokładnie w dniu 23 czerwca, czyli zaledwie miesiąc później. To było w ogóle szalone...

W sumie można powiedzieć, że nie wyszedłeś jednak najgorzej na tym...
Kubań to było niezłe wyzwanie, więc postanowiłem skorzystać. Skład był pełen doświadczonych zawodników - prawie wszyscy grali w kadrach narodowych, a ja jednak wywalczyłem tam sobie miejsce i grałem zawsze w pierwszej jedenastce. Co więcej, byłem jednym z kluczowych graczy taktyki trenera...

Nie trwało to jednak długo... Po pobycie w Rosji rozpoczęła się twoja tułaczka po świecie - Kazachstan, Tajlandia czy Zjednoczone Emiraty Arabskie to dość egzotyczne kierunki...
Przyznaję, że Kazachstan, Tajlandia czy Zjednoczone Emiraty Arabskie to były dla mnie dość dziwne doświadczenia. Czasami jednak musimy myśleć o pieniądzach, aby zapewnić rodzinie życie na odpowiednim poziomie także po karierze piłkarskiej. Nie powiem - zdobywane bramki, miejsca w jedenastce tygodnia czy szacunek we wszystkich tych miejscach bardzo cieszyły, ale dla mnie i dla całej mojej rodziny Europa jest zdecydowanie lepszym miejscem. Na dziś jakość życia jest ważniejsza dla mnie niż pieniądze...

Dlatego wróciłeś do swojego Honvedu?
Honved po prostu jest dla mnie wyjątkowy. Przeżyłem tu fantastyczne chwile, mam szacunek od fanów i czuję się jak w domu - zarówno w tym mieście, jak i kraju. Szczerze mówiąc, marzę by być mistrzem w tym zespole i zaznaczyć swoje nazwisko w historii klubu.

To twój główny cel?
Oczywiście, tak jak mówiłem chcę pomóc zespołowi w zdobyciu tytułu turnieju lub przynajmniej pucharu w tym roku. Mam też inny cel, który jest jeszcze większy, ale to osobisty sekret (śmiech) - zdradzę dopiero, jak się wydarzy.

Patrząc z perspektywy czasu, jesteś zadowolony z tego co przeżyłeś?
Pewnie! Cieszę się z tego co osiągnąłem podczas kariery i jestem wdzięczny Bogu, który dał mi możliwość gry w dobrych klubach, poznania nowych języków czy podróży po wielu krajach. Doświadczenie, które zdobyłem jako człowiek jest bezcenne. Poza tym moja rodzina jest w dobrym stanie, mam swoje plany na przyszłość, chcę nacieszyć się moim synem. Pozostaje mi więc życzyć równie dobrze innym!


Tutaj możecie zobaczyć próbkę umiejętności Danilo:

http://www.youtube.com/v/-M3bxyZ8TVo

Któż dziesięć lat temu mógłby pomyśleć, że wśród tabunu Brazylijczyków ściąganych przez Antoniego Ptaka znajdzie się taki zawodnik? Zapewne nie domyślił tego nawet sam ówczesny prezes pomorskiego zespołu. Szkoda tylko, że sympatyczny napastnik okazał się jedynie wyjątkiem od reguły... Poza Danilo "jako taką" karierę po pobycie w Pogoni zrobili jeszcze Neneca oraz Edi Andradina, o reszcie nawet w Polsce szybko zapomniano...

źródło: inf.własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 3

opublikowny przez Kuba Cimoszko około 7 dni temu
Zobacz również: