Lewy walczy o swoje - najostrzejsze spięcie w Bayernie od lat

Dodany 12-09-2017, 20:00, do: Reprezentacja, Liga niemiecka,
Lewy walczy o swoje - najostrzejsze spięcie w Bayernie od lat

W sobotę ukazał się bardzo głośny wywiad z największą gwiazdą ekipy mistrza Niemiec. Robert Lewandowski w rozmowie z niemieckim dziennikarzem nie szczędził krytyki wobec kierownictwa Bawarczyków. Wywiad odbił się głośnym echem zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Jakie pobudki kierowały Lewym, by aż tak zrugać swoich szefów?

Tekst alternatywny...
Czy niedługo Lewy pomacha tak na pożegnanie bawarskiemu klubowi?

Historii Roberta Lewandowskiego nie trzeba szczególnie przybliżać. Od tylu lat jest na ustach całej Polski, że nawet laik zna jego drogę na szczyt. Szczyt, który powoli zaczyna naszemu snajperowi uciekać. Wszystko przez politykę Bayernu, która odbiega od obecnej normy.

-Dotychczas Bayern nigdy nie zapłacił więcej niż 40 milionów euro za jednego zawodnika. W międzynarodowym futbolu to już od dłuższego czasu jest suma raczej średnia, niż znacząca. Nie było takiego wzrostu rynku, jakie notują Real Madryt czy Manchester United. I teraz różnica w stosunku do tych, którzy oferują najwyższe sumy jest naprawdę ogromna.

Tak na łamach Der Spiegel Lewandowski podsumował ostatnie działania swojego klubu na rynku transferowym. W stosunku do obecnych zawrotnych kwot jakie proponują PSG, Manchester City, Manchester United i Barcelona rekordowy transfer Corentina Tolisso (42 miliony euro) wydaje się śmiesznie niski. Tylko czy sensacyjny zakup może być jednoznaczny z sukcesem? Czerwone Diabły, które po odejściu Fergusona wydają miliony na kolejnych piłkarzy w ostatnich latach nie zdołały wygrać Premier League ani zawojować w Lidze Mistrzów. Podobnie Manchester City i PSG - wciąż nie udaje im się spełnić wysoko postawionych celów.

Naszego snajpera nie tyle boli nieobecność Bayernu w gronie transferowych rekordzistów, co brak klasowych partnerów i konkurentów. Wiekowi Ribery i Robben nie są już znakiem jakości, który z Lewym w tercecie mógłby trząść Europą tak jak BBC czy też niedawno MSN. Do klubowego spełnienia napastnikowi mistrza Niemiec brakuje triumfu w Lidze Mistrzów. Coroczne podnoszenie mistrzowskiej patery za pierwsze miejsce w Bundeslidze stało się dla piłkarzy Bayernu rutyną. Zespół z Monachium ma przecież potencjał, by zagrozić pozycji Realu Madryt, na który nie ma od niedawna mocnych. Jedyne, czego Bawarczykom brakuje to właśnie doza szaleństwa, za której brak nie ma co ich mocno winić. Sam Lewy dość krótko podsumował mentalność naszych sąsiadów zza Odry:

-Gdy przybyłem z Polski do Niemiec jednym z pierwszych słów, które się nauczyłem było słowo «Ordnung», czyli «porządek». Przede wszystkim w księgowości – w finansach. Stąd jestem przekonany, że taki transfer jak Neymara w Niemczech nie mógłby się zdarzyć.

Nie jest w naturze Niemców, by porywać się na tak szalone pomysły. Tam wszystko musi być sto razy przemyślane i rozplanowane. Po co kupować Neymara skoro można wybudować ogromny ośrodek treningowy i osobiście wyprodukować kilkunastu takich jak on? Właśnie niedawno - bo w sierpniu - otworzono największe w Niemczech centrum treningowe. Sam Uli Hoeness na otwarciu powiedział, że to odpowiedź na transferowe szaleństwo. W tym kontekście tak ostry wywiad Lewandowskiego to nóż w plecy prezesa Bayernu Monachium.

Prędko zainterweniował sam Hoeness i Lothar Matthaeus. Obaj odczytali słowa napastnika jako wyraz szczególnej troski o klub. Te komentarze to przykład wyrachowanej dyplomacji, której mogą się uczyć nasi rodzimi ministrowie. Lewy wskazuje na błędy w działaniu szefostwa, a główni zainteresowani zamiast roztrząsać problem na łamach prasy i publiki kierują uwagę na zalety takiego działania ze strony polskiego napastnika. Pokazał po prostu jak bardzo identyfikuje się z Monachium i jak bardzo zależy mu na sukcesach klubu. - Matthaeus w ostatnim felietonie. Nic bardziej mylnego.

Robert Lewandowski jest po prostu doskonale świadomy sytuacji w której się znajduje. Rok przed trzydziestką, wciąż nie wskoczył do najlepszej trójki w plebiscycie Złotej Piłki. Najlepszy napastnik w klubie i reprezentacji, która ostatnio notuje rewelacyjne wyniki. Człowiek, który eliminuje swoje wady i śladem Cristiano Ronaldo dąży to perfekcji. To istny przepis na najlepszego ze wszystkich, jednak piłka nożna to gra zespołowa. Co z tego, że jesteś genialny, skoro dziesięciu pozostałych nie chce ci w tym pomagać? Otóż to. Lewy jest świadomy mankamentów Bayernu, które mogą mu utrudnić zmniejszenie dystansu do niedoścignionych Messiego i Ronaldo. Ten wywiad to chyba najlepsze co może mu pomóc z dążeniach do celu. Albo rzeczywiście wpłynie na szefów, albo wywalczy sobie transfer do Realu, a ten temat powraca przy każdym kolejnym oknie transferowym. Zima lub lato to ostatni gwizdek dla Lewego, by ewentualnie opuścić Bayern.

Idealnie z naszym snajperem zgrał się Zinedine Zidane, który w wywiadzie przed meczem z APOEL-em przyznał, że w Madrycie brakuje klasowego napastnika. Brutalnie tę sytuację obnażyło zawieszenie CR7. Bez Portugalczyka w składzie Real zanotował już 2 remisy. Upieram się, że nasz rodak jest idealnie skrojony pod ten klub. Profesjonalista w każdym calu, który szerokim łukiem omija kontrowersje i skandale. Taki piłkarz jest przeznaczony do święcenia największych sukcesów, których synonimem znowu są Los Blancos.

Ten właśnie piłkarz powoli traci cierpliwość. Uwierzył Karlowi Rummenigge, który nakłaniał Lewego do przejścia do Bayernu, który miał uczynić z niego najlepszego na świecie. Tymczasem klub z Bawarii od czterech sezonów nie potrafi przebić się do finału Ligi Mistrzów i nie pomógł Robertowi w ostatnim sezonie wywalczyć złotej armaty. Obecnie na plebiscyt Złotej Piłki duży wpływ mają sukcesy i wpływy marketingowe. Aby zostać najlepszym na świecie trzeba też znaleźć się w najlepszym klubie, który jednocześnie zrobi z tego piłkarza głośną na cały świat medialną ikonę. I tutaj pojawia się też problem całej ligi

-Jeśli jest więcej meczów znaczących, jeśli chodzi o czołówkę, to jest więcej show, więcej «trara», telewizja może nadawać więcej i dłużej na całym świecie. Kibice chcą oglądać starcia wielkich, gwiazd ligi, bojów o mistrzostwo. To spowodowałoby jeszcze większe zainteresowanie Bundesligą za granicą.

Kolejnym problemem jest brak zespołu, które może zagrozić w kraju pozycji Bayernu. Pod adresem Bundesligi Lewy był jeszcze bardziej uszczypliwy. Jako winę takiego stanu rzeczy wskazał też mniejszy - względem hiszpańskiego, angielskiego i francuskiego - wpływ języka niemieckiego na świecie.

Robert Lewandowski w całej wymianie zdań z niemiecką gazetą koncentruje się wokół podkreślania wad Bayernu i Bundesligi. Uwydatnia ich wady, przez które wciąż nie potrafią zbliżyć się do absolutnego topu, który jest tlenem dla naszego snajpera. Lewy ciągle chce się piąć do góry. W Bayernie nie zdobył niczego co było poza zasięgiem Borussii. Przecież Mistrzem Niemiec i najlepszym strzelcem był już w BVB.

Robert czuje się oszukany względem Hoenessa i Rummenigge, którzy obiecali mu wejście na wyższy poziom. Od 2014 tego przeskoku nie ma i jest to bolesne dla naszego snajpera. Nie raz przekonaliśmy się o wielkich ambicjach Lewego, który ciągle przeskakiwał na kolejne schodki kariery. Król strzelców Ekstraklasy po przejściu do Borussii nie stał się z miejsca wielką gwiazdą. Życie w cieniu Lucasa Barriosa mu nie odpowiadało i zwiększając pracę na treningach zepchnął Paragwajczyka na ławkę rezerwowych. W Bayernie również nie był idealny. Tam z czasem jeszcze bardziej poprawił swoje osiągi fizyczne i wykonywanie stałych fragmentów gry.

- Z ośmiu tysięcy prób z rzutów wolnych na treningach Robert Lewandowski trafił najwyżej trzy razy.

Tak jeszcze w 2014 o Polaku mówił jego ówczesny trener z Dortmundu - Jurgen Klopp. Obecnie ten problem nie istnieje, Lewandowski regularnie zamienia te stałe fragmenty gry na bramkę.

Na przestrzeni lat bardzo dobrze widać ten wilczy apetyt Lewego. On chce więcej i więcej. Dobrze widzi, że można wspiąć się jeszcze wyżej i ze swojej strony robi wszystko, by tego dokonać. Ostatni wywiad to bardzo dobry ruch w tym kierunku. Tutaj nie będzie sytuacji, z której wyjdzie jako przegrany. Błędne jest myślenie tych, którzy twierdzą, że po tej krytyce może sobie narobić problemów. Lewandowski to w za Odrą zbyt duże nazwisko, by je stłamsić zesłaniem do rezerw. Z kolei wpisanie na listę transferową prędko przyciągnie któryś z klubów, z którym w końcu uda mu się spełnić marzenia.

źródło: inf. własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 1

opublikowny przez Maciej Siemiątkowski około 7 dni temu