Powierzchownie wydawałoby się , że są to kwestie zupełnie odrębne. Tymczasem piłka nożna i polityka przeplatają się ze sobą na każdym kroku. Ten sport decydował o rządach, poglądach, a nawet wojnach. Wszystkie najciekawsze sytuacje postaram się przedstawić w moim felietonie.
Na początek przenieśmy się do deszczowej Szkocji. Do XVII w. to małe państwo było areną walk pomiędzy irlandzką społecznością katolicką a protestantami. Wojny ustały, ale bitwy toczyły się cztery razy do roku. Chodzi tu oczywiście o Old Firm Derby , czyli pojedynki pomiędzy drużynami Celticku i Rangersów. Na szczęście od kliku lat nie ma ofiar śmiertelnych, choć oczywiście nie raz leję się krew podczas bijatyk na stadionie.
Areną potyczek narodowościowych były natomiast spotkania ligi jugosłowiańskiej w latach 90. Licznie zasiadający na trybunach Bośniacy, Serbowie, Czarnogórcy i Chorwaci demonstrowali za pomocą opraw i okrzyków chęć odzyskania niepodległości. Krewcy mieszkańcy Bałkanów łatwo ulegali emocjom, przez co dochodziło często do ulicznych wojen. Szczególny wydźwięk miało spotkanie Dinama Zagrzeb z Crveną Zvezdą. Sześć dni wcześniej wybory wygrała nacjonalistyczna Chorwacka Unia Demokratyczna, co tylko zaogniło atmosferę. 23 maja cały Zagrzeb wrzał od rana w oczekiwaniu na spotkanie dwóch świetnych zespołów oraz na… przyjazd serbskich kibiców. Już na ulicach miasta doszło do regularnych walk z policją i fanami przeciwnej drużyny. Był to jednak przedsmak tego, co miało wydarzyć się na stadionie „Maksimir” , gdzie zasiadło 20 tysięcy fanów. Gdy tylko rozpoczęło się spotkanie serbscy kibice zaczęli prowokować Chorwatów przyśpiewkami. Parę minut później fani Dinama zostali obrzuceni krzesełkami i nożami, kibice gospodarzy szybko odpowiedzieli Serbom. Całe zamieszanie próbowała stłumić milicja, jednak jej obecność tylko spotęgowała agresję. Psychicznie nie wytrzymali piłkarze - późniejszy gracz A.C Milanu Zvomir Boban zaatakował policjanta, który bił kibica „Modri”. Czyn ten przeszedł do historii jako "kopnięcie, które usłyszano na całych Bałkanach". Boban został bohaterem wśród Chorwatów , jednak Serbowie obwołali go bandytą. Mecz zapoczątkował późniejszą wojnę domową na Bałkanach – stał się iskrą na beczce prochu.
Nie tylko w Europie mecz piłkarski doprowadził do wojny. Ciekawe zdarzenie miało miejsce w 1969 r. podczas spotkań eliminacyjnych do Mistrzostw Świata 1970 roku. Los sprawił , że trafili na siebie odwieczni rywale - Honduras i Salwador. Spotkanie w stolicy Hondurasu, Tegucigalpie wygrali gospodarze w stosunku 1:0. O wszystkim miało więc zadecydować spotkanie rewanżowe w Salwadorze. Zawodnicy „Los Catrachos” przybyli na stadion w wozach pancernych - zapanowała bardzo napięta atmosfera. Przy graniu hymnu Hondurasu 36 tysięcy kibiców gwizdało, a na maszcie zamiast flagi tego państwa pojawiła się … brudna ścierka. Mecz wygrał Salvador dzięki dwóm bramkom Juana Martineza i Elmera Acevedo. Tradycyjnie na ulicach doszło do zamieszek, ich ofiarami jest dwójka kibiców. Po tym spotkaniu doszło do zerwania stosunków dyplomatycznych pomiędzy dwoma państwami. Salvador wypowiedział wojnę swym sąsiadom, armia Hondurasu stanęła do walki. Choć konflikt nazwany „wojną futbolową” trwał tylko cztery dni, doprowadził do śmierci dwóch tysięcy cywili. O dziwo, oba rządy były zadowolone z powodu wojny, ponieważ walczące kraje zyskały światowy rozgłos. Ostatecznie na mundial do Meksyku pojechała kadra Salwadoru , która pokonała 3:2 swoich sąsiadów w spotkaniu dodatkowym.
Polityka jest również obecna podczas Derbów Europy, czyli „El Clásico”. Pojedynki Realu i Barcelony mają podłoże kulturowe i społeczne. Zawodnicy „Los Blancos” od zawsze byli uważani za reprezentantów poglądów konserwatywnych - fanem drużyny z Santiago Bernabeu był generał Francisco Franco. Katalończycy byli uosabiani z dążeniami swego regionu do suwerenności oraz niepodległości. Członkowie obu klubów brali udział w hiszpańskiej wojnie domowej oczywiście po obu stronach barykady. Podczas tego konfliktu zginął między innymi prezes „Dumy Katalonii” Josep Sunyol. Do dziś pojedynki odwiecznych rywali elektryzują kibiców w całej Hiszpanii, a pikanterii dodaje fakt, że klub cały czas pozostaję wizytówką katalońskich nacjonalistów dążących do odłączenia się. Rywalizację obu drużyn odczuwają z pewnością piłkarze, którzy przechodzą z Barcy do Realu lub na odwrót. Wrogiem numer jeden do dziś pozostaję w Katalonii Louis Figo, który za 56 milionów dolarów został zawodnikiem „Galacticos”
Piłka nożna z pewnością powinna łączyć, a nie dzielić. Powinniśmy być jednak realistami i pamiętać, że od meczów na pewno nie oddzielimy polityki…