Kocioł bałkański, czyli półfinał ME z całkiem innej strony...

Dodany 27-01-2012, 11:40, do: Pozostałe,

Bałkany są niezwykle specyficznym miejscem, istną kolorową mozaiką, gdzie występuje mnóstwo kontrastów – klimatu, architektury, religii, języków czy narodów. Wszystko to, w połączeniu z rozpadem Jugosławii powodowało na przestrzeni lat liczne wojny, konflikty i zatargi. Trudno się więc dziwić, że półfinałowy pojedynek pomiędzy zespołami Chorwacji i Serbii podczas Mistrzostw Europy w piłce ręcznej będzie miał szczególny wydźwięk. Nie tylko sportowy.

Serbowie i Chorwaci od lat konkurują i walczą między sobą. Nie tylko jeżeli chodzi o sportowe pojedynki, ale o dosłowne starcia. W latach 1991-1995 na terenach Chorwacji i Serbii toczyła się wojna, która była następstwem rozpadu Jugosławii. Walczono o dostęp do morza, o takie porty jak Szybenik, Split i Zadar, a także o Dubrownik. Walki zakończyły się pokojem w Dayton, będącym wynikiem wcześniejszej operacji „Oluja” (Burza), która przeprowadzona przez Chorwatów weszła do ich podręcznikowej historii jako przykład symbolu bohaterstwa narodu. Patrząc z chorwackiego punktu widzenia, była to akcja, która doprowadziła do wyzwolenia, a po dzień dzisiejszy uznawana jest za jedno ze świąt narodowych.

Inne zdanie na temat całej sprawy ma zaprzyjaźniona Serbka: - Operacja „Burza” była jedną z najbardziej znanych akcji podczas tej wojny i polegała na wyrzuceniu Serbów z Chorwacji – mówi Jelena. - Jej celem było zajęcie terenów środkowej Chorwacji, które znajdowały się pod kontrolą sił serbskich. Operacja oficjalnie trwała cztery dni i zakończyła się upadkiem serbskiej Republiki Krainy. Międzynarodowy Trybunał Karny opisał ją jako zorganizowane kryminalne przedsiębiorstwo. Z powodu zajęcia republiki przez chorwacką armię, z jej terytorium zbiegło około 250 tys. Serbów – kontynuuje. - Serbowie uciekali głównie do Serbii, nikt nie myślał o swoich domostwach, spano na ulicach, koszmarne sceny miały miejsce (miałam wtedy ok. 10 lat, ale pamiętam to). Być może moja historia nie jest prawdziwa, ale mówię ze swojego punktu widzenia. My, Serbowie, jesteśmy zazwyczaj postrzegani w świecie w kompletnie zły sposób...

W wyniku całej wojny ucierpiało wielu ludzi – szacuje się, że zginęło około 13 tysięcy obywateli Chorwacji biorących udział w tej wojnie, a wielu do tej pory uznaje się za zaginionych. Zniszczonych zostało koło 180 tys. budynków, ludzi przesiedlano, a trauma całego narodu pozostaje do dziś. – Czy ludzie w Polsce wybaczą kiedyś Niemcom Auschwitz? – pyta retorycznie znajomy Chorwat. – Czy wybaczą wojnę? Będą potrafili żyć w sympatii z nimi? Nie sądzę. Politycy mówią teraz, że potrafimy żyć w zgodzie, ale tak nie jest – kontynuuje. - Dla nas oni zawsze będą tymi, którzy zabili naszych ojców, braci... Belgrad, Nowy Sad czy inne serbskie miasta nie były zniszczone, ale znajdź zdjęcia z chorwackich miast jak Osijek, Vukovar czy Knin (w latach 1991 - 1995 stolica Republiki Serbskiej Krajiny – przyp. red.), ewentualnie z Bośni: z Mostaru, Sarajewa, Tuzli… Wtedy zobaczysz, co zrobili Serbowie.

Nic dziwnego więc, że w Serbii służby miejskie obawiają się półfinałowego spotkania między Serbami a Chorwatami. Jak podano, przed tym pojedynkiem zwiększono stan policjantów, którzy w liczbie 5,000 będą czuwali nad porządkiem w stolicy Serbii. Będą znajdowali się oni nie tylko w okolicach belgradzkiej Areny, ale również przy centrum, a nawet na linii całej trasy łączącej stolicę z Chorwacją. W stan gotowości za sprawą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych powołane zostały także inne oddziały serbskie – straż graniczna, służby specjalne, żandarmeria, oddziały policji ruchu drogowego, brygady kawalerii, a także oddziały z psami do wykrywania materiałów wybuchowych.

Wszystko głównie po to, aby zapobiec wydarzeniom, które miały miejsce we wtorek kiedy to chorwaccy fani, wracając z pojedynku z Francją, zostali zaatakowani przez serbskich chuliganów, obrzucających ich samochody kamieniami. Szacuje się, że zniszczono koło trzydziestu pięciu samochodów, jeden nawet podpalono. Serbska policja zapewnia teraz, że wszyscy fani, którzy wybierają się do Belgradu mogą się czuć bezpieczni, w co Chorwatom jednak trudno uwierzyć. Wielu odwołuje swoje zaplanowane na półfinałowy pojedynek wyjazdy. – Nie możemy sobie pozwolić, żeby ktoś został ranny, żeby zniszczono autobusy – mówią fani, rezygnujący z przyjazdu do Belgradu.

Trudno się jednak im dziwić. Cała sytuacja powtórzyła się w Nowym Sadzie ponownie w czwartek, po meczu Chorwacja - Węgry. Podpalono cztery samochody, z czego trzy na chorwackich tablicach rejestracyjnych, a jeden na serbskich. Jak dowiedziała się serbska gazeta „Novi List”, około piątej nad ranem napastnicy przeskoczyli przez ogrodzenie hotelu, oblali auta benzyną, po czym podpalili – wszystko zostało zarejestrowane przez hotelową kamerę. Jak się udało ustalić, jeden z samochodów należał do znanego chorwackiego oficjela piłki ręcznej, Vlada Lipovicia, a drugi do byłego chorwackiego szczypiornisty, Miro Kojčina.

Te same źródła podają także, że grupa osób zaatakowała również kolumnę samochodów na chorwackich rejestracjach, wyjeżdżającą z miasta. – To było straszne, byli zamaskowani, mieli na głowie kaptury, na twarzach maski medyczne. Nagle zaczęli rzucać kamieniami, bałem się, jeden uderzył mnie w kark. Na szczęście jednak udało nam się wyjść bez obrażeń – mówi jeden z Chorwatów, będących w centrum wydarzeń. Inny dodaje: – Najpierw rzucali w nas kamieniami z odległości 3-4 metrów, a następnie jeden podszedł do samochodu i wbił siekierę w przednią szybę.

Nieprzyjemne zachowania dotyczą również Chorwatów – podczas meczu Chorwacji z Hiszpanią, jeden z fanów, ze znanych tylko jemu powodów uderzył Orła, maskotkę Serbów podczas tych Mistrzostw Europy. Jest to sytuacja o tyle niemiła, że maskotkami są zazwyczaj dzieci nie starsze niż 15 lat.

- Dla nas ten pojedynek to oczywiście coś więcej niż tylko mecz piłki ręcznej... Tak jest zawsze, bez względu na sport, w jakim się mierzymy – mówi Chorwat, Boris. – Teraz będzie to jeszcze mocniejsze niż wcześniej, ze względu na incydenty z Nowego Sadu. To prawdziwe piekło. Pewnego dnia oni przyjadą zagrać jakieś spotkanie w Chorwacji, wtedy pokażemy im, co to znaczy piekło, weźmiemy odwet za ostatnie dni – kontynuuje. - Jak mówiłem, to piekło, ale my wygramy w tym piekle! Pokonamy ich w Serbii, więc zwycięstwo będzie smakowało jeszcze lepiej… Nie mogą nas pokonać w żadnym sporcie, są cholernymi loserami! Tak właśnie myśli większość osób w Chorwacji. Przegrani na wojnie, przegrani zawsze.

Inne, dużo spokojniejsze spojrzenie na całą sprawę ma Jelena, Serbka. - Ja osobiście sądzę, że wszystkie obecne wydarzenia między Serbami a Chorwatami to wielki wstyd! Nie tylko w piłce ręcznej, w sporcie, ale w każdym aspekcie. Wojna dawno się zakończyła, może w końcu czas zakopać topór wojenny? - pyta i ze smutkiem dodaje: - Ale niestety nie każdy ma takie zdanie jak ja i to mnie martwi. Mieszkam w Nowym Sadzie, cały czas słyszymy, że grupa serbskich idiotów czekała na Chorwatów, którzy byli na meczu i po nim ich zaatakowała, zniszczyła ich samochody. To jakiś horror i wstyd! Serbowie grożą Chorwatom, którzy przyjechali na mecze. Jak długo to potrwa i na co to wszystko? Moja mama urodziła się w Chorwacji, mam tam rodzinę, często tam jeżdżę i jeszcze nigdy nie miałam żadnych niedogodności czy problemów. Jednak to nie oznacza, że inni ludzie z Serbii nie mieli. Każdego roku występują w Chorwacji jakieś zdarzenia z udziałem serbskich turystów, pali się jakiś samochód. Co do samej gry, to idealnie można przeczytać w Internecie, zobaczyć zdjęcia zniszczonych pojazdów.

Co ciekawe, podczas zamieszek po meczu Chorwacji z Francją policja aresztowała najbardziej agresywnych serbskich chuliganów. Jak się okazało byli wśród nich kibice jednego z belgradzkich zespołów piłkarskich. Informacja ta szczególnie martwi wiedząc, jakim zdaniem cieszą się belgradzcy fani, którzy w walce dla swojego zespołu nie zawahają się wyciągnąć broni. W maju 1990 roku podczas meczu Dinama Zagrzeb z Zvezdą Belgrad doszło do znacznych zamieszek. Fani walczyli nie tylko za swoje kluby, a głównie za swoje kraje – Serbię i Chorwację, które wówczas były jeszcze jednym państwem pod nazwą Jugosławia. – Tak, ten mecz, ten dzień był dla nas początkiem wojny. Zaczęliśmy otwarcie mówić, że jesteśmy Chorwatami i kochamy nasz kraj… - wspomina wydarzenia Chorwat. Co ciekawe wielu z obecnych tam fanów, a także kibice dwóch innych drużyn – Hajduka Split i Partizana Belgrad – zdecydowali się iść na pierwszą linię frontu i walczyć za niepodległość swoich państw. Zainteresowanych bałkańskimi kibicami i tymi wydarzeniami odsyłam do dokumentu Discovery Chanel „Walki na stadionach”.

Trudno więc nie dziwić się ludziom, którzy obawiają się tego spotkania. Dla obu narodów będzie to prawdziwa „święta wojna”, nieporównywalna z niczym innym. Szczególnie, że przez ostatnie lata obie reprezentacje nie miały okazji się ze sobą zmierzyć zbyt często. Ostatnie spotkanie piłki ręcznej między Serbią a Chorwacją miało miejsce podczas Mistrzostw Świata w 2011 roku, a wcześniejsze na Mistrzostwach Europy w 2006 roku. Wówczas odbywały się one jednak odpowiednio w Szwecji i Szwajcarii, co znacznie zmieniało postać rzeczy. Chorwacja wychodziła zwycięsko z pojedynku w 2006 roku – pokonała ówczesną Serbię i Czarnogórę 34:30. Mecz rozgrywany rok temu zakończył się natomiast remisem 24:24. Serbowie mówią, że teraz czas na ich zwycięstwo, ale pewne jest tylko jedno – półfinałowy pojedynek dostarczy nam wiele emocji. Oby jednak były one tylko pozytywne i faktycznie cała walka rozegrała się jedynie na płycie boiska. Aczkolwiek, znając mentalność i porywczość ludzi z Bałkanów, będzie o to niestety niezwykle trudno…

źródło: inf. własna + bałkańska prasa
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 3

opublikowny przez Michalina Chabowska 6 lat temu