Okiem Lexie: "Są na świecie trzy rodzaje kłamstwa"

Dodany 09-01-2017, 17:00, do: Reprezentacja, ORLEN Liga, PlusLiga,
Okiem Lexie: "Są na świecie trzy rodzaje kłamstwa"

Oceniając różne statystyki czasem mówi się - są na świecie trzy rodzaje kłamstwa: kłamstwa, wielkie kłamstwa i statystyki. Czy robienie statystyk w takiej formie ma w ogóle sens?

Do zastanowienia się po raz kolejny nad sensem podsumowywania frekwencji na meczach siatkówki w Polsce doprowadził mnie Jakub Dolata - "Ostatnia kolejkę żeńskiej ligi włoskiej na trybunach oglądało 20.000 ludzi. Średnia prawie 3.000/mecz. Jak to wyglądało w Orlen i dlaczego?" - zapytał na twitterze.

Mnie jednak trudno jest zrozumieć sens podsumowywania statystyk frekwencji i porównywania ich z tymi na półwyspie Apenińskim. Średnia pojemność hali we Włoszech to 3 tysiące. Za to w kraju nad Wisłą mamy rozrzut od 1 tysiąca miejsc w Muszynie, do prawie 13 tysięcy w Łodzi. Po drodze jest jeszcze Łuczniczka, na którą wejdzie ponad 8 tysięcy osób. Jakby więc nie patrzeć w Muszynie, nawet jeśli byłaby taka potrzeba, nie da się zmieścić więcej ludzi. Za to Atlas Arena ze swoimi oddalonymi od boiska, ogromnymi trybunami jest obiektem zbyt dużym jak na zapotrzebowania ligowej siatkówki żeńskiej. Nic się z tym póki co w Łodzi nie da zrobić, bo to jedyny obiekt, który spełnia wymagania ORLEN Ligi w mieście.
Podobna sytuacja zresztą występuje w PlusLidze. Siatkówka w Rzeszowie generuje znacznie większe zapotrzebowanie od pojemności Podpromia. Bełchatowska Energia także się magicznie nie poszerzy. Z drugiej strony nowa i piękna hala w Częstochowie przeżywa ogromny kryzys frekwencyjny, aż przykro się na to patrzy. Ktoś na twitterze zasugerował, że znacznie bardziej miarodajny byłby pomiar procentowy zapełnienia hali i zdecydowanie przychylam się do tego zdania.

Siatkówka na świecie przeżywa mocny regres. Atrakcyjność rozgrywek czasem pomaga go przełamać – jak we Włoszech. A czasem nie ma na nią żadnego wpływu – jak w Rosji. Turniej grupowy Ligi Światowej w Rzymie rozegrano w zdolnej pomieścić 11 tysięcy widzów PalaLottomatice, jednak frekwencja była bardzo niska. Takiej samej sytuacji doświadczyliśmy także w Polsce. Faza grupowa LŚ grana była w Łodzi w weekend w którym temperatura w hali oscylowała w granicach 37 stopni, więc na obiekcie, a także poza nim czułam się jak na pustyni i trudno mi się dziwić dlaczego było mniej ludzi. Potem nadeszła katastrofa pod tytułem Final Six w Krakowie. Po tym jak Polacy odpadli z turnieju na Tauron Arenie momentami było tak cicho, że można było usłyszeć co zawodnicy krzyczą do siebie na boisku. Zarówno na podwórku ligowym, jak i reprezentacyjnym ceny biletów rosną nieproporcjonalnie do atrakcyjności oferowanego produktu. Nie da się ukryć, że wraz z powiększeniem rozgrywek ligowych, poziom spadł zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Spotkań jest za dużo, co też nie zachęca kibiców do przychodzenia na halę. W pogoni za zwiększeniem atrakcyjności produktu jakim jest mecz siatkówki ktoś tu chyba zapomniał o jednym bardzo ważnym elemencie. Nie ma tego sportu bez kibiców, a na tą chwilę decydenci na świecie starają się zrobić wszystko, żeby siatkówka stała się sportem dla bogatych. To przerażające.

źródło: inf. własna
  • średnia glosów: 0

Nikt tego jeszcze nie oceniał.

opublikowny przez Justyna Anna Żółkiewska 7 miesięcy temu
Zobacz również: