W krzywym zwierciadle: Adam’s Bull’s Eye

Dodany 01-04-2011, 21:12, do: Skoki narciarskie,
W krzywym zwierciadle: Adam’s Bull’s Eye

W miniony weekend na Wielkiej Krokwi w Zakopanem Adam Małysz oddał ostatni skok w swojej sportowej karierze. Oprócz chwil wzruszeń i podniosłej atmosfery, benefis obfitował w zabawne oraz czasami, niestety, nieprzyjemne sytuacje.

Pani Wojtek?

Piątek, 25 marca. Bacówka RMF FM. Potencjalna kandydatka na dziennikarkę odbiera akredytację na imprezę Adam’s Bull’s Eye. Wydawałoby się, że to nic szczególnego - zwykłe formalności: wylegitymowanie się, podpis, odszukanie przepustki. Szybkie zerknięcie na zdjęcie.
- To ta! - spojrzenie pada na napisane wersalikami imię.
- Wojciech?! - w głosie słychać zdziwienie. - Możemy pani to zmienić. Chociaż nie wiem… takie zamieszanie? - mówi jedna z kobiet.
- Dobrze, niech już zostanie ten Wojciech - pada w odpowiedzi.
Wszak trochę humoru nie zaszkodzi. Ciekawe tylko, kto "porwał" Agatę…

Biało-czerwona nawałnica

Takiego oblężenia Zakopane nie przeżywało chyba podczas żadnego Pucharu Świata. Tysiące kibiców na Krupówkach i na trybunach, setki w okolicach Wielkiej Krokwi. Wszyscy oczywiście zaopatrzeni w wąsy i biało-czerwone akcesoria. Obok napisów typu "Adam, dziękujemy!", pojawiały się również bardziej osobliwe hasła, na przykład: "Adam na prezydenta", "Batman z Wisły - Kruszwica z Tobą" czy "Adam IV Król".

Następca Mistrza

Po wejściu na teren skoczni niemal każdy kibic skoków narciarskich w pierwszej kolejności zaczyna wypatrywać zawodników. Na benefisie Adama Małysza, zaraz po głównym bohaterze imprezy, w oczy rzucał się przede wszystkim… Właśnie, kto? Japończyk? Chińczyk? Nie, to przecież Bilguun Ariunbaatar - następca „Orła z Wisły”! Co prawda nieco masywny jak na skoczka narciarskiego, ale odpowiednia dieta i trening potrafią przecież zdziałać cuda. Bilguun ("Szymon Majewski Show”) zbierał w sobotę wąsy na emeryturę Adama Małysza, rozmawiał z Thomasem Morgensternem, Michaelem Uhrmannem i Kamilem Stochem oraz polskimi dziennikarzami i artystami, a pod koniec dnia przejął pałeczkę od kończącego sportową karierę "Orła z Wisły". Z Ariunbaatarem w pierwszym składzie możemy być spokojni o rozwój skoków narciarskich w Polsce!

"Skoki do Celu"? Niestety tylko na scenie

Wiele emocji, zarówno wśród kibiców, jak i samych zawodników, wzbudziło losowanie Koła Fortuny, podczas którego niestety nie wszyscy skoczkowie wykazali się uczciwością. Martin Schmitt, niezadowolony z wylosowanej odległości - 120 metrów - przesunął wskaźnik na 134m. Drobne oszustwo? Któż by się go spodziewał po spokojnym i ułożonym Niemcu?

Plusem dla organizatorów był z pewnością dobry dobór piosenek podczas losowania długości skoków. Gdy przy Kole Fortuny stał Ilja Rosliakow, z głośników popłynęły "Biełyje rozy", z kolei podczas kręcenia kołem przez Jakuba Jandę na skoczni rozbrzmiewał utwór "Jożin z Bażin”. Minusy? Kto zna skoczka o nazwisku Vitaliy Shumber?

Za zabawne można uznać tańczenie między innymi przez Andreasa Goldbergera i Adama Małysza, popularnej wśród kibiców piosenki "Ciapa La Galeina". Urzekająca była również nieporadność Svena Hannawalda, który nie mógł poradzić sobie z niesfornymi wąsami.

Nie wszystko w barwach tęczy

Mogłoby się wydawać, że przy tak wielkiej imprezie jak benefis Adama Małysza, wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Niekoniecznie! Nie do końca korzystnie usytuowana strefa dla mediów, w której momentami znajdowało się więcej kibiców niż dziennikarzy, ścisk, tłok. Dodajmy do tego sypiący śnieg i brak alternatywy na realizację uroczystości w przypadku niesprzyjającej pogody i chaos murowany. Co stało się z planem B?

W niektórych momentach widoczny był brak odpowiedniej komunikacji. Chociażby w przypadku, gdy część zawodników zjechała z buli Wielkiej Krokwi i pojawiła się na scenie, podczas gdy ich koledzy zagubili się gdzieś na terenie skoczni. Sportowcy odnajdywali się dopiero po kilkukrotnym wywoływaniu ich nazwisk przez prowadzącą, nie do końca wiedząc, o co chodzi.

Nieprzyjemne zdarzenie miało miejsce również na widowni. Około godziny 18.00 grupa kibiców znajdujących się w sektorze C, zrobiła dziurę w ogrodzeniu oddzielającym trybuny od terenu przeznaczonego dla skoczków. Powód? Fani chcieli być bliżej "Orła z Wisły". Objaw zwierzęcego zachowania czy niedopatrzenie organizatorów?

Ochrona nie radziła sobie nie tylko w wyżej wspomnianym przypadku. Po zakończeniu imprezy, gdy zawodnicy zeszli ze sceny, zostali oblężeni przez licznie zgromadzonych pod skocznią akredytowanych… kibiców. Przejście do domków lub pawilonu graniczyło z cudem, gdyż biało-czerwona masa była wszędzie – nawet w strefie, która pierwotnie została zastawiona przez ochronę.

Kto oparł się o ścianę i zgasił światło?

Zabawnych sytuacji nie brakowało również pod koniec dnia. Podczas konferencji prasowej z udziałem Adama Małysza nagle zgasło światło. - Ktoś się pewnie oparł o ścianę - skwitował „Orzeł z Wisły”. Niektórzy dziennikarze (w tym redaktorki NiceSport.pl) uwierzyli w słowa najlepszego polskiego skoczka i pod nosem wygrażali nieznośnemu psotnikowi. W natłoku wrażeń wszyscy zapomnieli o Godzinie dla Ziemi, czyli akcji, która odbywa się w każdą ostatnią sobotę marca i polega na gaszeniu światła w godzinach 20.30-21.30.

Adam’s Bull’s Eye to impreza, która na długo pozostanie w sercach kibiców. Za kilka tygodni nikt nie będzie pamiętał o wymienionych niedociągnięciach, zachowując we wspomnieniach tylko pozytywne chwile. Bo czy nie każdy chce wracać pamięcią do tego, co dobre?

źródło: inf. własna
  • średnia glosów: 4.7

Średnia ocen: 4.7, ilość głosów: 10

opublikowny przez Agata Biernat 6 lat temu - Karolina Zysk i Łukasz Kuczera to lubią.