"Mam jeszcze potencjał, żeby walczyć z najlepszymi" - rozmowa z Wolfgangiem Loitzlem, reprezentantem Austrii w skokach narciarsk

Dodany 27-07-2011, 13:36, do: Skoki narciarskie,
"Mam jeszcze potencjał, żeby walczyć z najlepszymi" - rozmowa z Wolfgangiem Loitzlem, reprezentantem Austrii w skokach narciarsk

Kochający mąż, ojciec dwóch synów i niezawodna część austriackiej drużyny. W rozmowie z naszym portalem Wolfgang Loitzl zapewnia, że zamierza skakać przynajmniej do Igrzysk Olimpijskich w Sochi, a za swój największy sukces uważa triumf w Turnieju Czterech Skoczni.

Agata Biernat (NiceSport.pl): W tym roku sezon letni zaczął się trochę wcześniej niż w ubiegłych latach. Stanowi to problem w przygotowaniach do zimy, czy wręcz przeciwnie?
Wolfgang Loitzl: To jest po prostu inny rodzaj przygotowań. W tym roku konkursy zaczęły się prawie miesiąc wcześniej. Następne zawody odbędą się dopiero w sierpniu, potem we wrześniu i na początku października. Każdy zawodnik indywidualnie planuje letnie starty, decyduje, w których weźmie udział, czy chce się do nich szczególnie przygotowywać, czy raczej woli potraktować je treningowo. Podczas długiej fazy przygotowań do zimy konkursy letnie są bardzo dobrym urozmaiceniem.

Co myśli pan o koncepcji organizowania Lotos Poland Tour?
Uważam, że to bardzo dobry pomysł. Od kilku lat w sierpniu odbywa się Turniej Czterech Narodów, który teraz stał się tak właściwie Turniejem Trzech Narodów. Myślę, że dla nas, zawodników, rozgrywanie w krótkim czasie kilku konkursów niesie za sobą pewne plusy. Tego typu turnieje trwają zazwyczaj od tygodnia do dziesięciu dni. Poza tym Polacy zawsze uwielbiali skoki narciarskie i chociażby z tego względu te zawody mają sens. Coś takiego mogłoby być już organizowane w czasach Adama Małysza, ale lepiej późno niż wcale.

Jak ocenia pan skocznię w Szczyrku? Skakał tam pan chyba po raz pierwszy.
To prawda, byłem w Szczyrku po raz pierwszy. Nie znałem wcześniej tego obiektu, ale teraz mogę stwierdzić, że skacze się tam bardzo trudno. Co prawda często trenujemy na małych obiektach, jednak skocznia w Szczyrku jest dosyć specyficzna. Thomas Morgenstern, na przykład, był już kiedyś w Szczyrku, zna ten obiekt i przyznał, że dzięki temu skakało mu się trochę łatwiej. Mimo wszystko twierdzę, że to świetny kompleks, który musi być wykorzystywany do rozgrywania zawodów. Szkoda byłoby, żeby odbywały się tam tylko obozy treningowe.

W inaugurującym tegoroczny cykl LGP konkursie w Wiśle zajął pan 19. miejsce, w Szczyrku był pan 15. Jak ocenia pan te starty?
Nie byłem niezadowolony. Oczywiście to nie oznacza, że uważam piętnastą czy dziewiętnastą pozycję za dobry rezultat. Testuję właśnie nowy sprzęt, między innymi narty, i te zawody nie nadeszły dla mnie w najlepszym czasie. Z drugiej strony mogłem sprawdzić sprzęt w zmaganiach z rywalami. Mam nadzieję, że tutaj, w Zakopanem, na obiekcie, który dobrze znam i  skaczę na nim bardzo chętnie, osiągnę lepsze wyniki niż w poprzednich dwóch konkursach.

Jak ważne są dla pana skoki letnie?
Skoki narciarskie są zimową dyscypliną sportu i z tego względu letnie konkursy nie mają takiej wielkiej wagi. Jednak gdybyśmy w okresie od kwietnia do listopada tylko trenowali, byłoby to zbyt monotonne, dlatego też uważam, że rozgrywanie zawodów latem stanowi bardzo dobrą alternatywę. Gdy pomiędzy poszczególnymi przystankami LGP są dłuższe przerwy, jak na przykład w tym roku, gdzie zawody rozgrywane są w lipcu, sierpniu, a nawet we wrześniu, wtedy każdy zawodnik ma możliwość wzięcia udziału w którymś z konkursów lub serii konkursów, może się przygotować do wybranego startu, a potem powrócić do treningów. Nie istnieje przymus, że każdy skoczek musi brać udział we wszystkich zawodach od lipca do października. Z tego względu uważam to za dobre, jednak nie należy zapominać, że latem ważniejsze są inne dyscypliny sportu.

Zamierza pan wystartować we wszystkich letnich konkursach?
Teraz biorę udział w polskim turnieju, potem wystartuję jeszcze w Hinzenbach i podczas finału w Klingenthal, czyli tylko na początku i na końcu Letniego Grand Prix. W międzyczasie muszę trenować.

Jakie plany treningowe ma pan na najbliższe tygodnie?
Jak już wspomniałem, właśnie testuję nowe narty, muszę zdecydować, na którą markę postawię w przyszłym sezonie. Poza tym w najbliższym czasie czeka mnie trening siłowy oraz skoki na skoczni. Minione konkursy pozwoliły mi zobaczyć, który z zawodników jest w tym momencie najlepszy oraz jak ja prezentuję się na tle najsilniejszych. Dzięki temu wiem, gdzie znajduję się w obecnym momencie i co jeszcze muszę poprawić.

Styczeń 2009. Wygrał pan klasyfikację generalną Turnieju Czterech Skoczni. W sezonie 2009/10 triumfował w niej Andreas Kofler, rok później Thomas Morgenstern. Można powiedzieć, że zapoczątkował pan austriacką falę sukcesów w tym turnieju.
Tak i jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Zanim wygrałem Turniej Czterech Skoczni, ostatnim Austriakiem, który tego dokonał, był Andreas Widhoelzl w 2000 roku. Później nastąpiła długa przerwa w zwycięstwach moich rodaków, a potem nagle mogliśmy świętować trzykrotny triumf z rzędu. Cieszę się, że przełamałem tę negatywną serię. To świadczy o sile drużyny, jeśli rok po roku Turniej wygrywali Austriacy i to za każdym razem inny. Najpierw ja, potem Kofler, a ostatnio Morgenstern. Może w tym roku zwycięży Schlierenzauer albo znowu Morgenstern? Kto wie, ale nie można zapominać, że rywale też nie śpią. Zobaczymy.


Agata Biernat w rozmowie z Wolfgangiem Loitzlem.

Dla wielu sportowców największym celem w karierze jest zdobycie złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich. Co w swoim dorobku ceni pan wyżej: zwycięstwo w konkursie drużynowym na Olimpiadzie w Vancouver czy złoto w zawodach indywidualnych na Mistrzostwach Świata w Libercu?
Medal indywidualny jest, oczywiście, ważniejszy. Zawsze mówi się, że największy cel każdego zawodnika to zwycięstwo podczas Igrzysk Olimpijskich. Z drugiej strony triumf w konkursie drużynowym to zupełnie coś innego niż wygrana w zmaganiach indywidualnych. Jako mistrz świata wygrywasz sam, to znaczy, że najwyższe miejsce jest tylko i wyłącznie dla ciebie, z nikim go nie dzielisz, w przeciwieństwie do triumfu w drużynie podczas Igrzysk Olimpijskich. Jeśli miałbym wybierać, najważniejsze byłoby dla mnie zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni, ponieważ moim zdaniem trudniej wygrać cały cykl zawodów. Na Mistrzostwach Świata to był tylko jeden konkurs. Co prawda już wcześniej dobrze skakałem i mówiło się, że mam szansę na medal, ale podczas takich zmagań wiele może się zdarzyć. Turniej Czterech Skoczni składa się z czterech konkursów, w których trzeba skakać dobrze od początku do końca. Z tego względu triumf w Turnieju stawiam ponad tytułem mistrza świata.

Poprzedni sezon zimowy nie był dla pana zbyt udany. W konkursach Pucharu Świata stał pan tylko raz na podium, podczas Mistrzostw Świata w Oslo zajął pan dopiero 37. miejsce.
To była zła seria i bardzo trudny okres dla mnie. Skakałem na nowych nartach, które nie okazały się do końca idealne. Poza tym wiele się zmieniło: wiązania, sprzęt, technika skoków. Tych kilka szczegółów dużo zmieniło w moich skokach. Poprzedni sezon był bardzo zły w moim wykonaniu. Szkoda, że zdarzyło się to akurat zimą, której rozgrywano Mistrzostwa Świata. Teraz mam motywację, żeby w kolejnym sezonie skakać o wiele lepiej.

Jakie cele stawia pan sobie na przyszły sezon zimowy?
Przyszły rok jest właściwie sezonem bez wielkich imprez. Ważny punkt stanowi zawsze Turniej Czterech Skoczni. Poza tym odbędą się również Mistrzostwa Świata w Lotach, ale z tego względu, że nie jestem urodzonym lotnikiem, nie są one dla mnie wielkim celem. Oczywiście bardzo się ucieszę, jeśli będę dobrze skakał i znajdę się w kadrze na MŚ, ale to nie stanowi dla mnie głównego punktu. Moim celem jest plasowanie się w czołówce Pucharu Świata i walka o najwyższe miejsca w konkursach.

Muszę zapytać również i o to. W tym roku karierę skoczka narciarskiego zakończył Adam Małysz. Czy pan także myślał już o zakończeniu kariery? A może planuje pan skakać do Igrzysk Olimpijskich w Sochi?
Nie myślałem jeszcze o zakończeniu kariery. Od dwóch-trzech lat, za każdym razem, gdy pada to pytanie, odpowiadam, że moim celem są Igrzyska Olimpijskie w Sochi. Tak jest w dalszym ciągu. Martin Schmitt powiedział wczoraj (22.07.2011 – przyp. red.) na konferencji prasowej, że czuje, iż może jeszcze powalczyć z najlepszymi o czołowe miejsca i z tego względu dalej skacze. Ja również mam takie uczucie. Wiem, że drzemie we mnie potencjał, żeby walczyć z najlepszymi, dlatego podejmuję to wyzwanie i chcę się piąć jak najwyżej.

Wiadomo nie od dzisiaj, że w Austrii znajduje się wiele talentów w skokach narciarskich. Jak trudno jest się dostać do kadry narodowej?
Kiedy osiąga się dobre wyniki, może to nastąpić bardzo szybko, ale zdarza się, że dany skoczek musi długo czekać na możliwość startu w kadrze. Gdy istnieje taka sytuacja, jak u nas w Austrii, że mamy przynajmniej siedmiu-ośmiu zawodników, którzy występują regularnie w konkursach Pucharu Świata, młodym sportowcom jest bardzo trudno pokonać starszych i bardziej doświadczonych. Z jednej strony taka sytuacja stanowi problem, z drugiej może być pewnym luksusem. Na przykład kiedy jakiś zawodnik dozna kontuzji lub prezentuje gorszą formę, zastępuje go inny. Dla drużyny i wyników jest to pozytywne, ale dla młodych skoczków - negatywne, gdyż mają mniejsze szanse na doskonalenie się, walkę w konkursach i występ w Pucharze Świata.

Mimo że w kadrze rywalizujecie między sobą, pozostajecie w dobrych stosunkach. Czy takie dwa skrajne uczucia, jak przyjaźń i rywalizacja, da się pogodzić?
Jeśli spędza się razem tak dużo czasu, trzeba się dobrze rozumieć. To jasne, że nie każdy przyjaźni się z każdym. W pierwszej linii jesteśmy rywalami, wszyscy chcemy skakać jak najlepiej, w końcu skoki narciarskie są sportem indywidualnym. Gdy mają miejsce konkursy drużynowe, wtedy widzi się, że zawodnicy wygrywają razem, a w najgorszym wypadku przegrywają razem. Jednak cały czas każdy z nas stara się prezentować jak najlepiej i w takich momentach może się okazać, że rywalizacja jest silniejsza od przyjaźni.

Kadra austriackich skoczków narciarskich nie może narzekać na nudę. Ostatnio na przykład trenowaliście kolarstwo górskie w Wagrain. Czy taki niecodzienny trening jest waszym kluczem do sukcesu?
(śmiech) Odkąd funkcję szkoleniowca kadry pełni Alexander Pointner, od kilku lat próbujemy włączyć do naszych treningów nowe elementy. Trzeba powiedzieć, że to naprawdę przynosi sukces. Obojętnie, czy jest to jazda na rowerze, czy taniec, czy jeszcze coś innego, to działa. Nie wiem, czy dzięki temu tworzymy kadrę najlepszych skoczków narciarskich. Dla nas stanowi to przede wszystkim urozmaicenie monotonnego treningu na siłowni czy na skoczni, a poza tym sprawia nam przyjemność.

Przez cały poprzedni sezon obowiązywał nowy system punktacji w skokach narciarskich. Moim zdaniem, kiedy warunki na skoczni są mniej więcej równe, owe zasady działają dobrze, jednak gdy wieje różny wiatr, ten system nie jest do końca sprawiedliwy. Co pan myśli na ten temat?
Mam podobne zdanie. Plusem jest na pewno możliwość skrócenia lub wydłużenia rozbiegu. Dzięki temu nie trzeba od nowa rozgrywać konkursów, kiedy zawodnicy oddają za długie skoki. Teraz po prostu odejmuje się albo dodaje punkty za belkę. Jeśli chodzi o przelicznik odległości ze względu na wiatr, sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Trzeba jednak przyznać, że wczoraj (22.07.2011, konkurs drużynowy na Wielkiej Krokwi - przyp. red.) nie moglibyśmy skakać bez tych zasad. Ten system jakoś funkcjonuje, ale często zawodnicy i trenerzy zastanawiają się, w jaki sposób mierzony jest wiatr. Nieraz zdarzyło się, że skoczek miał rzekomo zły wiatr i dzięki dodatkowym punktom zajął wyższą lokatę. Z drugiej strony czasami zawodnicy skaczą w niekorzystnych warunkach atmosferycznych, a punkty za wiatr są tak policzone, jakby mieli korzystną aurę. To nie jest idealne rozwiązanie, ale myślę, że mimo wszystko lepsze od poprzednich zasad. Wcześniej kiedy na skoczni panowały różne warunki wietrzne, zdarzało się, że jeden zawodnik miał wiatr pod narty, a drugi w plecy. Pierwszy skakał dalej, drugi bliżej i z tego względu odpadał. Teraz, kiedy skacze się krócej przez wiatr, można dostać plusowe punkty i pozostać w grze. To pewna poprawa, ale moim zdaniem te reguły nadal nie są optymalne.

Międzynarodowa Federacja Narciarska zatwierdziła zwiększenie BMI do 21. Jest pan za czy przeciw takiemu rozwiązaniu?
Jestem za, zresztą popierałem tę decyzję już w zeszłym roku. Teraz zawodnicy muszą być trochę ciężsi, dlatego uważam to rozwiązanie za korzystne. Mimo to zauważam jeden negatywny aspekt: zawodnicy i tak mogą pozostać lżejsi. Nikt nie wspomina o tym, że gdy skoczek waży o kilka kilogramów za mało, musi używać krótszych nart. Wystarczy spojrzeć na poprzedni sezon. Wielu zawodników startowało w konkursach z wyraźnie krótszymi nartami, dzięki czemu mogli pozostać lżejsi. Myślę, że samo zwiększenie BMI nie rozwiąże tego problemu.

FIS wprowadza również konkursy mieszane w skokach narciarskich. To brzmi całkiem interesująco.
To brzmi bardzo ciekawie, ponieważ skoki narciarskie kobiet stają się coraz bardziej popularne i z tego względu są mocniej eksploatowane. To dobrze, że zimą odbędą się tego typu konkursy, a skoki kobiet pojawią się na największych imprezach, jak Mistrzostwa Świata czy Igrzyska Olimpijskie. Dzięki temu dyscyplina ta będzie miała możliwość coraz lepszego rozwoju. Konkursy mieszane będą z pewnością interesujące, myślę, że wezmą w nich udział wszystkie państwa, w których uprawia się skoki narciarskie.

Co jest najważniejsze w pana życiu?
Rodzina i dzieci. Gdy jestem, tak jak teraz, przez dziesięć dni poza domem, nie mogę się doczekać momentu, kiedy zobaczę żonę i synów. Skoki narciarskie są zarazem moim zawodem i hobby. Gdy jestem na skoczni lub gdy trenuję, wykonuję swoje zadanie w stu procentach, ale rodzina stoi u mnie zawsze na pierwszym miejscu.

Czy istnieją jakieś wyjątkowe marzenia, które chciałby pan spełnić?
Obecnie nie mam żadnych marzeń. W końcu.

Wolfgang Loitzl

Zakopane, 23.07.2011r.
Zdjęcia: Katarzyna Gajda

źródło: inf. własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 20

opublikowny przez Agata Biernat 6 lat temu - Katarzyna Tomala, Dominik Formela i (4) innych lubią to.