Agnieszki kwiat wieku, Lleytona kres kariery

Dodany 28-01-2016, 01:12, do: WTA, Wielki Szlem,
Agnieszki kwiat wieku, Lleytona kres kariery

Czy "nasza Mistrzyni" Agnieszka Radwańska wygra tegoroczny turniej Australian Open? Tego nie wie nikt, można tylko snuć przewidywania. Jednakże jest ku temu na właściwej drodze. Drodze, która z początku pozbawiona była większych trudów. Takie zaczną się dopiero od półfinału. To jest rok Agnieszki i odpadać we wcześniejszych rundach po prostu nie wypada. Nawet rozstawione, lecz słabsze od niej rywalki nie powinny robić na Isi wrażenia. Musi odprawiać je z kwitkiem.

Nie mam wątpliwości, że australijska ziemia ponownie będzie dla niej szczęśliwa. Jak w 2013 (triumf w Auckland i Sydney), 2014 (półfinał Australian Open) i 2015 roku (zwycięstwo w Perth w Pucharze Hopmana). W jakim stopniu szczęśliwa? Zwycięstwo? Finał? Półfinał? Tutaj ten nieszczęsny i zbyt często powielany w temacie Polki znak zapytania.

Nie mam wątpliwości (ponownie), że w 2016 roku Agnieszka odniesie wyczekiwany przez wszystkich sukces. Zwycięstwo w wielkoszlemowym turnieju. Tak, to brzmi poważnie, ale i zarazem tak dumnie. Australian Open, French Open, Wimbledon, US Open. Któryś z tych turniejów będzie należał do Polki. Jeśli nie Australia (broń Panie Boże tak myśleć!), to do trzech razy sztuka i zwycięstwo na królewskiej trawie, albo przełamanie na paryskiej mączce bądź twardym Nowym Jorku. Wszystko jak najbardziej realne. Miejsce ma drugorzędne znaczenie. Najważniejszy triumf. On będzie miał miejsce. Triumf, który od lat młodości mają w głowie i do którego dążą w każdym treningu, meczu, sprincie do piłki te indywidualne, podziwiane tenisowe jednostki.

I nie jest to żadne pompowanie balonika, oj nie. Agnieszka turniejem Masters i nie tylko potwierdziła, że jest tenisową perfekcjonistką w kwiecie wieku, delikatną kobietą, która swoją rakietą z największą gracją niszczy każdą rywalkę. Wojowniczka najwyższej klasy. Wygrywa każdy, nawet wydawałoby się niemożliwy punkt. Dobiega do każdej piłki, nawet tej, której z pozoru nie da się przebić na drugą stronę siatki. I czyni to ze wspomnianą już zdumiewającą elegancją i stylem tenisowej damy. Serwuje ludziom świata wykwintną ucztę. Jej uroczysta chwila, toast nadejdzie z momentem wygrania ostatniej piłki w ostatnim gemie ostatniego seta finału turnieju Wielkiego Szlema. Czas oczekiwania? Od paru dni do kilku miesięcy. Najważniejsze, że w 2016 roku.

Takich uroczystych chwil, do których dąży Polka, w swoim życiu pewien bardzo znany zawodnik miał dwie. Wygrał US Open 2001 i Wimbledon 2002. Lleyton Hewitt. Nietuzinkowy tenisista podczas trwającego Australian Open zakończył sportową karierę. Oficjalnie w meczu II rundy gry pojedynczej z Davidem Ferrerem. Napsuł trochę krwi Hiszpanowi, jednak ostatecznie przegrał w trzech setach. - Nigdy nic nie zostawiałem w szatni i z tego jestem dumny. Zawsze dawałem z siebie 100 procent. Odniosłem tyle sukcesów na korcie. Jestem szczęśliwy, że kończę to wszystko tutaj - powiedział Lleyton w pomeczowym wywiadzie do swoich kibiców, którzy zgotowali mu owacje stojąco. Zresztą "Rusty" miał swoich wiernych fanów na całym świecie. Chociaż przez wielu był nielubiany za często kontrowersyjne zachowania na korcie, to kochały go miliony. Podczas każdego meczu sięgał swoich granic możliwości i toczył walkę na śmierć i życie o pojedynczą piłkę, o jednorazowe odbicie, o milimetr kortu. Następnie wybuchał tą pozytywną energią, która jeszcze dodawała mu sił i animuszu. Australijski gladiator w blasku chwały był w latach 2001-2005. Łącznie w swojej karierze wygrał trzydzieści turniejów w grze singlowej i trzy w deblu. Mimo, że w późniejszym czasie często prześladowały go kontuzje, na korcie dalej pokazywał ten charakterystyczny zapał, fantazję, brawurę i śmiałość. Australijski wojownik nigdy się nie poddał, nigdy nikomu nie odpuścił nawet na krok. Po prostu jedyny w swoim rodzaju, niepodważalny autorytet, zmora każdego kto stawał naprzeciwko niego po drugiej stronie kortu. Także nauczyciel i trener. Lleyton w tenisie dalej będzie siedział. Przed nim kolejne wyzwanie. Prowadzenie australijskiej kadry narodowej i poskromienie wybuchowych charakterów Nicka Kyrgiosa i Bernarda Tomicia. Ciężkie wyzwanie. Kto jak nie on, burzliwy za młodu, ma tego dokonać?

Agnieszka Radwańska i Lleyton Hewitt są nadzwyczajnymi osobistościami. Agnieszka ma przed sobą rok życia, być może najlepszy w karierze. Lleyton właśnie zakończył dwudziestoletnią przygodę z tenisem. Jako człowiek spełniony. Niech dalsza kariera "naszej Mistrzyni" będzie tak bujna i obfita jak australijskiej legendy. Tego sobie i wszystkim życzę.

źródło: inf. własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 3

opublikowny przez Jakub Osiadły prawie rok