Kubot zawojuje trawę przy Church Road?

Dodany 21-06-2011, 14:40, do: Polacy,
Kubot zawojuje trawę przy Church Road?

Najlepszy obecnie polski tenisista - Łukasz Kubot, wojaże w turniejach wielkoszlemowych rozpoczął w roku 2006. W przeciągu pięciu ostatnich lat lubinianin stawiał się na kortach w Londynie, Paryżu, Melbourne i Nowym Jorku szesnastokrotnie, tegoroczny start w Wimbledonie będzie już siedemnastym rozdziałem z cyklu Wielki Szlem w karierze Polaka.

Przygodę z cyklem najpopularniejszych, najważniejszych i najbardziej prestiżowych imprez tenisowych świata polski zawodnik rozpoczął dokładnie 28 sierpnia 2006 roku. Choć dzisiaj są to czasy odległe, Kubot zapewne wspominać je będzie bardzo pozytywnie. Wówczas jako 138. rakieta globu bez wcześniejszych eliminacji wskoczył do drabinki głównej US Open. Z kortami Flushing Meadows pożegnał się dopiero po swoim trzecim występie. Wcześniej rozegrał dwa spotkania, w których przyszło mu walczyć w katorżniczych "pięciosetówkach". Na odprawienie Nikołaja Dawidienki nie starczyło sił i … umiejętności. Świetny swego czasu Rosjanin pokazał miejsce w szeregu Kubotowi, oddając polskiemu tenisiście zaledwie sześć gemów w całym meczu.

Po optymistycznym występie w Nowym Jorku nadszedł czas wielkoszlemowej posuchy. Kubot w następnych tenisowych mistrzostwach musiał przedzierać się przez eliminacje. Sztuka wyeliminowania kolejnych trzech rywali i awansu do śmietanki 128 uczestników imprezy udała się dopiero za siódmym razem, niespełna trzy lata później po swoim debiucie w Wielkim Szlemie! A było to w mieście miłości - Paryżu. Nazwisko Kubot jednak po imprezie Roland Garros nie utkwiło szerszej publiczności "białego sportu" w głowach. Polak odpadł już w premierowej rundzie, bądź co bądź po ambitnej walce z Viktorem Troickim. O losach spotkania musiała zadecydować finałowa, piąta partia meczu.

Był Nowy Jork, był Paryż, czas na kolejną światową metropolię. Tym razem padło na Australię i pierwszy coroczny turniej wielkoszlemowy Australian Open. Z Antypodów z początkiem sezonu 2010 lubinian wywiózł bardzo miłe wspomnienia, a zarazem życiowy sukces. "Życiówka" Kubota to duża zasługa Michaiła Jużnego, który w III rundzie poddał mecz jeszcze przed wyjściem na kort. Stąd też Polak bezpośrednio z II rundy wskoczył do grona szesnastu czołowych zawodników świątyni w Melbourne. W IV rundzie szczęście odwróciło się już w losowaniu, polski tenisista musiał stawić czoła ówczesnej światowej "trójce" - Novakowi Djokovicowi. Sensacji nie było, nie było nawet specjalnej zaciętości, może z wyjątkiem ostatniego seta, którego Kubot przegrał 5:7. Wszystko odbyło się zgodnie z planem - szybkie trzy sety dla "Nole".

W maju tego samego roku Kubot utrzymując się w połowie czołowej setki rankingu ATP World Tour, kolejny już raz bez konieczności walki w eliminacjach stawił się w Paryżu. "Historia lubi się powtarzać" - jak mówi stare porzekadło, niestety Polak był doskonałym przykładem, a zarazem ofiarą wspomnianej reguły. Rok wcześniej uległ Troickiemu już w I rundzie, dwanaście miesięcy później historia zatoczyła krąg i ponownie wyrzuciła Kubota za turniejową burtę już w fazie otwarcia. Tym razem za sprawą innego kata, reprezentującego barwy "Les Bleus" – Josselina Ouanny.

Dobrnęliśmy do teraźniejszego sezonu i majowego French Open. W przeciągu minionego roku polska rakieta numer jeden w pozostałych trzech Szlemach dwukrotnie osiągnęła pułap drugiej rundy, raz z turniejem w Nowym Jorku pożegnała się już po pierwszym meczu. Sukcesem wartym odnotowania jest tegoroczna gloria w premierowej rundzie Australian Open z Samem Querreyem. Łukasz stoczył ambitną walkę z Jankesem, odprawiając rosłego zawodnika z Las Vegas po równo dwustu minutach gry.

Zapewne wielu sympatyków tenisa ma w pamięci ostatni wielkoszlemowy wyczyn polskiego zawodnika. Po efektywnej "wspinaczce" w eliminacjach do Roland Garros 2011, Kubot już w pierwszym swoim spotkaniu natrafił na żargonową minę, na zawodnika zaliczanego do grona światowców najlepiej radzących sobie na mączce - Nicolasa Almagro. O klasie "Nico" świadczyć mogą trzy tytuły zdobyte w tym roku właśnie na nawierzchni ceglanej (Costa Do Sauipe, Buenos Aires, Nicea). Polak w meczu z Hiszpanem pokazał kawał dobrego tenisa i choć przegrywał już 0:2 w setach, zdołał się podnieść i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę! W drugiej rundzie bez najmniejszych problemów ograł Carlosa Berlocqu z Argentyny, by w kolejnej fazie będąc już jedną nogą w 1/16 finału oddać to prestiżowe miejsce Alejandro Falli.

Jak będzie w zainaugurowanym właśnie Wimbledonie? Kubot znalazł się w drugiej ćwiartce drabinki, a zmagania na All England Tennis and Croquet Club rozpocznie od potyczki z doświadczonym Arnaud Clement. Po wyeliminowaniu Francuza na polskiego zawodnika czekać będzie reprezentant Chorwacji - Ivo Karlovic. Wimbledon wciąż jest piętą Achillesową 29-letniego zawodnika z Lubina. O ile doświadczyliśmy emocji z udziałem Kubota na trzech pozostałych wielkoszlemowych frontach, o tyle na londyńskiej trawie kresem możliwości Polaka była II runda. Być może wynik uda się poprawić w najbliższych dniach?

źródło: inf.własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 1

opublikowny przez Michał Jelionek 6 lat temu