Giganci na emeryturze: Jacek Gollob

Dodany 05-02-2012, 21:38, do: Enea Ekstraliga , Kaski, Historia Żużla,
Giganci na emeryturze: Jacek Gollob

Dla wielu z nas są to pierwsi idole, ulubieni żużlowcy, bohaterowie pewnej zakończonej już ery. Dziś w większości są trenerami, bądź przygotowują swoich synów do pierwszego startu. Przed Państwem "Giganci na emeryturze". Odcinek 1 - Jacek Gollob.

Przez wielu kojarzony głównie jako brat wielkiego Tomasza. Z tego też powodu często był niedostrzegany i niedoceniany. Skromny, bez gwiazdorskich nawyków, nie tworzył pompy wokół siebie. Po prostu jeździł, a to wychodziło mu najlepiej. Słysząc nazwisko „Gollob” każdy myśli o tym młodszym, lecz również starszy to legenda polskiego speedwaya. Człowiek, który żużlowi poświęcił całe swoje życie, wychował swoimi startami pokolenia kibiców, cieszył oko tysięcy fanów. Jest autorem wielu karkołomnych akcji, brawurowych ataków. Nigdy nie brakowało mu woli walki, zapału do pracy, a tym bardziej odwagi.

"Jacula", "JaJacek", "Plastik", "Mongoł", "Jack"... Różnie na niego mówią, ale każdy, kto raz widział Jacka Golloba w akcji, nie zapomniał o tym jeźdźcu. Warto dodać, że ma on w swojej kolekcji wiele medali czy pucharów. Przez lata zdobywał cenne trofea. Mimo to zawsze był w cieniu brata, choć jest bardziej utytułowanym zawodnikiem niż Sławomir Drabik czy Grzegorz Walasek, choć nie ma za sobą wielu startów w reprezentacji podczas Drużynowych Mistrzostw Świata. Mimo że na „jego” bydgoskim torze rozgrywano zawody Grand Prix, to zbyt często nie otrzymywał "dzikich kart". Miało to miejsce ledwie dwa razy.

Licencję "Ż" uzyskał w roku 1988. Pierwsze ligowe punkty zdobywał w sezonie 1989 w barwach gdańskiego Wybrzeża, gdyż w tym mieście odbywał służbę wojskową. Na tor wyjechał ledwie dwa razy, zdobywając cztery punkty w całym sezonie. W roku następnym na stałe zadomowił się w składzie Polonii Bydgoszcz, a sezon ukończył z niską średnią 1,2 punktu na bieg. Jednak od sezonu 1991 stał się jednym z filarów drużyny i solidnie punktował. W tymże roku zaliczył debiut w finale IMP, gdzie zajął trzynaste miejsce. Im dalej, tym szło lepiej, gdyż Gollob zaczął odnosić sukcesy drużynowe, jak i pierwsze indywidualne. Pierwszy z licznych medali MPPK zawisł na jego szyi w 1992. Wówczas ze swoim bratem i Jackiem Woźniakiem w gorzowskim finale zajęli drugie miejsce, ustępując jedynie gospodarzom. Ukoronowaniem udanego sezonu był tytuł mistrza kraju dla Polonii.

Rok później srebro Mistrzostw Polski Par Klubowych zamienił na złoto. "Gryfy" drużynowo skończyły na drugim stopniu podium. Tu właściwie zaczyna się era doskonałego duetu Gollobów. Bracia przez kilka lat nie oddają nikomu złota w parach. Są niepokonani aż do 1998 roku, w którym to zajęli drugie miejsce. Tak więc nic dziwnego, iż nawet po kilku dobrych latach Tomasz i Jacek w parze budzili refleks, a każdy bieg piętnasty w nimi w obsadzie powodował niepewność u fana drużyny przeciwnej. Pierwszy sukces na arenie międzynarodowej przypada na rok 1994. Wówczas reprezentacja Polski ze starszym Gollobem w składzie sięgnęła po srebro Drużynowych Mistrzostw Świata. Wtedy DMŚ rozgrywano w formie turnieju parowego, a bohater tekstu oczywiście startował razem z bratem.

Pasmo zwycięstw w prestiżowych zawodach indywidualnych zaczęło się w roku 1996. Wtedy we wrocławskim finale Złotego Kasku Jacek Gollob triumfował, zostawiając w pokonanym polu brata oraz Romana Jankowskiego. W tymże roku zawalił jednak start w finale IMP, gdzie zajął dopiero czternaste miejsce. Rok później był blisko podium w krajowym czempionacie. Częstochowski finał zakończył na piątym miejscu. Wtedy również jego drużyna - Polonia Bydgoszcz triumfowała w rozgrywkach ligowych. Rok 1998 to zdecydowanie teatr jednego aktora, wręcz rok Jacka Golloba. Bydgoszczanin zdobył niemal wszystko, gdyż w każdej seniorskiej batalii zdobył medal. Złoto IMP, trumf w ZK, złoto DMP, srebro MPPK - ta seria mówi sama za siebie, gdyż naprawdę mało kogo stać na tak udany sezon.

Na sam koniec dekady Gollob postanawia zmienić otoczenie. Zupełnym szokiem staje się to, że ci niesamowici bracia nie będą już jeździć razem. Jacek zasila Polonię Piła, która ma chrapkę na tytuł mistrza kraju. Oprócz niego o sile ma stanowić zdolna grupa juniorów, głodny sukcesu Rafał Dobrucki oraz "Profesor z Oxfordu", czyli Hans Nielsen. Tak też się dzieje. Pilski dream-team zostaje mistrzem kraju, a Gollob ociera się o podium w bydgoskim finale IMP (czwarte miejsce). Może i nie było tylu sukcesów, ale rok ten dla niego był dość dobry. Dobre występy w lidze oraz fakt bycia krajowym liderem Polonii (tym razem pilskiej, oczywiście) sprawiły, że nieco wyszedł on z cienia brata. Ktoś mówił, że rok 2000 to koniec świata? Nie dla Jacka Golloba! Kolejny urodzajny sezon, w którym "Jacula" nie boi się nikogo. Złoto w finale IMP wywalczone po biegu barażowym z młodziutkim wtedy Jarkiem Hampelem oraz wicemistrzostwo kraju w drużynie. Następny rok jest jednak ostatnim w Pile. Gollob nie zdobywa żadnego trofeum, wyraźnie zawodzi w lidze. Czas wrócić pod skrzydła brata...

Powrót okazał się niezwykle udany, gdyż bracia znów czarują. Cudowny bydgoski duet po raz siódmy zostaje najlepszą polską parą. Do tego Polonia z Jackiem w składzie wraca na tron i zostaje Drużynowym Mistrzem Polski (jak dotąd po raz ostatni). Widać również wyraźną poprawę ligowej skuteczności u bohatera tekstu. Sezon 2003 to ostatni w szeregach Polonii. Jedyną zdobyczą był brąz DMP. Zimą kolejny raz w karierze Gollob zmienia otoczenie. Tym razem wraz z Tomaszem zasilają tarnowską Unię. Beniaminek mierzy wysoko i sięga po najlepszych. Po raz trzeci z rzędu zmiana klubu dla Golloba równa się ze zdobyciem mistrzostwa kraju! Tak było w roku 1999, tak było w 2002 i staje się w sezonie 2004. U żużlowca widać jednak pierwsze oznaki zmęczenia, bystrzejsze oko zaczyna dostrzegać początki końca kariery starszego syna Władysława.

W roku 2005 Gollob po raz ostatni wskakuje na podium finału IMP (wygrał Kołodziej, przed Tomaszem Gollobem) oraz zdobywa ligowe złoto z drużyną. W lidze idzie mu średnio, a na sam koniec doznaje poważnej kontuzji. Nic więc dziwnego, że wiekowy już "JaJacek" po takich przejściach w sezonie 2006 jest tylko cieniem samego siebie. Nie zdobywa już nawet punktu na bieg. Wszyscy chórem mówią, iż powinien dać sobie spokój z żużlem. Mimo to zarówno Unia Tarnów, jak i sam zainteresowany wiążą się umową na kolejny rok. Gollob zaczyna sezon ligowy od trzeciej kolejki. Na własnym torze "Jaskółki" podejmują jego macierzysty zespół z Bydgoszczy. Przed meczem Tomek zapowiada, że będzie ciągnął brata za sobą. Gollobowie wygrywają swoje trzy wspólne wyścigi, Jacek łącznie zdobywa dziewięć punktów. Jednak ten sezon pomimo takiego początku okazuje się niewiele lepszy niż poprzedni. Skuteczność powtarza jedynie w pojedynku z ZKŻ Zielona Góra. Jedenaście „oczek” i bonus to ostatnia "dwucyfrówka" Golloba, która miała miejsce 27 czerwca 2007.

W połowie sezonu 2008 jesteśmy świadkami jednego z większych powrotów w historii polskiego speedwaya. Jacek Gollob, którego usługi nie znalazły zainteresowania, zimą wraca do Bydgoszczy. Gollob w Polonii! Kibice byli pełni nadziei na udany powrót dawnego idola. Jednak szału nie było. Na pierwszoligowych arenach woził średnio koło punktu na bieg. Wystąpił w jedenastu meczach. Przed sezonem 2009 związał się umową "warszawską" ze Stalą Gorzów, jednak nie wystartował w lidze. Zimą ogłosił zakończenie kariery. Następnej wiosny znów podpisał "warszawkę", tym razem w Pile, jednak również nie startował.

Widząc ogrom sukcesów Jacka Golloba niesłusznym jest traktowanie go jako dodatku do brata czy uzupełnienia składu. W latach swojej świetności starszy z Gollobów mógłby z powodzeniem zostać liderem większości elitarnych drużyn. Kto wie, czy wówczas nie osiągnąłby jeszcze więcej. W tym temacie opinie są podzielone. Jedni twierdzą, że życie w cieniu znacznie go ograniczyło. Z kolei drudzy wyznają teorię, wedle której to właśnie bratu zawdzięcza to, że tyle ma na swoim koncie. Tak czy inaczej, jest to wielka postać, o której można by napisać książkę. Ten krótki artykuł to tylko próba ukazania prawdziwej wartości zawodnika, którego piękna kariera się skończyła i który na tor już nie wróci. Być może Jacek Gollob jako trener osiągnie drugie tyle, kto wie...? Póki co jego celem jest wdrożenie w sport żużlowy syna. Oskar Ajtner-Gollob przez wielu uznawany jest za talent. Podobnie jak ojciec i wujek, ma za sobą sukcesy w motocrossie, tak więc ma solidną podkładkę pod jazdę spod taśmy na dystansie czterech okrążeń. Już dziś zabiegają o niego ekstraligowe kluby, choć nie miał on jeszcze okazji wystąpić w oficjalnych zawodach. Jak widać wielkie nazwisko i utytułowany ojciec robią swoje.

źródło: inf. własna
  • średnia glosów: 4.67

Średnia ocen: 4.67, ilość głosów: 6

opublikowny przez Aleks Jovičić 4 miesięcy temu - Anna Karaś to lubi.

Chcesz napisać komentarz? Potrzebujesz być zalogowany(a) aby dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta możesz sie zarejestrować..