Dla wielu z nas są to pierwsi idole, ulubieni żużlowcy, bohaterowie pewnej, zakończonej ery. Dziś w większości są trenerami, bądź przygotowują swoich synów do pierwszego startu. Przed Państwem "Giganci na emeryturze". Odcinek 2 - Robert Sawina.
Wychowanek toruńskiego Apatora, jeden z większych przedstawicieli złotej ery miejscowej szkoły żużla. To właśnie jego pokolenie było tym złotym dla "grodu Kopernika". Sukcesy osiągał w barwach większości klubów, w jakich startował. Warto dodać, że w ten sposób zwiedził kawał kraju, gdyż jeździł w siedmiu klubach, na terenie czterech województw (wg nowego podziału administracyjnego). Ciekawostką jest fakt, że pomimo swojego bogatego dorobku medalowego w różnych mistrzostwach kraju, nie wystąpił ani razu w cyklu Grand Prix. Natomiast w Drużynowych Mistrzostwach Świata pojawił się zaledwie raz, by już w ogóle nie wystartować w zreformowanym Drużynowym Pucharze Świata.
Mały ciałem, ale wielki duchem; mały rycerz, prawdziwy walczak - w tych słowach zwykło się określać Roberta Sawinę. Swoim niepozornym wyglądem nie wzbudzał respektu, choć gdy latem półnagi z łańcuchem na klacie i zapuszczoną brodą chodził po parku maszyn, to wyglądał jak włoski gangster. Jednak gdy zakładał kask i stawał pod taśmą, to wielu miało z nim niemały problem. Ze względu na swoją wagę zdecydowanie lepiej jeździł zewnętrzną częścią toru, gdzie znajdował odpowiednią przyczepność. Nigdy nie należał do wielkich gwiazd. Nie było wokół niego takiego szumu, jak chociażby wokół Piotra Protasiewicza czy Rafała Dobruckiego, nie mówiąc już o Tomaszu Gollobie, bo to nieco inna
półka. Sawina należał do zawodników mocnych psychicznie, umiejących skupić się w danym momencie. Stąd miejsca na podium w prestiżowych imprezach.
Pierwsze sukcesy przyszły wraz z początkiem lat dziewięćdziesiątych, nie licząc srebra Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostw Polski z roku 1989. Sawina w lidze jeździł regularnie i - jak na juniora - skutecznie. Młoda i ambitna drużyna Apatora sięgnęła po tytuł Drużynowego Mistrza Polski. Również w rozgrywkach juniorskich z udziałem Sawiny "Anioły" triumfowały w MDMP. Wraz z Krzysztofem Kuczwalskim i Mirosławem Kowalikiem sięgnął po złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych. Udany był również sezon następny. Wówczas także Apator skończył sezon na ligowym podium, zajął trzecie miejsce. Młode wilki z Torunia zajęły trzecią pozycję w finale MPPK (Krzyżaniak, Kowalik, Sawina). Również w kategorii juniorskiej nie zabrakło laurów, gdyż torunianie znów wygrali MMPPK. Sukcesami indywidualnymi były brązowe medale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski oraz Srebrnego Kasku.
Z całą pewnością niezwykle udanym dla ledwie 21-letniego wówczas Roberta Sawiny był rok 1992. Na zakończenie wieku juniora sięgnął po złoto MDMP, srebro w MIMP, drugie miejsce w finale SK oraz trzecie z rzędu złoto MMPPK. Stał na podium wszystkich imprez juniorskich, w jakich tylko mógł uczestniczyć. Do tego trzy seniorskie brązy, ligowy, w IMP oraz w MPPK. Tym samym Sawina jest jednym z nielicznych młodzieżowców, którzy stali na podium "dorosłego" czempionatu. To jeden z pierwszych wielkich juniorów Apatora.
Rok 1993 to ostatni w barwach "Aniołów" przed odejściem do Gdańska. Jedynymi sukcesami debiutującego w roli seniora Roberta był brąz DMP oraz Drużynowy Puchar Polski w barwach Apatora. Następnie przyszedł czas na dwa sezony w szeregach Wybrzeża. W tym czasie na szyi bohatera tekstu nie zawisł żaden medal, za to nieco poprawił swoje ligowe wyniki w stosunku do ostatniego roku w rodzinnym mieście.
Następnym przystankiem w karierze okazało się Gniezno. "Sawka" spędził tam cztery sezony. Był jednym z ulubieńców kibiców, gdyż w pierwszych dwóch sezonach pozostawał krajowym liderem składu. W roku 1996 wraz z Adamem i Tomaszem Fajferami sięgnęli po srebro MPPK. Sukces indywidualny przypadł na ostatni sezon w Gnieźnie. Wówczas Start spada z ligi, ale jego lider – Robert Sawina - w finale Złotego Kasku stanął na drugim stopniu podium. Był to jego pierwszy indywidualny sukces od siedmiu lat.
Następnie trwa krótka przygoda we Wrocławiu. W pierwszym roku punktował na poziomie nieco ponad dwóch punktów na bieg. Był to jego drugi jak dotąd taki sezon ligowy. Rok później Sawina znów zajmował miejsca na podium imprez rangi mistrzowskiej. Wraz z drużyną sięgnął po brąz DMP. W parach razem z Ułamkiem i Krzyżaniakiem byli najlepsi. Również w Indywidualnych Mistrzostwach Polski poszło mu bardzo dobrze, gdyż uległ jedynie Gollobowi. Kolejne dwa lata to czas startów w barwach macierzystej drużyny. W sezonie 2002 również był skutecznym
ligowcem, a z Apatorem sięgnął po srebrny medal MPPK. Odwrotnie było rok później. Co prawda Apator został wicemistrzem kraju, lecz wkład "Sawki" był mały, bo punktował na poziomie jednego "oczka" na bieg.
W obliczu tak słabego sezonu Sawina zmuszony był kolejny raz opuścić "Anioły". Chętny na jego usługi był pierwszoligowy GTŻ Grudziądz. Na zapleczu szło mu dość dobrze, efektem czego było zainteresowanie ze strony Polonii Bydgoszcz. To był prawdziwy transfer roku, który wywołał wiele dyskusji! Okazało się, że wychowanek toruńskiej szkoły żużla w Bydgoszczy przechodzi drugą młodość. Znów było z pazurem, znów z medalami i znów Sawina budził respekt. Eefekt: wicemistrzostwo kraju Polonii, w którym miał spory udział. Do tego krążek tego samego koloru zdobyty w parach. Rok później "Sawka" już tak nie czarował, sporadycznie zdarzało mu się wygrać wyścig, a w każdym woził średnio półtora punktu. Z drużyną stanął na najniższym stopniu podium. Po słabym sezonie zdecydował się zakończyć karierę. Wtedy wywołał niezłą burzę wśród fanów. Decyzja ta miała zwolenników, jak i przeciwników, a obie grupy nie były bierne w dyskusji. Jedni chcieli, by ich idol odszedł w miarę dobrym stylu bez kompromitacji. Inni zaś za wszelką cenę widzieliby go na torze, choćby w drugiej lidze.
Rok później został trenerem drużyny z Gdańska. Nad morzem pracował przez trzy sezony. W czasie ostatniego z nich zdecydował się odnowić licencję, gdyż istniała możliwość jego wyjazdu na tor z powodu słabych wyników drużyny. Po tym, jak gdańszczanie tuż po awansie spadli z najwyższej klasy rozgrywkowej, Sawina zszedł zza sterów i wrócił... na tor! Zasilił drugoligową Ostrovię Ostrów, w barwach której odjechał jedenaście meczów. Punktował na poziomie półtora "oczka" na wyścig. Po sezonie 2010 definitywnie zakończył karierę. W zeszłym roku
prowadził Polonię Bydgoszcz w rozgrywkach pierwszej ligi, co zakończyło
się awansem do Enea Ekstraligi.