Giganci na emeryturze: Piotr Baron

Dodany 16-02-2012, 14:36, do: Enea Ekstraliga , Zawody indywidualne , Kaski, Historia Żużla,
Giganci na emeryturze: Piotr Baron

Dla wielu z nas są to pierwsi idole, ulubieni żużlowcy, bohaterowie pewnej, zakończonej ery. Dziś w większości są trenerami, bądź przygotowują swoich synów do pierwszego startu. Przed Państwem "Giganci na emeryturze". Odcinek 3 - Piotr Baron.

Piotr Baron przyszedł na świat 5 lutego 1974 roku w Toruniu. Jego przygoda z żużlem rozpoczęła się całkiem przypadkowo. Pewnego dnia ówczesny trener toruńskiej młodzieży, Jan Ząbik, przypadkiem spotkał chłopca jeżdżącego na motorynce. Baron zrobił na szkoleniowcu dość dobre wrażenie, co poskutkowało propozycją zapisu do szkółki. Młodemu chłopcu ten sport bardzo się spodobał i postanowił rozpocząć treningi. Zaczęło się najpierw od miniżużla, gdzie obok obecnego trenera Sparty Wrocław trenował między innymi Tomasz Bajerski. Po pewnym czasie spędzonym na minitorze, Piotr przeniósł się na dorosły motocykl. Licencję zdał w 1990 roku. Już podczas swoich pierwszych występów w meczach ligowych pokazywał nieprzeciętne zdolności oraz spory talent. Debiutancki sezon zakończył ze średnią biegową na poziomie 1,259, co jak na 16-latka było świetnym wynikiem. Swoimi punktami walnie przyczynił się do drugiego tytułu mistrzowskiego toruńskiego klubu. Do tego dołożył tytuł w Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostwach Polski. Wystartował także w finale Brązowego Kasku w Tarnowie, gdzie zajął jedenaste miejsce. Był to jednak dla niego pierwszy i ostatni sezon w barwach Apatora. Przeniósł się do Grudziądza. Duży wpływ na jego decyzję miał fakt przenosin Ząbika do GKM-u. Świetny trener niejako zabrał ze sobą talent, za jakiego uważano Barona.

Na zapleczu I ligi radził sobie jeszcze lepiej. Wystartował we wszystkich spotkaniach grudziądzkiej ekipy osiągając doskonałą średnią biegową na poziomie 2,077. Jego bardzo dobra postawa nie pomogła jednak drużynie Jana Ząbika, która skończyła rozgrywki dopiero na dziewiątej pozycji. Piotr ponadto sięgnął po kolejny medal w MDMP. Tym razem był to jednak srebrny krążek. W tym sezonie Baron wystartował także na swoim rodzinnym torze w Toruniu w finale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski. Liczył, że uda mu się w swoim mieście powalczyć o jakiś medal. Zawody te jednak nie ułożyły się po jego myśli i zakończył je na ósmej pozycji z dorobkiem ośmiu punktów. Po sezonie znów zmienił barwy klubowe. Postanowił przenieść się do Wrocławia. To właśnie w stolicy Dolnego Śląska odnosił swoje największe sukcesy - zarówno indywidualne, jak i drużynowe.

Sezon 1992 był kolejnym dobrym okresem w karierze obecnego trenera Sparty Wrocław. Piotr Baron nieźle spisywał się w rozgrywkach ligowych (średnia biegowa 1,719). Całkiem dobrze szło mu także w zawodach indywidualnych. W finale Młodzieżowych Mistrzostw Polski zajął piąte miejsce. Pokonał w nim między innymi takich zawodników jak Marek Hućko czy Tomasz Bajerski. W seniorskich mistrzostwach uplasował się jedną lokatę niżej, a za jego plecami znalazły się takie tuzy polskiego speedwaya jak Piotr Świst czy jego klubowy kolega Dariusz Śledź. Ponadto wystartował w finale Złotego Kasku we Wrocławiu, który skończył na dwunastej pozycji. Sezony 1993-1995 były najlepsze zarówno w historii klubu z Wrocławia, jak i w karierze 37-latka. Trzy mistrzowskie drużynowe tytuły pod rząd oraz dobre wyniki w zawodach indywidualnych pokazały wielki talent, jaki brzmiał w Piotrze Baronie. Wychowanek Apatora Toruń nie zdobył wprawdzie żadnego medalu MIMP, jak i IMP, ale jego bardzo skuteczna jazda w lidze zadziwiała kibiców w całej Polsce. Bardzo rzadko zdarza się przecież, by junior przez trzy sezony pod rząd miał średnią biegopunktową powyżej dwóch punktów! Warty uwagi jest także fakt, że Baron jako jeden z nielicznych był bohaterem innej drużyny niż macierzysta, co w latach dziewięćdziesiątych też nie należało do częstych zdarzeń. Co do sukcesów indywidualnych warte odnotowania są triumfy w Srebrnym oraz Brązowym Kasku. Wystartował on także w dwóch finałach Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów. W pierwszym z nich w Pardubicach był bardzo blisko zdobycia medalu. O tym, kto z Czech wywiezie brązowy medal miał zadecydować bieg dodatkowy. Na starcie stanęli Piotr Baron oraz Rune Holta. Obaj mieli na koncie po 10 punktów i szli łeb w łeb. Ostatecznie jednak lepszy okazał się Norweg. - Dobrze pamiętam ten bieg, zresztą jak każdy, w którym jest walka o jakiś medal czy sukces. No cóż, zabrakło mi trochę umiejętności oraz doświadczenia. Na dystansie popełniłem zbyt dużo błędów. Mogło to być spowodowane zbyt dużymi chęciami - wspomina po latach bohater tamtych zdarzeń. Rok później było już trochę gorzej, ale wcale nie tak źle. Baron w norweskim Elgane zajął dziewiąte miejsce.

Kolejne lata były już tylko słabsze. 37-latek nie potrafił utrzymać tak dobrej i równej formy, jaką prezentował przez te trzy lata. Spowodowane to było wieloma kontuzjami jakie go trapiły. Ważna mogła być także coraz gorsza kondycja, jaką dysponował żużlowiec. Te wszystkie czynniki nie pozwoliły mu już na tak dobrą jazdę.

Sezon 1996 był pierwszy seniorskim rokiem dla Piotra Barona. Obecny trener Betardu Sparty Wrocław nie brylował już tak na torze jak chociażby rok wcześniej. Średnia biegowa na poziomie 1,487 nie satysfakcjonowała ani jego, ani klubu. Do tego nie udało mu się dostać do finałów zawodów indywidualnych. Jedynym sukcesem, jaki udało mu się osiągnąć w tym roku, było trzecie miejsce w tracącym prestiż Drużynowym Pucharze Polski. Następny sezon był lepszy dla samego zawodnika , ale katastrofalny dla Sparty. Klub, który dwa lata wcześniej zdobył tytuł mistrzowski spadł z ligi! Akurat tutaj problem nie leży w słabszej dyspozycji Barona, który nawiązał do swoich najlepszych lat i skończył sezon ze średnią biegową 1,909. W II lidze stał się wiodącą postacią drużyny oraz całych rozgrywek. Głównie dzięki niemu wrocławski klub szybko powrócił do elity, z której nie spadł już ani razu. Klub ponownie stanął także na trzecim stopniu w DPP. Tutaj niezły występ zaliczył Baron, który zdobył 9 punktów w tych zawodach. Po powrocie do I ligi Piotr pokazał prawdziwy regres swojej formy. Nie był jednak wstanie skutecznie rywalizować w najwyższej klasie rozgrywkowej. Sezon skończył ze słabą średnią 1,329. Jedynym pozytywem jego startów w tym sezonie było dziewiąte miejsce w finale Indywidualnych Mistrzostw Polski. Postanowił jednak po ośmiu latach opuścić Wrocław. Ze stolicy Dolnego Śląska przeniósł się do pierwszoligowego Grudziądza(w tym roku doszło do reformy polskich lig: zamiast I, II i III pojawiła się Ekstraliga oraz I i II liga) , który reprezentował już w sezonie 1991.

Przeprowadzka jednak nie zmieniła zbyt wiele w jego jeździe. Analogicznie do poprzedniego sezonu jego średnia była odrobinę lepsza – jednak w klasie rozgrywkowej niżej. Po sezonie znów zdecydował się więc na zmianę barw klubowych. Wybrał Opole, gdzie również nie odnalazł starej formy. Przeciętne wyniki nie zadowolili Piotra, który postanawił jeszcze raz spróbować swoich sił we Wrocławiu. Wrócił do stolicy Dolnego Śląska po dwuletniej przerwie. Tam spisywał się lepiej. Średnia biegowa na poziomie 1,677 w ekstralidze pozwalała z nadzieją patrzeć w przyszłość. Żużlowiec postanowił jednak po otrzymaniu zaległych pieniędzy zakończyć swoją bogatą karierę sportową.

Niewątpliwie Piotr Baron był jednym z większych talentów w polskim speedwayu, które pojawiły się na początku lat dziewięćdziesiątych. Świetne wyniki już w młodym wieku pokazywały olbrzymie możliwości torunianina. Wychowanek Jana Ząbika mimo wielu sukcesów na swoim koncie stał się kolejnym niespełnionym talentem polskiego żużla. Dzisiaj trudno powiedzieć, dlaczego kariera tak świetnie zapowiadającego się sportowca nie potoczyła się po jego myśli. W jego rozwoju duże znaczenie mogło mieć bardzo wczesne opuszczenie rodzinnego miasta. W obcym otoczeniu nie potrafił sobie poradzić i cóż mówić - należycie o siebie nie dbał. Jego niezbyt sportowa sylwetka raziła przy innych szczupłych, jakimi zazwyczaj dysponują żużlowcy. Piotrek miał także po prostu pecha. Często łapane kontuzje powodowały przerwy w startach, a później ciężko było odrobić stracony czas. Baron zakończył karierę w wieku 28 lat. Teraz możemy jedynie gdybać, jakim zawodnikiem mógłby być i co jeszcze zrobić, gdyby nie te wszystkie sprawy...

Po zakończeniu kariery prowadził własny sklep z obuwiem oraz był ekspertem żużlowych spotkań w Polsacie Sport. Tę pracę wspomina bardzo miło. – To bardzo fajne doświadczenie. Cieszę się, że mogłem na żywo oglądać te wielkie sportowe widowiska i do tego je komentować. Podczas transmisji starałem się przekazać telewidzom trochę inny obraz żużlowego świata, tak jakby zza kulis. Mam nadzieję, że dobrze mi to wychodziło - uśmiecha się 37-latek.

Po zebraniu odpowiedniej sumy pieniędzy otworzył sklep z akcesoriami żużlowymi. W sezonie 2011 dostał jednak ofertę tak zwanej „pracy nie do odrzucenia” i został trenerem Betardu Sparty Wrocław. W roku 2011 pokazał tym razem trenerski talent osiągając ze skazywaną na porażkę wrocławską drużyną szóste miejsce. W tegorocznych rozgrywkach nadal będzie prowadził klub ze stolicy Dolnego Śląska. Może jako trener osiągnie sukcesy na miarę swojej kariery zawodniczej?

źródło: inf. własna
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 2

opublikowny przez Piotr Jadłowski 3 miesięcy temu - Aleks Jovičić to lubi.
Zobacz również:

Chcesz napisać komentarz? Potrzebujesz być zalogowany(a) aby dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta możesz sie zarejestrować..