Doping i inne używki w polskim żużlu

Dodany 12-10-2014, 17:24, do: Pozostałe,
Doping i inne używki w polskim żużlu

Czy w żużlu można mówić o dopingu? W tej kwestii mamy dwie strony medalu. Pierwsza – mówi się, że w sportach motorowych 30% to umiejętności zawodnika, a 70% to sprzęt. Ile w tym prawdy? Ciężko powiedzieć. Z drugiej strony środki dopingujące znajdujące się na liście zakazanych w sportach wyczynowych poprawiają koncentracje, wyostrzają zmysły i poprawiają refleks. Ten ostatni jest u zawodnika żużlowego kluczowy. Dobry start to pierwszy krok do sukcesu. Czy można więc podejrzewać świetnie dysponowanych zawodników o stosowanie nielegalnych środków?

Ostatnio w polskim żużlu wybuchła afera. W mediach pojawiła się informacja mówiąca, że jeden z uczestników szerokiej kadry polskich żużlowców został przyłapany na dopingu. Od razu pojawiły się spekulacje oraz szukanie winnego. Główna Komisja Sportu Żużlowego natychmiast wkroczyła do akcji. Tymczasem na forach kibice spekulowali, jaka kara powinna zostać zastosowana. Wydali wyrok, mimo niewiedzy na temat całej sprawy. Przedział szeroko pojętych kar kończył się na dożywotnim zawieszeniu. Tylko… czy chodzi o to, by zniszczyć zawodnikowi karierę?

Kiedy wszystko ucichło, na nowo ktoś podjudzając całe środowisko żużlowe podał, że sprawa dotyczy Patryka Dudka. Informacja natychmiast została potwierdzona. Młody zawodnik zielonogórskiego Falubazu został spisany na straty. Nie dawano mu szans. Wszyscy czekali wyłącznie na karę. Sam zainteresowany nie udzielał wywiadów, nie pojawiał się w mediach. Przychodził tylko na mecze swojej drużyny, by wspierać kolegów w ciężkich chwilach. Chyba każdy kibic przy zdrowych zmysłach zadawał sobie pytanie, jak w ogóle doszło do samego faktu, że zawodnik miał w organizmie niedozwolone środki. Nareszcie pojawiło się oświadczenie Patryka Dudka. Zawodnik podkreślał w nim, że nigdy świadomie niczego nielegalnego nie brał. "Kłamie!". Przyszedł sądny dzień, kiedy zebrała się cała GKSŻ i debatowała nad karą dla żużlowca. Lecz... po co? Dlaczego? Przecież ludzie go już skreślili. Uznali, że nie był to pierwszy raz. Kwestionowano nawet zdobycie przez niego Indywidualnego Mistrzostwa Świata Juniorów w roku ubiegłym. Podniosły się dwa głosy chcące się przekrzyczeć. Gdzie w tym wszystkim jest zawodnik? Czy ktoś pomyślał jak łatwo zniszczyć młody talent? Wielcy eksperci światka żużlowego stanęli po dwóch stronach barykady. Jedni usprawiedliwiając młodego żużlowca, drudzy karcąc go analizami i wyszukanymi opiniami lekarzy medycyny antydopingowej. A oficjalnej kary nadal nie było. Cały proces zbierania opinii, materiału dowodowego i wyników próbki B zajął działaczom polskiego speedwaya aż dwa miesiące. Dwa długie miesiące, podczas których każdy wydał już wyrok. "To jego koniec! Powinni odebrać mu licencje!". To tylko najłagodniejsze wypowiedzi zamieszczone na portalach społecznościowych. A Dudek milczał. Czekał cierpliwie wspierany przez rodzinę i część kibiców czarnego sportu. Czy można się doszukiwać pozytywów w tej całej sprawie? Owszem. Okazało się w końcu, jak trudne jest życie zawodnika żużlowego. Jeden błąd, jedna źle podjęta decyzja może decydować o zakończeniu barwnej i wspaniałej kariery. Od bohatera do zera.

Nadszedł koniec września. Kolejne posiedzenie GKSŻ i kolejne propozycje kar poparte szerokim materiałem dowodowym. Kiedyś w końcu musieli zdecydować. Zapadł wyrok. Rok zawieszenia w prawach zawodnika, dwa lata zakazu startów w reprezentacji Polski, pokrycie kosztów procesu i 5000 zł kary. Dla wszystkich było jasne. Nie zobaczymy Patryka Dudka na torze przez cały przyszłoroczny sezon. Długi rok, podczas którego będzie czas na analizę, a może nawet decyzje, które odcisną się piętnem na polskim żużlu.

Na kolejną aferę nie trzeba było długo czekać. Grand Prix Łotwy na żużlu 16 sierpnia. Wszystko idzie zgodnie z planem. Zawodnicy zdają sprzęt, motocykle są ważone. Za chwile nastąpi badanie trzeźwości uczestników. Podchodzi Darcy Ward, dmucha. Wynik jest pozytywny. Zawodnik przekroczył dopuszczalną normę prawie dwukrotnie. Ponownie podnosi się wrzawa. Znów piękno sportu zostaje przyćmione przez skandal. Znów podnoszą się głosy. "Czy on miał zamiar w ogóle powiedzieć, że pił?!", "Przecież mógł zrobić krzywdę nie tylko sobie, ale i innym!". Racja. Kolejne oczekiwanie na karę. Czy tym razem zasłużoną? Nic mylnego. Tym razem cały proces trwał krócej (może przez to, że zawodnik nie jest Polakiem?). Werdykt? Tymczasowe zawieszenie w prawach zawodnika do końca trwającego sezonu oraz potężna kara pieniężna. Jednak należy spodziewać się jeszcze wyższego wymiaru kary. Założono, że te konsekwencje będą przestrogą dla innych zawodników, którzy mieliby ochotę na alkohol przed zawodami. Można by było doszukiwać się podobieństw w sprawie Dudka i Warda. Dwa różne kluby, dwa odmienne problemy i dwie odmienne kary. Czy jest coś wspólnego, coś, co łączy te sprawy? Tak. Obydwaj zawodnicy przez własną lekkomyślność oraz krótkowzroczność swoich teamów stracili sezon, co jednak jest ich najmniejszym problemem. Stracili dużo więcej w oczach osób, które dały im kredyt zaufania. Postawiły na nich licząc, że warto. Stracili szacunek części kibiców, w których sercach zaczęła rodzić się wątpliwość. Czy wszystko to, co zdobyli, zdobyli uczciwie? Można by doszukiwać się, spekulować, co sprawia, że każdy sezon przynosi ze sobą kolejny skandal. Czy to wina władz, które skupiają się tylko i wyłącznie na własnych korzyściach? Co trzeba zrobić by wszystko wróciło do normy? Jedno jest pewne. Polski żużel potrzebuje świeżej krwi. Człowieka, który zdolny jest pokierować i naprawić to wszystko, co zostało zniszczone i zaprzepaszczone. Przywrócić żużel i ligę, która była nazywana najsilniejszą na świecie.

źródło: inf.własna
  • średnia glosów: 3.5

Średnia ocen: 3.5, ilość głosów: 2

opublikowny przez Natalia Derendal 2 lat temu