Bartosz Zmarzlik - człowiek stworzony dla żużla

Dodany 05-01-2017, 12:19, do: Zawody indywidualne , SGP , PGE Ekstraliga ,
Bartosz Zmarzlik - człowiek stworzony dla żużla

Bartosz Zmarzlik to jedyny przedstawiciel sportów motorowych w 82. Plebiscycie na Najlepszego Sportowca Polski 2016. Ciągle można oddawać na niego głosy.

Siła psychiki
Ścisły, rodzinny, team żużlowca to pięć osób. Każda z nich wierzy w talenty młodego zawodnika z Gorzowa. - Syn wkłada w uprawianie żużla całe swoje serce - mówi krótko Paweł Zmarzlik, ojciec brązowego medalisty ubiegłorocznych mistrzostw świata, dyrygujący warsztatem zawodnika.
Zespół żużlowca to oprócz niego również mama - Dorota Zmarzlik, odpowiedzialna za logistykę w kraju oraz brat żużlowca, Paweł Zmarzlik, mający takie same obowiązki poza jego granicami. Za bezpośrednie przygotowanie motocykli na zawodach odpowiedzialni są dwaj mechanicy: Grzegorz Musiał i Seweryn Czerniawski.

Bartosz Zmarzlik sięgnął po swój największy ubiegłoroczny sukces w dalekiej Australii. Mimo zaledwie 21 lat nie zjadła go trema, doskonale poradził sobie z presją, która mu towarzyszyła, a także wytrzymał ogromne oczekiwania ze strony polskich kibiców.
- Podziwiam Bartka za to jaki jest mocny psychicznie. Nam czasami drżą ręce, a jemu nie. To maszynka do wygrywania. Jest stworzony do żużla i zwycięstw - uważa Seweryn Czerniawski.

To ważna cecha w każdym sporcie, czasami zawodnicy pracują nad siłą charakteru latami. Zmarzlik potrafi się wyłączyć. - Jest mocny psychicznie. My możemy się od niego uczyć. Na przykład Grand Prix Australii, po której zdobył medal, bardziej przeżywałem od niego. Nie byłem w stanie kawy wypić przed zawodami. A on był spokojny i to nas uspakajał - dodaje tata zawodnika. Czyli wynik go nie paraliżuje? - dociekamy. - Nie, bo ma świadomość, że jutro jest następny dzień - pewnie odpowiada Paweł Zmarzlik senior.

Grzegorz Musiał dodaje: - Nikt z nas nie wywiera żadnej presji na Bartku. Nawet w żartach nie mówimy "musisz być mistrzem świata". Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Plan na sezon 2017 w Grand Prix to utrzymać się w ósemce. W cyklu nie ma przypadkowych zawodników, a pierwsza dziesiątka to już naprawdę elita. Bartek jest mocny psychicznie. A tylko taka osoba jest w stanie osiągać sukcesy na żużlu i wygrywać finały Grand Prix przy czasami 50 tysiącach kibiców.

Tata za kierownicą bije rekordy
Osoby z teamu zawodnika bardzo mu pomagają. Doskonała opieka rodziców i brata, który sam kiedyś jeździł na żużlu, pozwala żużlowcowi skupić się tylko na sportowej części kariery. - Zajmuję się całym warsztatem. Zamawiam i składam motocykle i silniki. Obecnie już to zrobiłem, jeżeli chodzi o sezon 2017. Teraz do lutego mamy zatem co robić. Potem będziemy szukać jazdy na torze. Być może pojedziemy do Krsko lub Gorican, albo do Wittstocku. Prowadzę ponadto samochód na zawody. Bardzo lubię to robić - zdradza tata Zmarzlik. - Jaki jest pana rekord za kierownicą? - pytamy. - 2270 kilometrów w jednym ciągu z małymi przerwami. Była to podróż na cross do Hiszpanii. Zajęło mi to 21 godzin. I dopiero wtedy byłem wykończony (śmiech).

Nie byłoby sukcesów zawodnika, gdyby nie pomoc podczas zawodów zaufanego teamu. Seweryn CzerniawskiGrzegorz Musiał znają się na swojej pracy. - W teamie zajmuję się tak samo jak Grzegorz przygotowaniem sprzętu oraz bezpośrednią pracą podczas zawodów - mówi Seweryn Czerniawski. - Przygotowuję sprzęt i na zawody, i w trakcie zawodów. W trakcie zawodów czasami wygląda to tak jak w pit stopie w formule 1. Zmagamy się z czasem. Wtedy naprawdę czuję się częścią teamu - wtrąca Grzegorz Musiał, który ma na swoim koncie również przygodę ze sportem żużlowym w roli zawodnika.

MusiałCzerniawski cenią Zmarzlika. - Brąz nie zmienił Bartka. Jest tym samym człowiekiem. Nawet nie myślałem, że może być inaczej, bo to wyjątkowo przyjazna dusza - ocenia Grzegorz Musiał. - To profesjonalista w każdym calu. U niego w życiu nie ma przypadków. Musi mieć wszystko zaplanowane. Nawet to, co je na śniadanie - śmieje się Seweryn Czerniawski.

Brat zawodnika znalazł inne życiowe powołanie niż samodzielne ściganie się na żużlu, bo jego bezpośrednią przygodę z tym sportem przerwała kontuzja. - Nie ciągnie mnie na tor, bo czuję się częścią tego co robi Bartek. Dzisiaj daję z siebie sto procent, żeby mu pomagać. Fajnie, że tak się to wszystko ułożyło. Że mogę pracować z tak bliską mi osobą. To ogromna frajda. Pod tym względem jestem szczęśliwym człowiekiem - uważa Paweł Zmarzlik junior.

Wysoko zawieszona poprzeczka
Brązowy medal mistrzostw świata w debiutanckim sezonie w cyklu Grand Prix spowodował, iż wielu kibiców zakłada stały progres sportowy u Bartosza Zmarzlika. Są też tacy, którzy liczą na kolejne złoto dla Polski, a tych w historii naszego żużla nie mieliśmy wiele, bo zaledwie dwa (1973 r. - Jerzy Szczakiel, 2010 r. - Tomasz Gollob).
- Bartek nigdy nic nie musi. Dla nas plan minimum to miejsce w pierwsze ósemce. Górnego pułapu nie zakładamy, bo wtedy jest lżej. Lepiej startować z niższej belki - uważa Paweł Zmarzlik senior.

- Brązem w 2016 roku Bartek bardzo wysoko i sobie, i poniekąd nam zawiesił poprzeczkę. Nie tylko on chce jeździć lepiej. My w jego teamie też zamierzamy być jeszcze sprawniejsi i skuteczniejsi - dodaje Seweryn Czerniawski.

Zdaniem brata żużlowca, medal w IMŚ niczego nie zmienił w życiu teamu. - Brąz ma swoją cenę w innym wymiarze. Zwiększyło się zainteresowanie sponsorów Bartkiem. Najważniejsze jednak, że zdecydowali się z nami zostać wszyscy dotychczasowi. Z kilkoma mamy już podpisaną umowę wieloletnią. To duży komfort dla Bartka i nas wszystkich. Możemy się skupić na przygotowywaniu do sezonu i tylko na sprawach sportowych - zaznacza Paweł Zmarzlik junior i dodaje: - To prawda, że przed sezonem mówił, że interesuje go ósemka, a każde miejsce wyżej to już będzie wielki sukces. Na pewno miało to wpływ na to, że zdobył brąz. Czy tak samo podejdzie w 2017 roku? Nie wiem czy mu się to teraz uda. Jest już innym zawodnikiem. Ma przecież brąz IMŚ. Braku medalu nie potraktujemy jako porażki. Nie patrzymy na to z takiej perspektywy. Mamy świadomość, pewnie jak każdy zawodnik, że nie da się co roku zdobywać medali, bo konkurencja jest bardzo duża. Najważniejsze, aby przejeździć sezon cało i zdrowo.

Jak Bartoszowi Zmarzlikowi pójdzie w Plebiscycie Przeglądu Sportowego? - to pytanie zadaje sobie wielu kibiców, bo zawodnik jest bardzo popularny i lubiany. - Liczymy na dziesiątkę. W pełni na to zasłużył. Ciężko pracuje cały rok i to byłaby taka wisienka na torcie i podziękowanie od kibiców za harówkę. Także forma rekompensaty za ten cały wysiłek, a proszę mi wierzyć, że syn wkłada w to wszystko całe swoje serce - uważa Paweł Zmarzlik senior.

Seweryn Czerniawski dodaje: - Marzę, żeby był w pierwszej trójce w plebiscycie. To będzie jeszcze większy kop do osiągania większych sukcesów. Jeżeli tak się stanie, to uczcimy to wspólnym szampanem.

Grzegorz Musiał również jest optymistą: - Wierzę, że Bartkowi uda się być w dziesiątce w plebiscycie. Będzie to ogromny sukces tego młodego człowieka i polskiego żużla. Niech inne sporty widzą, że po Gollobie mamy kolejnego wielkiego zawodnika.

Paweł Zmarzlik junior twierdzi, że miejsce jego brata w plebiscycie będzie sukcesem żużla jako takiego. - Jeszcze kilka lat temu nikt sobie nie wyobrażał, że Bartek może być w dziesiątce najlepszych sportowców. Jeżeli tak się stanie, to będzie to drugi po medalu IMŚ sukces. Na pewno największy pod względem wizerunkowym. Być w dziesiątce i do tego w roku olimpijskim, to żaden przypadek, ale dowód, że żużel ma tysiące kibiców i że warto dla nich się poświęcać.

Magia stolicy robi swoje
Żużel wreszcie dotarł do Warszawy. 13 maja odbędzie się tam trzeci turniej Grand Prix w historii. Bartoszowi Zmarzlikowi nie udało się zająć miejsca na podium w roku 2016, a w sezonie 2015, gdy jeszcze nie był pełnoprawnym uczestnikiem cyklu SGP, pojechał na PGE Narodowym tylko w roli rezerwowego. W maju oczy wszystkich polskich kibiców będą szczególnie wypatrywały sukcesu gorzowianina, bo nic tak nie smakuje jak triumf przed 50. tysiącami widzów.
- Ja zawsze podchodzę do tego bardzo sentymentalnie. Stolica szczególnie leży mi na sercu. Bartek chyba też tak ma – mówi ojciec żużlowca. - A 50 tysięcy na PGE Narodowym? To uskrzydla jeszcze bardziej. Proszę mi wierzyć, że jeździć przy takiej publiczności i wygrywać, to jest nie do opisania co my czujemy - dodaje.
Grzegorz Musiał twierdzi, że najbardziej ekscytujące są turnieje w Warszawie, Cardiff i w „naszym Gorzowie”, bo tam adrenalina jest największa.
Paweł Zmarzlik junior: - Grand Prix w Warszawie jest najbardziej wyjątkowe w całej serii. Magia stolicy robi swoje. Wielkie wrażenie robi stadion. Jeszcze kilka lat temu nikt nie wyobrażał sobie, że możemy doczekać się takiego obiektu w naszym kraju.
Głosowanie internetowe w plebiscycie potrwa do 6 stycznia. W internecie głosować można codziennie - raz na 24 godziny oraz w social mediach - szczegóły na http://plebiscyt.przegladsportowy.pl

źródło: inf. prasowa
  • średnia glosów: 5

Średnia ocen: 5, ilość głosów: 1

opublikowny przez Artur Kąciak 9 miesięcy temu